Kilka tygodni temu pisaliśmy na łamach Tygodnika Płockiego o dość kontrowersyjnym podziale budżetowych środków. Dla czytelnika, który nie korzysta z żadnych form aktywności fizycznej, podział nie ma żadnego znaczenia, ale dla organizatorów imprez, działaczy klubowych, trenerów, zawodników, a przede wszystkich ich rodziców, to bardzo ważna sprawa. Od pieniędzy pozyskanych z różnych źródeł zależy, jak dużo będą musieli dorzucić z własnych portfeli.
W ostatnich latach w Płocku nie mamy zbyt wielu powodów do radości z wyników sportowych seniorów. Między innymi z tego powodu, zakończyliśmy coroczny plebiscyt na najpopularniejszych sportowców roku. Z wyjątkiem naszych „pewniaków”, czyli piłkarzy nożnych, ręcznych – także tych plażowych oraz wioślarzy, w innych dyscyplinach nasi zawodnicy odnoszą sukcesy w lokalnych imprezach. Oczywiście są to też sukcesy, nie mam zamiaru zaniżać ich wartości, ale przyznać trzeba, że powodów do radości nie ma zbyt wiele.
Dowodem mogą być liczne podsumowania sportowe, gdzie wśród najlepszych, krajowych zawodników w dyscyplinie nie ma naszego reprezentanta. Wielka szkoda, bo jeszcze kilka lat temu mieliśmy znacznie więcej powodów do zadowolenia, a wspomnianą listę kandydatów do plebiscytu było zdecydowanie łatwiej utworzyć.
We wspomnianym wcześniej artykule o przyznawaniu środków na organizację szkolenia wspomnieliśmy, że nie zawsze ilość zdobytych punktów w imprezach na szczeblu krajowym w różnych kategoriach wiekowych, jest odzwierciedlona w zarządzeniu prezydenta miasta Płocka z 28 stycznia o podziale środków na organizacje, stowarzyszenia, kluby sportowe.
Jednym z rozgoryczonych podziałem środków trenerów jest szkoleniowiec grupy młodziutkich lekkoatletów, skupionych w sekcji lekkoatletycznej PTT Delta, Sławomir Kąpiński.
– W Płocku mamy trzy kluby lekkoatletyczne, które zajmują się szkoleniem młodzieży. Liderem jest MLKS Płock, którego zawodnicy w 2021 roku zdobyli 44,33 pkt w klasyfikacji klubów sportowych. Mogą oni liczyć na 25 tys. zł z budżetu miasta. Drugą, pod względem sukcesów, jest moja sekcja działająca przy PTT Delta. Zdobyliśmy w ubiegłym roku na najważniejszych imprezach w sumie 11 pkt, za co na ten rok otrzymaliśmy dotację w wysokości 8 tys. zł. Jest jeszcze trzeci klub, MUKS Płock. Reprezentanci klubu zdobyli przed rokiem 2 pkt, ale za to w tym roku mogą przeznaczyć z budżetu 25 tys. zł. Coś tu chyba jest nie tak – zadaje retoryczne pytanie Kąpiński.
I kontynuuje, że jego zdaniem nie liczą się zdobyte, po ciężkich, całorocznych przygotowaniach punkty na ważnych zawodach, tylko co? – Chodzi o ilość trenujących osób czy jakość szkolenia. To należałoby powiedzieć trenerom. Te pieniądze są przeznaczone na licencje, są tu koszty startowe, czasem także sprzęt. W zapotrzebowaniu wszystko to wyliczamy, a potem koszty są cięte. I zrozumiem, że dotyczy to wszystkich klubów. No chyba, że środki nie mają żadnego powiązania ze zdobytymi punktami na mistrzostwach Polski czy Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, tylko na ilości dzieci, które przychodzą na zajęcia. Wtedy wszystko będzie jasne. Mamy iść na ilość, to pójdziemy na ilość – zapewnia trener.
Ale idąc na ilość, nie ma co liczyć na sukcesy, bo trener, który myśli o wyszkoleniu dobrego lekkoatlety, może mieć w grupie maksymalnie 5-6 zawodników. Wtedy z czystym sumieniem może zapewnić rodziców, że ich dzieci trenują po to, by osiągać sukcesy.
Gdyby prześledzić tabelę wyników wszystkich płockich klubów klasyfikowanych na ogólnopolskiej liście, to takich dziwnych podziałów można by znaleźć więcej.
Jola Marciniak
Fot. www.freepik.com

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze