Reklama

Dożywocie dla zabójców Krzysztofa

09/04/2008 10:20
Robert Pazik i Sławomir Kościuk to zabójcy Krzysztofa Olewnika. Do grupy, która zorganizowała, uprowadziła i przetrzymywała syna znanego płockiego biznesmena należeli także Ireneusz Piotrowski (14 lat więzienia), Piotr Sokołowski (12 lat więzienia), Artur Rechul (12 lat więzienia), Cezary Witkowski (13 lat więzienia) i Stanisław Owsianko (8 lat więzienia). Mózgiem całego przedsięwzięcia był nieżyjący już Wojciech F. Zabójcy usłyszeli kary dożywotniego więzienia, Robert Pazik o przedterminowe zwolnienie może się ubiegać dopiero po spędzeniu 30 lat w więzieniu. Na ławie oskarżonych zasiadły także cztery inne osoby. Trzy z nich usłyszały niskie kary za przestępstwa luźno związane z działalnością porywaczy, a jedna została uniewinniona. Wyrok nie jest prawomocny. Ze względu na ważny interes społeczny sąd zezwolił na publikację danych osobowych oraz wizerunków skazanych.

Proces grupy porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika zakończył się w ubiegłym tygodniu przed płockim Sądem Okręgowym. W jego toku ustalono, że decyzję o zabójstwie porwanego podjął Wojciech F., pomimo że rodzina wpłaciła 300 tysięcy euro okupu.

– Rodzina zachowała się fair. Dostaliście okup, ale wy życie syna i brata potraktowaliście jak kolejny dowód, który mógł was zdradzić. Mogliście przecież nie zabijać Krzysztofa Olewnika. Mieliście wiele możliwości, żeby kogoś powiadomić – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Ewa Bońkowska – Konca.

Pierwszym podejrzanym, który w czasie śledztwa zdecydował się wyjawić prawdę był Sławomir Kościuk. To on z detalami opisał, gdzie Krzysztof Olewnik był przetrzymywany i wskazał miejsce ukrycia jego zwłok. Jakiś czas po tych zeznaniach powiesił się w areszcie herszt bandy Wojciech F.

– Początkowo nie przyznawałem się do winy. Ale wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Zdałem sobie sprawę jak wielkie zło wyrządziłem rodzinie Olewników. Dlatego przepraszam i proszę o wybaczenie. Były na mnie wywierane naciski przez Wojciecha F., który pobił mnie, gdy powiedziałem żeby uwolnić Krzysztofa Olewnika – mówił przed sądem Kościuk.

To ten mężczyzna wraz z Robertem Pazikiem odpowiadał za zabójstwo porwanego w październiku 2001 roku K. Olewnika. Sławomir Kościuk nie brał udziału w porwaniu. Jednak z jego zeznań odczytanych przez sąd wyłania się opis zbrodni zaplanowanej z zimną krwią. Przyznał się do stawianych mu najpoważniejszych zarzutów, w tym do udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i zamordowania Krzysztofa Olewnika.

Grupą, która w nocy z 26 na 27 października 2001 roku uprowadziła K. Olewnika, kierował Wojciech F. Popełnił on samobójstwo w areszcie, kilka miesięcy po tym, kiedy Sławomir Kościuk zaczął składać zeznania. Na pomysł porwania i wymuszenia okupu wpadł Ireneusz Piotrowski. To na podstawie jego wypowiedzi Kościuk wywnioskował, że Olewnik był obserwowany od dłuższego czasu

– Mogliśmy go „zawinąć” kiedy wracał sam pijany z dożynek. Nikt o niczym by się nie dowiedział – miał powiedzieć Piotrowski.

Feralnej nocy porywacze obserwowali dom 25-letniego wówczas Krzysztofa Olewnika. W budynku trwała impreza, na której bawiło się kilkunastu policjantów. Już w jej trakcie Wojciech F. wszedł do domu przez otwarte drzwi balkonowe i ukrył się wewnątrz. Pozostali czekali w polonezie na polu kukurydzy. Gdy ofiara była już sama, szef porywaczy wpuścił pozostałych. W porwaniu brali udział obok F. także Cezary Witkowski, Piotr Sokołowski, Artur Rechul, Ireneusz Piotrowski. Ubezpieczał ich Robert Pazik. Wojciech F. miał przy sobie dwie sztuki broni. Rękojeścią jednego z pistoletów pobił Krzysztofa Olewnika, który głośno wzywał pomocy, nawet udało mu się wyrwać, ale oprawcy błyskawicznie go złapali.

– Nie było mnie przy porwaniu. O wszystkim dowiedziałem się następnego dnia, ale nie wiedziałem że to chodzi o Krzysztofa Olewnika. Dzień po tym jak doszło do porwania, przyjechałem do pracy do Wojciecha F. On zapytał mnie, czy nie wynajmę jego domu w Kałuszynie. To był budynek do całorocznego zamieszkania. Zgodziłem się. F. powiedział tylko, że będzie tam robił różne rzeczy. W tym czasie u F. Artur Rechul naprawiał rurę wydechową poloneza – opowiadał Sławomir Kościuk.

Jak się później okazało rura została urwana w trakcie porwania Olewnika, gdy polonez wpadł do rowu tuż pod domem ofiary. Następnie Sławomir Kościuk uczestniczył w przewożeniu uprowadzonego mężczyzny z miejscowości Olszewica na działkę w Kałuszynie.

– W Kałuszynie pomogliśmy wysiąść z poloneza mężczyźnie, który miał skute ręce i założoną na głowę kominiarkę z zalepionymi otworami na oczy – opowiadał śledczym Sławomir Kościuk.

Mężczyzna został sprowadzony do pomieszczenia przy podziemnym garażu, gdzie Wojciech F. zamontował w ścianie metalowe pręty, do których przyczepił dwa łańcuchy. Jeden założył Krzysztofowi Olewnikowi na szyję, drugi na nogę. W pomieszczeniu był materac, poduszka, koc, telewizor, radio, lampka. Porywacze pilnujący ofiary obserwowali wnętrze „celi” przez kamerę przemysłową podłączoną do telewizora w części mieszkalnej.

Zamordowali,

gdy mieli okup...

W Kałuszynie Krzysztof Olewnik przebywał jeszcze przez kilka tygodni po podjęciu przez porywaczy okupu.

Od chwili porwania porywacze kontaktowali się z rodziną ofiary. W zamian za uwolnienie mężczyzny żądali okupu. Początkowo zastanawiali się nad dolarami, ale był to akurat okres wprowadzenia do powszechnego obrotu euro. Porywacze bali się jednak, że rodzina współpracuje z policją i operacja przekazania pieniędzy może być kontrolowana. Robiono nawet obserwację, czy rodzina Olewników nie jest monitorowana przez policję. W końcu 24 lipca 2003 roku porywacze podjęli pieniądze. Dokładnie opisał to w swoich zeznaniach Sławomir Kościuk, który był jednym z tych, którzy pieniądze liczyli i sprawdzali czy w paczkach nie ma zamontowanych nadajników GPS. Mając 300 tysięcy euro porywacze zaczęli planować przeniesienie Olewnika do innej kryjówki. W tym celu kupiono działkę w okolicach Zbądza pod Różanem. Tam wykopano szambo, w którym dalej przetrzymywano porwanego

– F. i Piotrowski od jakiegoś czasu planowali zamordowanie porwanego. O tym, że zrobimy to ja i Robert Pazik, zdecydował Ireneusz Piotrowski. Powiedział, że skoro nie było nas przy porwaniu, to zabijemy – opowiadał śledczym Sławomir K.

Pazik i Kościuk wywieźli ofiarę z działki na oddalone o pięć kilometrów wysypisko śmieci. Tam Robert Pazik skrępował Krzysztofowi Olewnikowi ręce i nogi. Na głowę założył kominiarkę oklejoną taśmą i kilka foliowych worków. Robert Pazik przytrzymywał głowę ofiary, żeby nie docierało powietrze, leżąc na klatce piersiowej mordowanego. Sławomir Kościuk trzymał nogi. Gdy porwany już nie żył zabójcy owinęli ciało metalową siatką i zakopali w przygotowanym dole. Następnie wyczyścili szambo, w którym był przetrzymywany.

Już po zabójstwie, z jednej z budek telefonicznych w Warszawie Kościuk zadzwonił do rodziny Olewników. Z dyktafonu odtworzył nagrany po podjęciu okupu głos Krzysztofa. „Czekaliście z okupem dwa lata. Teraz dwa lata poczekacie na syna”. To była ostatnia informacja od porywaczy, jaką dostała rodzina.

Plan powstał

w więzieniu

Wojciech F. i Ireneusz Piotrowski poznali się w wiezieniu. To wtedy zapadła decyzja o porwaniu Krzysztofa Olewnika. Piotrowski, który mieszkał w Drobinie i był przez jakiś czas pracownikiem Włodzimierza Olewnika, miał wskazać o kogo chodzi. Po wyjściu z więzienia w czerwcu 2001 roku F. spotkał się z Cezarym Witkowskim i zaproponował mu udział w porwaniu. To za sprawą tego ostatniego do grupy dołączyli Artur Rechul i Piotr Sokołowski.

Po porwaniu i uwięzieniu Krzysztofa Olewnika członkowie grupy cały czas dokonywali przestępstw. Kradli samochody, paliwo, napadli na dom jednorodzinny w Teresinie, gdzie torturami zmusili matkę trojga dzieci do wydania pieniędzy i biżuterii. Według skazanych, robili to, żeby zdobyć pieniądze na utrzymanie K. Olewnika.

– Popełnianie przestępstw było naturalne. Krzysztof Olewnik niewiele ich kosztował. Koszty na jego wyżywienie na pewno nie były takie jak sugerują Piotrowski i Kościuk. Pieniądze były im potrzebne na własne potrzeby. Takimi tłumaczeniami oskarżeni próbują się usprawiedliwiać, ale to nie była prawda – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Ewa Bońkowska – Konca.

W czasie rozprawy przeciwko przestępcom wyszło na jaw, że Wojciech F. planował zabójstwo Włodzimierza Olewnika. To miał być sposób na uciszenie szumu medialnego wokół porwania. Jesienią 2003 roku miał się tym zająć Piotrowski, który otrzymał broń od F.

Od października 2001 roku rodzina Krzysztofa Olewnika żyła w napięciu. Cały czas miała nadzieję na powrót syna i brata. Ojciec mężczyzny spał w ubraniu, licząc na to, że w każdej chwili może być potrzebny, żeby pomóc synowi.

Sprawą zajmowało się kilka jednostek policji i prokuratury. W sprawie ewentualnych zaniechań, jakich mogli się w tej sprawie dopuścić policjanci cały czas trwa śledztwo olsztyńskiej prokuratury. Wyjaśnia między innymi okoliczności, w jakich w Warszawie razem z policyjnym radiowozem zniknęły akta tej sprawy. Do zatrzymania bezpośrednich sprawców porwania i zabójstwa przyczynił się upór prokuratorów i policjantów z Olsztyna.

– Gdyby wszyscy oskarżeni zostali skazani na dożywocie, to nawet to nie byłoby sprawiedliwe. Nie istnieje sprawiedliwość za śmierć kogoś, kogo się kocha – powiedziała po ogłoszeniu wyroku siostra Krzysztofa, Danuta Olewnik – Cieplińska.

– Zleceniodawcy tej zbrodni są mocni: policja, politycy. Pomóżcie nam ich ustalić – apelował do mediów Włodzimierz Olewnik.

Jacek Danieluk


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości