Rodzice dzieci w wieku przedszkolnym z Płocka i okolic są zniecierpliwieni. Dopiero na początku lipca będą wiedzieli, czy ich pociechy znalazły się na listach przyjętych. Jeszcze w ubiegłym roku wszyscy chętni mogli znaleźć miejsce w przedszkolu, bez względu na to, gdzie mieszkali. W tym roku już tak nie będzie. Płocki budżet będzie współfinansował tylko te dzieci, których rodzice są zameldowani na terenie miasta, pozostali muszą szukać pieniędzy w swoich samorządach. Od czego zaczął się cały problem? – Przyczyn jest kilka – mówi Ewa Adasiewicz, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Płocka. – Przede wszystkim jest to ustawa o samorządzie i ustawa o finansach publicznych, z których wynika, że prezydent miasta jest odpowiedzialny za budżet i jego wydatki. Prowadzenie przedszkoli jest zadaniem własnym gminy, co oznacza, że tylko na dzieci zamieszkałe na terenie gminy można wydawać pieniądze z budżetu. Tymczasem w płockich placówkach przebywały od lat dzieci, których rodzice, co prawda pracowali w Płocku, ale mieszkali na terenie innych gmin. W tej sytuacji Wydział Skarbu i Budżetu wspólnie z Izbą Rozrachunkową zwrócili uwagę, że pieniądze z budżetu nie są wydawane zgodnie z prawem. Dopóki chodziło o kilkoro dzieci, to nikt nie zwracał na ten problem większej uwagi. Kiedy jednak trzeba było mówić o setkach maluchów, a ich liczba stale wzrastała, wtedy nie pozostało nic innego jak zajęcie się sprawą i rozwiązanie tego problemu. Po tegorocznej rekrutacji wyliczono, że sprawa dotyczy około 350 dzieci, do których pobytu w płockich przedszkolach budżet miasta dopłaca w granicach 3 mln zł. Roczne utrzymanie jednego dziecka w przedszkolu kosztuje podatników około 7 tys. zł. Z tej sumy rodzice płacą 50 zł stałej opłaty miesięcznej oraz pokrywają koszty posiłków. Jak to robią inni? Problem dotyczy nie tylko Płocka, ale wielu miast w Polsce. Wszędzie wiele rodzin przenosi się za miasto, gdzie wybudowało dom, ale nadal pracuje w mieście i tam chcą oddawać dzieci do przedszkoli. To samo dotyczy szkół, bo rodzice są przekonani, że edukacja w mieście jest na dużo wyższym poziomie. Zdiagnozowanie problemu można było rozpocząć po kwietniowej rekrutacji do przedszkoli. Kiedy okazało się, że problem dotyczy około 350 dzieci, natychmiast postanowiono, wzorem innych polskich samorządów, rozpocząć negocjacje z wójtami okolicznych gmin. Bo zapewnienie dziecku miejsca w przedszkolu jest zadaniem prezydenta lub wójta. Niestety za dzieckiem nie idą, tak jak to jest w przypadku szkół, dotacje. Cały koszt pokrywany jest z budżetu i stąd zaproszenie prezydenta Płocka do wójtów, aby rozpocząć rozmowy. Na spotkanie, które odbyło się na początku czerwca przybyli wójtowie gmin: Gąbin, Słupno, Radzanowo, Stara Biała i Nowy Duninów. Inni stwierdzili, że ich problem nie dotyczy i nie będą rozmawiać. Chodzi tu o Brudzeń, skąd 7 dzieci miało uczęszczać do przedszkoli, z Łącka, bo wójt powiedział, że ma swoją placówkę i może przyjąć dzieci, także z Gostynina. Po rozmowach wójtowie doszli do wniosku, że taniej będzie dopłacić do płockich przedszkoli, niż budować nowe placówki na swoim terenie. Tak było w przypadku gminy Stara Biała i Radzanowo. Tymczasowo zamierza płacić za dzieci gmina Słupno, do czasu wybudowania nowego przedszkola. Ostatecznie stanęło na tym, że gmina Płock, na pierwsze miesiące (do końca roku) dała 30% upustu gminom, a potem zaprosiła do kolejnych rozmów. Ponieważ ostateczne decyzje muszą zapaść na sesjach rad gminnych, stąd dopiero początek lipca, kiedy listy dzieci przyjętych do przedszkoli, zostaną wywieszone. Wszystko więc wskazuje na to, że dzieci mieszkające w gminach: Stara Biała, Słupno, Radzanowo, Gąbin będą traktowane przy tworzeniu list przyjętych, na takich samych prawach, jak płocczanie. Pozostali mogą liczyć na wolne miejsce, o ile takie będzie, ale muszą mieć świadomość, że czeka ich pełna odpłatność za dziecko. Oczywiście, potem rodzice mogą negocjować z samorządem o zwroty kosztów za pobyt ich dziecka w przedszkolu, ale trudno liczyć na całkowite dogadanie się. O takich dodatkowych wydatkach z budżetu muszą decydować radni, którzy nie są zbyt chętni do wydawania pieniędzy. Skąd ten problem? Przede wszystkim stąd, że coraz więcej płocczan wyprowadza się z miasta, by zamieszkać w okolicy. Spada bezrobocie, a to oznacza, że rodzice chcą oddawać dzieci do przedszkola, by mogli spokojnie pracować. A ponieważ praca jest przede wszystkim w Płocku, to dla własnej wygody chcieliby, żeby dzieci tam rozpoczynały swoją edukację. Jednym z powodów jest także wysoki poziom kształcenia w przedszkolach, dzieciaki chętni tam chodzą. Teoretycznie problem zostanie pod koniec czerwca rozwiązany, a listy przyjętych wywieszone na początku lipca. Rodzice będą mogli odetchnąć z ulgą, kiedy nazwisko swojej pociechy zobaczą na liście. Ale nie wszystkie sprawy da się tak łatwo rozwiązać. W Wydziale Oświaty złożyli wizytę rodzice, którzy wynajmują mieszkanie w Płocku, nie mogą tam być zameldowani, ale oboje tu pracują i faktycznie mieszkają. Jak oni będą traktowani? Nie stać ich na zapłacenie wszystkich kosztów pobytu dziecka w przedszkolu. Do tej pory w gminach nie było oddziałów integracyjnych, dzieci niepełnosprawne chodziły do przedszkoli w Płocku, jak to teraz będzie wyglądać? – Tu nie ma żadnego problemu – dodaje E. Adasiewicz. – Wszystkie dzieci niepełnosprawne, bez względu na miejsce zamieszkania ich rodziców, nadal będą uczęszczać do placówek w Płocku, bez konieczności płacenia za nich przez wójtów. Pozostaje jeszcze problem sześciolatków, którzy mają już obowiązek szkolny, ale to przedszkolanki w przedszkolach prowadzą z nimi zajęcia. Ta sprawa też powinna być rozwiązana tak, by dzieci nie cierpiały, by nie musiały rozstawać się ze swoją ukochaną panią, z którą spędzają wiele godzin dziennie od kilku lat. Rodzice czekają na szybkie decyzje, by być pewnym, czy i gdzie ich dzieci rozpoczną od września edukację. Muszą jednak jeszcze uzbroić się w cierpliwość. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze