Zaczynał od piłki nożnej, najpierw w Stoczniowcu, potem w Wiśle, ale szybko okazało się, że to nie jest to, co sprawia mu największą radość. - Sport dla mnie jest zabawą i okazją do poznawania niesamowitych ludzi. Jedni wolą imprezy, a dla mnie imprezą jest udział w biegu. I to sprawia mi prawdziwą radość - powiedział biegacz Dominik Milewski.
Urodził się w 1998 w Płocku. Po ukończeniu Technikum Chemicznego w ZSCE i dodatkowo zaocznie Technikum Rolniczego, został studentem Politechniki Warszawskiej filia w Płocku. Właśnie jest na ostatnim roku studiów inżynierskich, na kierunku Mechanika i budowa maszyn.
Jak sam twierdzi, pasja do sportu zaczęła się od piłki nożnej, w którą grał w Stoczniowcu i Wiśle. Ważnym momentem w jego życiu było poznanie Krzysztofa Kamińskiego, pierwszego trenera.
– Trenował mnie w Stoczniowcu i co mocno mnie zainteresowało, brał udział w biegach ultra. Od niego dowiedziałem się o biegu Rzeźnika i w wieku 12 lat powiedziałem do niego, że to jest do zrobienia. Wspólnie z trenerem Krzyśkiem, na obozach piłkarskich, biegałem dodatkowo po zajęciach i to on stwierdził, że mam do tego charakter, bo nie odpuszczałem – wspomina dzisiaj Dominik.
Pierwszy bieg z seniorami – Niepodległości, zaliczył w 2012 roku w Warszawie. – Okazało się, że jadąc z grupą biegową zanotowałem najlepszy czas, 40 minut. Był to bieg z przypadku, pobiegłem za innego zawodnika. Zadzwonił do mnie trener Kamiński, zaproponował, a ja nie odmówiłem, pojechałem. Przez pierwsze lata brałem udział w biegach w święta narodowe, bo wtedy nie miałem meczów. Jeszcze wtedy piłka była ważniejsza. Startowałem także w biegach na koniec sezonu, bo nie lubiłem za dużo odpoczywać – zdradza młody biegacz.
Drugi ważny moment w życiu Dominika wiązał się z poznaniem w 2018 roku Darka Kiełbasy. – To on sprawił, że przestawiłem się z piłki na biegi. Darek miał niesamowite pomysły, a przede wszystkim wiedział, gdzie są organizowane fajne biegi. Miał pomysł, gdzie jechać i przy okazji dobrze się pobawić i pobiegać. To dzięki niemu wybrałem biegi typu Hajnówka, Bieg Podziemny czy bieg etapowy w Zamościu – tłumaczy.
Okazało się jednak, że to jeszcze nie jest to. Trener Kamiński zaproponował Dominikowi udział w biegach ultra. I to był właściwy wybór. – Najpierw spróbowaliśmy zapisać się na Bieg Rzeźnika, ale nas nie wylosowali, więc wystartowaliśmy w niedawno powstałym biegu po gostynińsko-włocławskim parku krajobrazowym, czyli Rykowisku, na dystansie 105 km. Byłem wtedy w klasie maturalnej i parę dni przed biegiem pisałem maturę. Mniej się stresowałem egzaminem, niż biegiem. Udało się ukończyć pierwsze ultra w limicie i bez przygotowania. Bardzo się z tego cieszyłem, bo wiele osób mówiło mi, że nie dam rady. Do biegu miałem w nogach maksymalny dystans - 21 km. Bieg ukończyłem głową, ponieważ ostatnie 35 km robiłem tyle, ile pierwsze 70. Dałem radę i tylko to się liczyło. Chociaż przez następne 3 dni nie mogłem wstać z łóżka – przyznaje się Dominik.
Przez cały rok po pierwszym biegu ultra startował jeszcze w różnych imprezach, ale bez sukcesów. - Po roku znowu zjawiłem się na Rykowisku, ale zdecydowałem się tylko na dystans 72 km. I znowu bieg ukończyłem, mimo braku przygotowań. Ale zaraz po Rykowisku był Rzeźnik, na 80 km. W parze z Krzyśkiem zaliczyliśmy go w całkiem niezłym czasie, a przede wszystkim ja nauczyłem się biegać początki wolniej, a końcówki szybciej. I to przyniosło efekty później – twierdzi młody zawodnik.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Jola Marciniak
fot. Archiwum Dominika Milewskiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze