W ciągu 45 lat PRL-u mieliśmy w Polsce 15 ministrów edukacji, w ciągu zaledwie 34 lat III RP zmieniło się aż 20 ministrów tego resortu. Byli wśród nich profesorowie, nauczyciele, bezpartyjni i partyjni. Miała już swoich przedstawicieli lewica, miała prawica, pełnili tę funkcję przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Platformy, PiS-u i pomniejszych ugrupowań. Z oświaty uczyniono najbardziej upolityczniony i niestabilny obszar życia społecznego, przedmiot rozgrywek, podchodów i manipulacji. Bardzo często główne siły polityczne oddawały ten resort przystawkom, pokazując, że nie jest dla nich ważny (jak za pierwszej kadencji rządów PiS-u, kiedy resort dostał Giertych). Jak będzie teraz po uformowaniu się większościowego rządu przez partie opozycyjne? Nadzieje nauczycieli, uczniów i rodziców są ogromne. Chcemy normalnej oświaty, nie żebraczej, demagogicznej i propagandowej. Nie podporządkowanej celom politycznym, tylko skupionej na celach naukowych, tak zdefiniowanych, aby nauczanie służyło uczniom, wspierało ich rozwój i dobrze przygotowywało do wyższego etapu kształcenia, z właściwą równowagą treści humanistycznych i ścisłych, z taką ilością treści programowych, które da się zrealizować na tym etapie kształcenia, na resztę przyjdzie czas na studiach, z taką ilością czasu na realizację treści kształcenia, aby można je było zrealizować jak najlepiej.
Chcemy szkoły z takim uporządkowaniem treści na języku polskim, aby nie było tego patologicznego przerostu „formy” nad „treścią”, charakterystycznego dla dwóch ostatnich kadencji Platformy i PiS-u (także w konstrukcji zadań egzaminacyjnych, które przecież wyznaczają kierunek kształcenia). Od roku 2007, a może nawet wcześniej uczymy teorii literatury, lekceważąc istotną problematykę dzieł. Sprawdzamy, „jak twórca coś opisał”, drugorzędne staje się to, „co opisał” (istnieje, ale tylko w perspektywie tego sakramentalnego „jak”). Szkoła nudzi w ten sposób młodego człowieka, pokazuje mu rzeczy z życiowego punktu widzenia nieistotne, drugorzędne, odstręcza od czytania, nie spełnia funkcji wychowawczej i formacyjnej. Literatura przy braku etyki i filozofii w szkole i przy marnym nauczaniu religii zastępuje te wszystkie dziedziny, otwiera ucznia na istnienie problematyki społecznej, moralnej, egzystencjalnej, filozoficznej i teologicznej. Aby zbliżyć do niej ucznia, nie może ona zostać przysłonięta przez teorię literatury, przez opis funkcji środków i zabiegów artystycznych, konwencji i prądów, mechanizmów narracyjnych i kompozycyjnych. Te kwestie powinny się znaleźć w nauczaniu we właściwych dla nich proporcjach. „Forma” nie może przysłonić „treści”, jak dotąd.
Czy rozumieją to „zwycięzcy” tych wyborów, którzy szykują się do objęcia władzy w Polsce? Czy potrafią prawidłowo zdiagnozować problemy wymagające pilnego rozwiązania w oświacie? Czy poprzestaną na infantylnych pomysłach, które zaproponowali w kampanii wyborczej? Likwidacja „czerwonych pasków” na świadectwach, ocen z zachowania, zakaz odrabiania prac domowych to rozwiązania kuszące i być może przydatne, ale nie najważniejsze. Jeżeli na nich skupi się wysiłek przyszłego kierownika resortu, to ta władza polegnie, zanim się na dobre zacznie. Ciekawie zabrzmiał głos pani Agnieszki Dziemanowicz-Bąk z Lewicy na ten temat: „Ja bym bardzo chciała przede wszystkim, żeby w końcu po latach rządów w Ministerstwie Edukacji ludzi, którzy się na edukacji nie znali, pojawił się tam ktoś, dla kogo edukacja będzie najważniejsza. […] Lewica rozumie, że od edukacji zależy przyszłość państwa […] Bez podwyżek dla nauczycieli nie da się odbudować edukacji publicznej”. Tego nie rozumiała „prawica”, dlatego słusznie poległa. Głos pani Dziemanowicz-Bąk brzmi rozsądnie, ale czy na samym „brzmieniu” ostatecznie, jak zawsze, się nie skończy? Można domy stawiać u bukmacherów, że tak właśnie i tym razem się stanie. Dlatego z niecierpliwością czekamy na poważne i rozsądne propozycje nowych władców Polski w tej dziedzinie. Staną się one miarą jakości nowego rządu. Czy odważą się postawić, jak nikt dotąd, na wykształcenie i wychowanie młodego pokolenia, a nie tylko na budowę dróg i stadionów?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze