Reklama

Dunin?w Nowy - Zwyczajna rzecz

22/11/2001 13:33
By?a pora wcze?nie zapadaj?cego, pa?dziernikowego zmierzchu. Wracaj?cego z pracy Andrzeja Ambroziaka dobieg?y rozpaczliwe dzieci?ce okrzyki z pobliskiego kana?u portowego – „pomocy, cz?owiek tonie!”.Szybko pobieg? na nadbrze?e, gdzie stoj?cy przera?ony ch?opiec z p?aczem krzycza? ?e „tam – wskazuj?c na ciemn? i m?tn? wod? kana?u – uton?? przed chwil? jego brat. Andrzej szybko zdj?? robocz? bluz?, kombinezon i buty, dokumenty poda? nadbiegaj?cemu Radkowi Fryczkis. W koszuli i spodniach – wolno, aby nie dosta? nag?ego skurczu od zimnej wody, trzymaj?c si? starych opon otaczaj?cych betonowe molo – zanurzy? si? w brudn? i szybko ciemniej?c? wod? kana?u. Z otwartymi oczami zanurkowa?, my?l?c ?e zobaczy cia?o. Niestety, nie widzia? nic, maca? tylko o?lizg?e kamienie dna... Zabrak?o mu oddechu i wynurzy? si?: – powiedz dok?adniej, gdzie znikn?? pod wod?? - krzykn?? do ch?opca trz?s?cego si? na brzegu. Ten wskaza? mu miejsce oddalone od niego o dwa metry. Zanurkowa? znowu, tym razem z zamkni?tymi oczami. Maca? dno: najpierw kamienie, p??niej g?adka powierzchnia ?wiru – zacz??o mu brakowa? powietrza. Nagle natrafi? na cia?o, gwa?townie chwyci? i wynurzy? si? na powierzchni?. Zaczerpn?? powietrza, okaza?o si?, ?e chwyci? topielca za nog? i g?owa ch?opca nadal jest pod wod?. Reszt? si? przekr?ci? cia?o i poda? nadbiegaj?cym Darkowi Frydrychowi i Paw?owi W?odarczykowi. Oni pomogli mu wci?gn?? si? na wysokie betonowe nabrze?e. Sam nie mia?by ju? na to si?. Ma?y topielec – o?mioletni Mariusz Laskowski nie oddycha? i nie mia? wyczuwalnego pulsu. Zacz?li z Paw?em robi? ch?opcu sztuczne oddychanie i masa? serca. Po chwili z martwego zdawa?oby si? cia?ka chlusn??a woda, ch?opiec wci?gn?? gwa?townie powietrze i zacz?? oddycha?. Nieprzytomnego zaniesiono do najbli?szego mieszkania Ewy Zakrzewskiej. Nadjecha?a wezwana wcze?nie karetka pogotowia ratunkowego i po udzielonej przez nich dodatkowej pomocy, ch?opiec w drodze do szpitala odzyska? przytomno??. Po kilkudniowej obserwacji wr?ci? zdrowy do domu. Jak wyja?ni?, w wodzie, a raczej pod wod? znalaz? si? na skutek potkni?cia o wystaj?c? ?elazn? knag?, s?u??c? do mocowania ?odzi. Wpad? z ca?ym impetem gry w berka do kana?u. R?wie?nicy przera?eni rozbiegli si?, zosta? na nadbrze?u jeden brat. Drugi pobieg? po pomoc. I to by by?o prawie wszystko o tym zdarzeniu. Wszystko te? zdawa?oby si? zwyczajne: gra w berka, przypadkowe wpadni?cie do wody i przypadkowe przyj?cie na ratunek. Nawet to, ?e kto? skacze do wody na ratunek zdaje si? by? zwyczajnym i wr?cz normalnym w takiej sytuacji. Ale czy na pewno? Czy ka?dy z nas wskoczy?by o zmierzchu do cuchn?cego, g??bokiego kana?u portowego? Czy zanurkowa?by razy kilka do mulistego, pe?nego szlamu i kamieni dna? Nie wiem, czy mamy cz?sto odwag? przyj?? z pomoc? wzywaj?cym? Cz?sto tylko przyspieszamy kroku, aby nie s?ysze? wo?ania o pomoc. Dlatego pisz?, ?e zachowanie 22-letniego Andrzeja Ambroziaka, ratownika nie by?o zwyczajne – by?o nadzwyczajne, cho? sam uwa?a je za normalne i obowi?zuj?ce ka?dego. Nie jest to zwyczajna sprawa – to jest Wielka Sprawa. Andrzeju, w imieniu wszystkich ludzi – dzi?kuj? Ci. Daniel Ratz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości