Z dyrektorem sportowym Wisły Markiem Jóźwiakiem, po dwóch miesiącach jego pracy w Wiśle Płock rozmawia Jola Marciniak
W polskiej Ekstraklasie występuje 16 zespołów. Jak to się stało, że trafił pan do Płocka?
Z racji wykonywania swojego zawodu, znam wszystkie zespoły w Ekstraklasie, także z obserwacji meczów na żywo. Wszyscy wiemy, że świat piłki nożnej jest mały, dlatego mamy ze sobą bliski kontakt. Zdecydowałem się podpisać z Wisłą kontrakt, ale muszę dodać, że rozmowy trwały ponad dwa miesiące, a umowę podpisaliśmy dopiero 20 maja. Od tego momentu zaczęła się moja praca z drużyną, ale tak naprawdę jej efektów na pewno nie zobaczymy od razu. Nasza praca, bo przecież drużynę budowaliśmy wspólnie, z trenerem, szefami klubu, przyniesie efekt i chciałbym, żeby to wszyscy rozumieli, dopiero w ciągu tego roku. Zimowe okienko transferowe będzie takim okresem, gdzie jeszcze prawdopodobnie będziemy chcieli zespół wzmocnić.
Wisła zaczęła rozgrywki dopiero w poniedziałek, rozmawiamy przed meczem z Górnikiem, ale kibice na pewno już mają pierwsze wrażenia. Proszę zdradzić, czy to już jest ten zespół, który będzie bronił barw Wisły do końca roku, czyli pierwszych podsumowań?
Ciekawe, jakie będą te pierwsze wrażenia z gry budowanej drużyny. Przede wszystkim muszę zacząć od tego, że jest dziewięciu nowych zawodników. Ale myślę, że jeszcze w tym oknie transferowym, czyli do końca sierpnia, być może pojawi się dwóch nowych zawodników w zespole.
Na jakich pozycjach?
Przede wszystkich na ofensywnych, to jest podstawa i na nr 6, czyli defensywnego pomocnika.
Na pewno oglądał pan ostatnie spotkania drużyny w poprzednim, nieudanym sezonie i chyba się pan ze mną zgodzi, że koniecznością były duże zmiany w składzie zespołu.
To nie do końca jest tak. Zawodnicy mają podpisane kontrakty i należy je szanować. Ale pewna wymiana zawodników, o innej charakterystyce, innym profilu, była wskazana. I tego dokonaliśmy. Przede wszystkim konieczna była zmiana w linii defensywnej, potem środek boiska, a w końcu linię ofensywną. Napastników mamy trzech, Grzegorz Kuświk ma jeszcze kontrakt na rok, trzeba więc będzie się rozglądać w ciągu tego półrocza za nowym zawodnikiem. Zobaczymy, jak Grzegorz będzie sobie radził w zespole. Pomału trzeba będzie wprowadzać zmiany. Nie wszystko da się zmienić do razu, pewne sprawy trzeba będzie wprowadzać stopniowo, bo gdy nagle robisz dużo rzeczy, to coś może umknąć. A my nie chcemy, żeby nam coś umknęło. Mogę panią zapewnić, że nie chcemy przeżywać takich emocji, jak w poprzednim sezonie.
Żałuje pan, że któryś z zawodników, z którymi klub się rozstał, nie zdecydował się na pozostanie w Płocku?
Nie. Nie ma tu czego żałować. Jeśli coś się robi, to powinno się być tego pewnym, że przyniesie oczekiwany skutek. W piłce różnie może z tym być, ale ja jestem przekonany, że ci zawodnicy, którzy przyszli, wzmocnią zespół i nie będą tylko uzupełnieniem zespołu. O to nam chodziło, żeby to byli zawodnicy, którzy mają doświadczenie, jak Kuba Rzeźniczak czy Jarek Fojut. Oni mają bagaż doświadczeń i grali w różnych klubach.
Czyim pomysłem było sprowadzenie Rzeźniczaka, który w ostatnim sezonie raczej nie był bohaterem sportowych rubryk prasowych?
Przede wszystkim chciałbym, żebyśmy nie łączyli życia prywatnego i zawodowego. Dzisiaj Kuba ma nie tylko bogate CV, ale też kilka lat gry przed sobą. Rozmawiałem z nim i udało mi się przekonać go, żeby przyszedł do Płocka. To dla niego też jest duże wyzwanie. A taka zmiana wcale nie jest prosta, kiedy przychodzisz z drużyny mistrza Polski, będąc zawodnikiem, który w Karabachu grał w Lidze Mistrzów, do klubu, który w ostatnim sezonie do ostatniej kolejki bronił się przed spadkiem z Ekstraklasy. To jest dla niego wyzwanie, także wielka odwaga, że chce spróbować czegoś nowego, czegoś innego. Myślę, że będziemy mieli sporo korzyści z tego zawodnika.

Jola Marciniak
fot. Wisła Płock
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze