By?a pora wcze?nie zapadaj?cego, pa?dziernikowego zmierzchu. Wracaj?cego z pracy Andrzeja Ambroziaka dobieg?y rozpaczliwe dzieci?ce okrzyki z pobliskiego kana?u portowego – „pomocy, cz?owiek tonie!”.Szybko pobieg? na nadbrze?e, gdzie stoj?cy przera?ony ch?opiec z p?aczem krzycza? ?e „tam – wskazuj?c na ciemn? i m?tn? wod? kana?u – uton?? przed chwil? jego brat. Andrzej szybko zdj?? robocz? bluz?, kombinezon i buty, dokumenty poda? nadbiegaj?cemu Radkowi Fryczkis. W koszuli i spodniach – wolno, aby nie dosta? nag?ego skurczu od zimnej wody, trzymaj?c si? starych opon otaczaj?cych betonowe molo – zanurzy? si? w brudn? i szybko ciemniej?c? wod? kana?u. Z otwartymi oczami zanurkowa?, my?l?c ?e zobaczy cia?o. Niestety, nie widzia? nic, maca? tylko o?lizg?e kamienie dna... Zabrak?o mu oddechu i wynurzy? si?: – powiedz dok?adniej, gdzie znikn?? pod wod?? - krzykn?? do ch?opca trz?s?cego si? na brzegu. Ten wskaza? mu miejsce oddalone od niego o dwa metry. Zanurkowa? znowu, tym razem z zamkni?tymi oczami. Maca? dno: najpierw kamienie, p??niej g?adka powierzchnia ?wiru – zacz??o mu brakowa? powietrza. Nagle natrafi? na cia?o, gwa?townie chwyci? i wynurzy? si? na powierzchni?. Zaczerpn?? powietrza, okaza?o si?, ?e chwyci? topielca za nog? i g?owa ch?opca nadal jest pod wod?. Reszt? si? przekr?ci? cia?o i poda? nadbiegaj?cym Darkowi Frydrychowi i Paw?owi W?odarczykowi. Oni pomogli mu wci?gn?? si? na wysokie betonowe nabrze?e. Sam nie mia?by ju? na to si?. Ma?y topielec – o?mioletni Mariusz Laskowski nie oddycha? i nie mia? wyczuwalnego pulsu. Zacz?li z Paw?em robi? ch?opcu sztuczne oddychanie i masa? serca. Po chwili z martwego zdawa?oby si? cia?ka chlusn??a woda, ch?opiec wci?gn?? gwa?townie powietrze i zacz?? oddycha?. Nieprzytomnego zaniesiono do najbli?szego mieszkania Ewy Zakrzewskiej. Nadjecha?a wezwana wcze?nie karetka pogotowia ratunkowego i po udzielonej przez nich dodatkowej pomocy, ch?opiec w drodze do szpitala odzyska? przytomno??. Po kilkudniowej obserwacji wr?ci? zdrowy do domu. Jak wyja?ni?, w wodzie, a raczej pod wod? znalaz? si? na skutek potkni?cia o wystaj?c? ?elazn? knag?, s?u??c? do mocowania ?odzi. Wpad? z ca?ym impetem gry w berka do kana?u. R?wie?nicy przera?eni rozbiegli si?, zosta? na nadbrze?u jeden brat. Drugi pobieg? po pomoc. I to by by?o prawie wszystko o tym zdarzeniu. Wszystko te? zdawa?oby si? zwyczajne: gra w berka, przypadkowe wpadni?cie do wody i przypadkowe przyj?cie na ratunek. Nawet to, ?e kto? skacze do wody na ratunek zdaje si? by? zwyczajnym i wr?cz normalnym w takiej sytuacji. Ale czy na pewno? Czy ka?dy z nas wskoczy?by o zmierzchu do cuchn?cego, g??bokiego kana?u portowego? Czy zanurkowa?by razy kilka do mulistego, pe?nego szlamu i kamieni dna? Nie wiem, czy mamy cz?sto odwag? przyj?? z pomoc? wzywaj?cym? Cz?sto tylko przyspieszamy kroku, aby nie s?ysze? wo?ania o pomoc. Dlatego pisz?, ?e zachowanie 22-letniego Andrzeja Ambroziaka, ratownika nie by?o zwyczajne – by?o nadzwyczajne, cho? sam uwa?a je za normalne i obowi?zuj?ce ka?dego. Nie jest to zwyczajna sprawa – to jest Wielka Sprawa. Andrzeju, w imieniu wszystkich ludzi – dzi?kuj? Ci. Daniel Ratz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze