Reklama

Do kompletu brakuje mi mistrzostwa Polski

14/07/2015 08:21
Przed rokiem wywalczył we Francji tytuł mistrza Europy, przed tygodniem w Legnicy został mistrzem świata. – Mam wiele sukcesów na swoim koncie, brakuje mi tylko tytułu mistrza Polski – mówi motoparalotniarz Wojciech Bógdał, zawodnik płockiego Aeroklubu.
W niedzielę skończył 21 lat, a o swoich sukcesach i wygranych zawodach mógłby opowiadać godzinami. Przed nim jest już niewiele nowych wyzwań, te najważniejsze to mistrzostwa Polski, które w ostatni weekend lipca zostaną rozegrane w Częstochowie. W listopadzie płocczanin pojedzie na zawody w Malezji, a w grudniu czeka go Olimpiada Lotnicza w Dubaju.
– Muszę też podjąć decyzję, czy skorzystam z propozycji Kataru, by poprowadzić kadrę narodową motoparalotniarzy. Trwają rozmowy i pewnie się zdecyduję na podjęcie tej pracy – zapowiada Bógdał.
Motoparalotniarstwem zainteresował się w wieku trzech lat. – Tata zaczynał od skoków spadochronowych, ale trudno było wtedy uprawiać tę dyscyplinę, dlatego zainteresował się motoparalotniami. Do dziś zawodowo zajmuje się fotografią i filmowaniem z lotu ptaka. Ja też chciałem wznosić się w powietrze razem z nim, ale nie chciał się zgodzić. Chronił mnie, wiedział, że jest to sport ekstremalny, nie chciał, bym poszedł w jego ślady, a ja chciałem być taki jak on. Zawsze był odważny, miał zostać antyterrorystą, ale zakochał się w mojej mamie i musiał zrezygnować. Potem na świecie ja się pojawiłem – opowiada.
Kariera Wojciecha Bógdała zaczęła się pięć lat temu, gdy przeszedł szkolenie i dostał swoje pierwsze skrzydło dla początkujących. Latanie wokół domu szybko go znudziło. – Zacząłem szukać filmów z zawodów w internecie, ćwiczyłem i bardzo mi się to podobało. Kiedy skończyłem 18 lat, pojechałem na pierwsze zawody do Pisza, wygrałem z trzema pilotami kadry narodowej, no i nie miałem wyjścia, musiałem związać się z tą dyscypliną – tłumaczy.
Zrobił maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Jagiełły w Płocku, właśnie zaliczył II rok studiów na Wydziale Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Warszawskiej, filii w Płocku. Cieszy się, że może bez problemu łączyć studia dzienne i treningi. – Wstaję rano, idę polatać, potem mam zajęcia, wracam do domu, przygotowuję się na następny dzień, a wieczorem znów mam trening. Zawody są w weekendy, w moim przypadku nauka i pasja się nie wyklucza – zapewnia.
Przed tygodniem Bógdał do ubiegłorocznego tytułu mistrza Europy dołożył wywalczony przed tygodniem w Legnicy tytuł mistrza Świata w indywidualnych slalomowych mistrzostwach motoparalotniarskich. – Cieszę się ogromnie z tego sukcesu, ponieważ mam świadomość dobrej roboty jaką wykonałem, zarówno treningowej, jak i konstrukcyjnej. Sam zaprojektowałem i wykonałem sobie trajkę na zawody. Eksperymentowałem, poprawiałem, w rezultacie moja praca przyniosła nadzwyczaj dobre efekty. Jestem zadowolony z powtarzalności moich wyników. Koledzy z Francji ochrzcili mnie mianem „Cyborga”, a z Hiszpanii „Machine”. Rzeczywiście udało mi się utrzymać nerwy na wodzy i nie poddać się emocjom. Spokojnie realizowałem swój plan – mówi o ostatnich zawodach.
Ten spokój był bardzo potrzeby, bo zawody odbywały się w cieniu śmierci zawodnika z Litwy, który zaczepił skrzydłem o pylon i runął na ziemię z kilkunastu metrów. Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej, mężczyzna zmarł.
– Ta dyscyplina wymaga spokoju i rozwagi. Jak jestem na ziemi i patrzę na kolegów to się boję, bo widzę, jakie błędy popełniają i wiem, co może się wydarzyć. Tam w górze jest adrenalina, nerwy. Ja jestem daleki od tego, by ryzykować, nie stawiam sobie celów, nie muszę za wszelką cenę wygrać – tłumaczy najmłodszy, 21-letni motoparalotniarz w polskiej kadrze narodowej.
W motoparalotniarstwie nie ma podziałów wiekowych, rozróżnia się tylko kategorie startu z nóg i na wózkach, jednoosobowo i w tandemach. Wojtek jest mistrzem w slalomach na wózkach. Zawodnicy latają między kilkoma, najczęściej pięcioma pylonami, które mają układ piątki z kostki do gry. Wygrywa ten, kto najszybciej pokona wyznaczoną przez organizatorów trasę między pylonami. – To jest nowy, nietypowy, indywidualny sport, specjalnie dla mnie. Na razie jest bardzo mało popularny, mówią i piszą o nas właściwie tylko wtedy, gdy zdarzy się wypadek śmiertelny, a pod względem widowiskowości śmiało możemy konkurować z np. skokami narciarskimi. Na świecie wysoki, widowiskowy poziom prezentuje około 15 zawodników, najwięcej jest Polaków. W naszej kadrze jest 30 ludzi, startujących w slalomach i w konkurencji klasycznej, czyli nawigacji, ekonomii i slalomach – wyjaśnia W. Bógdał. Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości