Reklama

Don Giuseppe z gór Lazio

31/12/2007 09:06
W latach osiemdziesiątych jeździł na ewangelizacje do Jarocina. Pojawiał się na rockowych koncertach. Bardzo zależało mu na dzieciakach, nie widzących sensu życia. Potem spotkali się w Płocku. Stanisławówka wtedy żyła, a praca z młodzieżą wrzała. Stworzył wieczory modlitewne dla zbuntowanego pokolenia. Przychodzili na nie skini, punki, hipisi, a nawet metale. Przez modlitwę, poezję i śpiewanie, chciał przybliżyć ich do Boga. Tygodnikowi Płockiemu opowiedział o swoim kapłańskim życiu we Włoszech.
W płockiej Stanisławówce przeżyłem pierwsze lata kapłaństwa pod przewodnictwem nieodżałowanego proboszcza ks. Jerzego Gasika. To był szlachetny człowiek, a dla mnie – wtedy młodego księdza – nawet przyjaciel. Dawał mi wolną rękę, błogosławieństwo i zapał do pracy. Tak powstał w starym kościele teatr alternatywny, gdzie wystawialiśmy sztuki religijne i jasełka. Pomagał mi Paweł Lipnicki, aktor z Teatru Dramatycznego w Płocku. Potem znalazł pracę w Warszawie.

Pamiętam epizod z tamtych czasów. Do ks. proboszcza przyszedł ktoś na skargę, że ten młody ksiądz Józef Ślazyk robi wrogą konkurencję płockiemu teatrowi i że trzeba go wyciszyć. Proboszcz się na to nie zgodził. W latach dziewięćdziesiątych stary kościół został rozebrany i teatr się skończył. A ja pojechałem na misje do Brazylii. Po latach dowiedziałem się, że niektórzy z moich dawnych aktorów są dziś księżmi m.in. ks. Sławomir Piotrowski, ks. Arkadiusz Nowakowski czy ks. Grzegorz Jeżewski. Prócz Płocka bliski jest mi też Wyszogród. Tu uczyłem się w liceum i przeżyłem młodość, która jest rzeźbiarką, co wykuwa żywot cały.

Proboszcz włoskich górali

Dziś jest zupełnie inaczej. Jestem proboszczem. Podlega mi 11 wiosek, gdzie stoi 7 małych kościółków. Są to górskie wioski na północny wschód od Rzymu na pograniczu gór Lazio i Abruzzo. Msza święta, pogrzeb, ślub, chrzest raz na dwa lata. Co roku pierwsza komunia lub bierzmowanie. Raz w tygodniu kilkanaścioro dzieci z okolicy przychodzi na plebanię na katechizm.

Najgorsze były początki na obcej ziemi. Potem człowiek się przyzwyczaił i tak od lat orze bożą rolę. Trzeba jednak umieć dogadać się z ludźmi, szanować ich i nie dać się wciągnąć w rozgrywki familijno-personalne. W innym przypadku zaraz piszą do biskupa i chcą zmiany księdza. Tylko skąd duchownych wziąć? Z braku powołań biskupi włoscy biorą do pracy obcokrajowców. Zostałem wybrany na 5 lat do rady kapłańskiej, jestem też członkiem kapituły w Rieti. Odpowiadam za księży, którzy pochodzą m.in. z Indii, Afryki. Nie brakuje też Latynosów. W moim dekanacie jest dwóch księży z Polski. Jeden Ślązak, a drugi poznaniak. Do pomocy mam stałego diakona i dwie zakonnice Włoszki.

Przyznaję, że jestem góralem z Krakowa. Teraz mieszkam wśród górali, tyle że włoskich. To twardzi ludzie. Czasem myślę, że dla nich czas zatrzymał się w miejscu. Do dziś kierują się i żyją według gwiazd, Słońca i Księżyca. Nigdzie się nie spieszą. A kazania muszą być mówione po góralsku w ich dialekcie. Nikt tu na mnie nie powie ksiądz Józef, tylko Don Giuseppe.

Zbliża się Wigilia. Nie wolno wnosić żadnych nowości czy zwyczajów do kraju, w którym się przebywa. Nikt tego nie lubi. To trochę tak w myśl porzekadła „jak się wpadnie między wrony to trza krakać jak i one”... Wciąż brakuje mi tutaj serdeczności ludzi, polskiej szczerości i gościnności. Żyją zamknięci w domach, a okazją żeby na krótko się spotkać jest przyjście do kościoła na mszę albo koncert z racji Wielkiej Nocy, czy Bożego Narodzenia.

W tym roku też przygotuję koncert. Pomoże mi tenor Pietro Collucci. Wystąpi chór polifoniczny z Borgorose, w którym śpiewam w basach. Wykonamy dwie polskie kolędy z akompaniamentem mojej gitary. Chór będzie robił wokalizy, a ja zaśpiewam „Lulajże Jezuniu” i „Gdy się Chrystus rodzi”. Zorganizowałem też koncert na cześć Jana Pawła II. Specjalnie na tę okazję napisałem piosenkę pt. „Karol Wojtyła brat naszego Boga”. Zaprosiłem wtedy z Polski skrzypaczkę Klaudię Olborską, która chodzi do szkoły talentów w Warszawie. Potem na Nowy Rok zrobiliśmy koncert.

Kiedy żył Jan Paweł II często jeździłem do Watykanu. Czułem się tam, jak u siebie w domu. Wszędzie odczuwałem obecność tego szlachetnego człowieka. Dziś bardzo mi go brakuje. Kiedy tylko mogę, zaglądam na jego grób. Wiersze, piosenki i zapiski tak na poważnie zacząłem pisać przed jubileuszem 2000 roku. Osoba Jana Pawła II mnie urzekła i zacząłem pisać więcej. Zachęcała mnie też do tego moja wierna siostra – tęsknota do kraju nad Wisłą.

Śpiewający

obywatel świata

Dużo czytałem wierszy Miłosza, Twardowskiego, Herberta, Stachury, Kaczmarskiego, Tischnera. Do dziś pamiętam sztuki teatralne Karola Wojtyły m.in. „Brat naszego Boga”. Obejrzałem je w płockim teatrze pod koniec lat 80. Mam też kilka ulubionych wierszy, do których napisałem muzykę.

Jestem Polakiem, ale uważam się też za obywatela świata. Nieraz piszę w językach, które poznałem z ciekawości, albo życie misjonarskie sprawiło, że musiałem się ich nauczyć. Stąd moje wiersze są nie tylko w języku polskim, ale też niemieckim, portugalskim, włoskim, a nawet i „pa ruski” coś wtrącę.

W kwietniu tego roku w okresie paschalnym w górach Lazio powstała moja płyta „Warto po prostu żyć”. Przyjechał do mnie mój przyjaciel ksiądz Kazek Gajowy, kolega z liceum i seminarium. Siedzieliśmy przy kominku i tworzyliśmy. Chcieliśmy coś razem zrobić, żeby pomóc młodzieży libańskiej w międzynarodowym wolontariacie. Przy okazji to nasza cegiełka, by na świecie zapanował pokój.

Cieszy mnie każde spotkanie z Polakami we Włoszech. Wielu ich tu nie ma. Czasem przyjeżdżają rodacy na zbiór kasztanów czy wycinkę drzew w lesie. Do Polski przyjeżdżam tylko na miesiąc urlopu w wakacje. Czasami ktoś mnie zaprasza. W zeszłym roku w marcu wygłosiłem i zaśpiewałem przy gitarze rekolekcje w Leoncinie, Jaworznie i Długoszynie. Miałem też koncert z okazji 7 dnia papieskiego w słynnej Poniatówce, gdzie występują gwiazdy polskiej sceny. Do wakacji jeszcze dużo czasu. Przychodzi jednak czas Wigilii. To wielka radość z nadejścia Pana, ale też wielka tęsknota, za krajem i rodakami, z którymi to święto jest ciepłe i rodzinne. Stąd na Święta i Nowy Rok wszystkim Szczęść Boże. Pozdrawiam też kochany i drogi mi Płock.

Spisała: Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości