Wielka Orkiestra po raz trzynasty spisała się na medal, a mimo to złośliwi (skąd się oni biorą?) nie omieszkali dociekliwie zauważyć (w Internecie, i w prasie nie całkiem poprawnej), że istnieje jakieś podobieństwo między Orkiestrą a takimi na przykład urzędami podatkowymi. Nie wszyscy chcą to podobieństwo widzieć, dlatego śpieszę uspokoić, jest też oczywiście różnica. Urzędy podatkowe to, jak wiadomo, instytucje państwowe, które zajmują się żmudną, dyskretną i ciężką pracą ściągania od obywateli nałożonych przez państwo danin. To praca naprawdę trudna i niewdzięczna. Obywatele nie zawsze chcą oddać tyle, ile państwo akurat sobie życzy, przeważnie usiłują coś ukryć. Co nie jest w sumie takie złe, bo pozwala obywatelom jakoś przeżyć i za rok znowu będą gotowi do spełnienia obywatelskiego obowiązku, dzięki czemu karuzela (polityczna) jakoś będzie się kręcić. To trzeba docenić. Zawsze mogłoby być gorzej, a gdyby zrobiło się całkiem źle, niektórzy mogliby odczuć nazbyt gwałtownie skutki nagłego hamowania. A tego przecież nikt nie lubi.
Dlatego dobrze, że Orkiestra gra i dobrze też, że jak kraj długi i szeroki każdy burmistrz, wójt i prezydent sfinansował i tym razem koszty organizacji „imprezy” na lokalnym podwórku. Kto nie wierzy, bo sądził w dobrej wierze, że te koszty to słynne 10% przeznaczane na funkcjonowanie prywatnej, jak sądziłem i ja, fundacji, niech zadzwoni do Ratusza i grzecznie zapyta, ile to w sumie u nas kosztowało. Pal licho zresztą, ile kosztowało, ważne, że przyniosło taki szlachetny skutek. Od Ratusza zresztą do Urzędu niedaleko. Jeśli Urząd trudzi się cały rok, to Ratusz nie może przez jeden dzień? Przecież to i tak jeden czort. I to państwowe, i to państwowe. Najważniejsze, że jedna instytucja państwowa wspiera skutecznie drugą instytucję państwową przy pomocy prywatnej fundacji, dzięki czemu pieniądze idą na trzecią instytucję państwową, czyli tzw. państwową służbę zdrowia, a wszystko to w sumie razem wzięte jest funta kłaków warte i nie widać końca, kiedy wreszcie stanie się normalne jak w innych krajach. Jeśli brać dosłownie deklarację Szefa Orkiestry, to niestety nigdy. Trzeba mieć wielkie serce, aby to wytrzymać.
A sprawy medialnie naświetlone rysują się pięknie i szlachetnie i jeśliby jakiś hołysz poważył się podnieść na nie rękę, to musi się liczyć, że ręka ta zostanie odcięta i nikt tego nie pożałuje. Podczas XIII finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ktoś nawet z ogarniętego amokiem tłumu w studiu telewizyjnym wykrzyknął: „inne kraje nie mają takiej Orkiestry, mogą nam zazdrościć, mogą się od nas uczyć”. Rzeczywiście, tego inne kraje jeszcze nie wymyśliły, ale też nie musiały, bo na szczęście nie rządził nimi ani Sojusz Lewicy Demokratycznej, ani nie rządziła Akcja Wyborcza „Solidarność”, ani Unia Wolności, ani PSL, ani nie zanosi się, by rządziło nimi PO, dlatego kraje te mają normalną zdrową służbę zdrowia, prywatne kasy chorych, prywatne firmy ubezpieczeniowe, w których lokują swoją składkę zdrowotną i normalne prywatne fundacje, które mogą bez pomocy państwa, to z zasady do czego innego jest powołane, wspierać konkretne osoby potrzebujące pomocy, a takie były, są i będą niezależnie od tego, czy uciskał będzie ludzi reżim socjalistyczny, czy kapitalistyczny, tyle że z reguły w tym drugim jest ich trochę mniej.
A tego z uporem nie chcą rodacy docenić. Wolą wyjechać niż przenieść dobre wzory tutaj stamtąd, dokąd z przyjemnością wszyscy by się wynieśli. Po co zresztą się starać, aby było lepiej, skoro Orkiestra gra tak pięknie i skutecznie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze