Reklama

Dominik Milewski, zawodnik Rykowisko Team

28/09/2021 15:53

Zaczynał od piłki nożnej, najpierw w Stoczniowcu, potem w Wiśle, ale szybko okazało się, że to nie jest to, co sprawia mu największą radość. - Sport dla mnie jest zabawą i okazją do poznawania niesamowitych ludzi. Jedni wolą imprezy, a dla mnie imprezą jest udział w biegu. I to sprawia mi prawdziwą radość - powiedział biegacz Dominik Milewski. 

Urodził się w 1998 w Płocku. Po ukończeniu Technikum Chemicznego w ZSCE i dodatkowo zaocznie Technikum Rolniczego, został studentem Politechniki Warszawskiej filia w Płocku. Właśnie jest na ostatnim roku studiów inżynierskich, na kierunku Mechanika i budowa maszyn. 
Jak sam twierdzi, pasja do sportu zaczęła się od piłki nożnej, w którą grał w Stoczniowcu i Wiśle. Ważnym momentem w jego życiu było poznanie Krzysztofa Kamińskiego, pierwszego trenera. 
– Trenował mnie w Stoczniowcu i co mocno mnie zainteresowało, brał udział w biegach ultra. Od niego dowiedziałem się o biegu Rzeźnika i w wieku 12 lat powiedziałem do niego, że to jest do zrobienia. Wspólnie z trenerem Krzyśkiem, na obozach piłkarskich, biegałem dodatkowo po zajęciach i to on stwierdził, że mam do tego charakter, bo nie odpuszczałem – wspomina dzisiaj Dominik. 
Pierwszy bieg z seniorami – Niepodległości, zaliczył w 2012 roku w Warszawie. – Okazało się, że jadąc z grupą biegową zanotowałem najlepszy czas, 40 minut. Był to bieg z przypadku, pobiegłem za innego zawodnika. Zadzwonił do mnie trener Kamiński, zaproponował, a ja nie odmówiłem, pojechałem. Przez pierwsze lata brałem udział w biegach w święta narodowe, bo wtedy nie miałem meczów. Jeszcze wtedy piłka była ważniejsza. Startowałem także w biegach na koniec sezonu, bo nie lubiłem za dużo odpoczywać – zdradza młody biegacz. 
Drugi ważny moment w życiu Dominika wiązał się z poznaniem w 2018 roku Darka Kiełbasy. – To on sprawił, że przestawiłem się z piłki na biegi. Darek miał niesamowite pomysły, a przede wszystkim wiedział, gdzie są organizowane fajne biegi. Miał pomysł, gdzie jechać i przy okazji dobrze się pobawić i pobiegać. To dzięki niemu wybrałem biegi typu Hajnówka, Bieg Podziemny czy bieg etapowy w Zamościu – tłumaczy. 
Okazało się jednak, że to jeszcze nie jest to. Trener Kamiński zaproponował Dominikowi udział w biegach ultra. I to był właściwy wybór. – Najpierw spróbowaliśmy zapisać się na Bieg Rzeźnika, ale nas nie wylosowali, więc wystartowaliśmy w niedawno powstałym biegu po gostynińsko-włocławskim parku krajobrazowym, czyli Rykowisku, na dystansie 105 km. Byłem wtedy w klasie maturalnej i parę dni przed biegiem pisałem maturę. Mniej się stresowałem egzaminem, niż biegiem. Udało się ukończyć pierwsze ultra w limicie i bez przygotowania. Bardzo się z tego cieszyłem, bo wiele osób mówiło mi, że nie dam rady. Do biegu miałem w nogach maksymalny dystans - 21 km. Bieg ukończyłem głową, ponieważ ostatnie 35 km robiłem tyle, ile pierwsze 70. Dałem radę i tylko to się liczyło. Chociaż przez następne 3 dni nie mogłem wstać z łóżka – przyznaje się Dominik. 
Przez cały rok po pierwszym biegu ultra startował jeszcze w różnych imprezach, ale bez sukcesów. - Po roku znowu zjawiłem się na Rykowisku, ale zdecydowałem się tylko na dystans 72 km. I znowu bieg ukończyłem, mimo braku przygotowań. Ale zaraz po Rykowisku był Rzeźnik, na 80 km. W parze z Krzyśkiem zaliczyliśmy go w całkiem niezłym czasie, a przede wszystkim ja nauczyłem się biegać początki wolniej, a końcówki szybciej. I to przyniosło efekty później – twierdzi młody zawodnik.
 


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .

Reklama

Jola Marciniak
fot. Archiwum Dominika Milewskiego

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości