Ojcze Święty Janie Pawle, Dobry Pasterzu, jakże byłeś i pozostaniesz ukochany. Dziś, w godzinie Twojej śmierci, czujemy najmocniej, jak dobra była Twoja obecność. Wyprowadziłeś nas z domu niewoli, pomogłeś zbudować nowy Dom, zasiewałeś w naszych sercach ziarna wiary, nadziei i miłości. Liczyłeś, że zbierzemy obfity plon. Nie do końca się to udało. Wiedziałeś, że na to musi przyjść właściwy czas. Oby przyszedł. Obyśmy tak się w końcu zachwycili Twoją nauką, jak zachwycała nas Twoja osoba.
Dziś już wiemy, to co tak pięknie zaczęło się 26 lat temu, skończyło się tak przedziwnie 2 kwietnia 2005 roku. Wiemy, że tak ma być, ale Ty dziś jeszcze mocniej uczysz nas, że tak właśnie ma być. I tak jest dobrze. „Jestem spokojny i wy bądźcie spokojni”. Dziś „śmierć Tobie wzięła trud i ciężar, co ciąży”. Uzbrojony w męczarni ducha, Pielgrzymie, po raz ostatni wsiadłeś na barkę. Jakże piękna była Twoja podróż – przez fale życia i przez wody śmierci, jakże niezwykła, pełna znaków była Twoja śmierć. Sprawiłeś, że dziś mocniej niż kiedykolwiek zadajemy pytanie: „Kto to jest ten Bóg, co posiada nieśmiertelną moc przegonić precz ciemnie i mgły i sprowadzić pogodą kwietne sny, i powieść nas w jasność i światłość dróg?”. Kto to jest ten Bóg, który woła Ciebie w ten kwietniowy czas, w Białą przedziwną Niedzielę Miłosierdzia? Co to jest to Boże Miłosierdzie, komu jest potrzebne? Dlaczego, jak twierdziłeś, tak bardzo jest potrzebne? Kto to jest ta Piękna Pani z Fatimy i Lourdes, i z Jasnej Góry, której powierzyłeś się cały i która pewnie wyszła po Ciebie w ten piękny Jej poświęcony dzień?
Dziś jeszcze mocniej niż kiedykolwiek wołasz do nas, że życie zmienia się, ale się nie kończy. „Przecież niecały umieram. To, co we mnie niezniszczalne, trwa”. Zjednoczyłeś w godzinie swojej śmierci niemal całą ludzkość. Pozwoliłeś nam przez kilka dni uczestniczyć w przedziwnym misterium śmierci, pozwoliłeś czuwać przy łożu śmierci w czasach, w których ze śmierci uczyniono rozrywkę albo narzędzie prześladowań, albo zepchnięto ją poza margines otwartej i poważnej refleksji. Nigdy nikomu nie pozwalałeś stać z boku, nie pozwalałeś być biernym i obojętnym. „Szukałem was, teraz wy przyszliście do mnie”. Dałeś nam niezwykłą lekcję, jak przechodzić z tego świata na ten lepszy. Uczyłeś nas pięknie żyć i pięknie umierać.
Dziękujemy Ci Ojcze Święty za dzielność wiary aż po krzyż. Dziękujemy Ci za Twoje świadectwo wierności Ewangelii, której blaskiem chciałeś zachwycić nas wszystkich. Od początku swego pontyfikatu usiłowałeś rozmiłować nas w Chrystusie, wzywałeś, by szeroko otworzyć Mu drzwi naszych serc. By razem z Nim odrzucić cywilizację śmierci i z odwagą budować cywilizację miłości, w której dostrzeżona będzie i obroniona godność każdego człowieka, także nienarodzonego dziecka. Przypominałeś, że ta godność ma swe źródło w miłości Stwórcy i w odkupieńczej Krwi Zbawiciela.
Dziękujemy Ci w końcu i za to, że nawiedziłeś nasze miasto, a stąd pozdrowiłeś całe Mazowsze. Nigdy nie zapomnimy dnia 7 czerwca 1991 roku, kiedy zatrzymałeś się tutaj na chwilę na stacji ostatniego przykazania Dekalogu i stąd popłynęła Twoja nauka społeczna o właściwym używaniu dóbr, o uczciwości, która zawsze jest wyrazem ładu serca, o wrażliwości na cudzą biedę oraz o trudnej sztuce wolności, której trzeba się uczyć, aby nie stała się naszą niewolą.
Odmieniłeś oblicze świata, oblicze Kościoła, odmieniłeś wiele ludzkich serc. Dziś w godzinie Twojego spotkania z Chrystusem chcemy wyrazić naszą bezgraniczną wdzięczność Bogu za dar Twojego życia, cierpienia, słowa i przykładu. Dziękujemy Bogu i za to przede wszystkim, że patrząc na Ciebie, podziwiać mogliśmy Jego.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze