- To było przeżycie nie do opisania. Wszyscy byliśmy mocno zestresowani, oczywiście wiedzieliśmy, że jest ogromna szansa na medal, wierzyliśmy, że na złoty. Bieg oglądaliśmy na stojąca, krzycząc, dopingując naszą sztafetę. Całkowicie zdarłam sobie gardło. Była ogromna radość, łzy i każdy z nas, jak tam siedzieliśmy na trybunie na pewno marzył, żeby znaleźć się w takiej samej sytuacji, wywalczyć złoty medal olimpijski. To spełnienie marzeń każdego sportowca, po to się trenuje, wylewa pot, przeżywa porażki, walczy ze zniechęceniem. Ale to wszystko w takiej chwili jest nieważne. Każdy by chciał przeżyć taką chwilę i choć wydaje się, że zdobycie medalu, zwłaszcza złotego, to szczyt możliwości, to tylko daje kopa, że przecież można zrobić jeszcze więcej – mówiła podekscytowana płocczanka, Dominika Baćmaga kilkadziesiąt minut po sukcesie mieszanej sztafety.
Świat Dominiki Baćmagi w ostatnich tygodniach zawirował i popędził do przodu. Jeszcze przed mistrzostwami Polski w Łodzi rozważała zakończenie kariery, a dziś ma niewielką szansę na to, by wystartować w sztafecie 4x400 m kobiet. Niewielką, bo cztery Polki mistrzynie olimpijskie: Natalia Kaczmarek i Justyna Święty-Ersetic oraz Iga Baumgart-Witan i Małgorzata Hołub-Kowalik, 1-dniowe rekordzistki Europy, które finał olimpijski wywalczyły, są najlepsze na świecie, czyli to kandydatki do sztafety 4x100 m.
Ale w sporcie wszystko może się zdarzyć.
Więcej we wtorkowym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Jol.
Z archiwum Dominiki
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze