Przed rokiem wywalczył we Francji tytuł mistrza Europy, przed tygodniem w Legnicy został mistrzem świata. – Mam wiele sukcesów na swoim koncie, brakuje mi tylko tytułu mistrza Polski – mówi motoparalotniarz Wojciech Bógdał, zawodnik płockiego Aeroklubu.
W niedzielę skończył 21 lat, a o swoich sukcesach i wygranych zawodach mógłby opowiadać godzinami. Przed nim jest już niewiele nowych wyzwań, te najważniejsze to mistrzostwa Polski, które w ostatni weekend lipca zostaną rozegrane w Częstochowie. W listopadzie płocczanin pojedzie na zawody w Malezji, a w grudniu czeka go Olimpiada Lotnicza w Dubaju.
– Muszę też podjąć decyzję, czy skorzystam z propozycji Kataru, by poprowadzić kadrę narodową motoparalotniarzy. Trwają rozmowy i pewnie się zdecyduję na podjęcie tej pracy – zapowiada Bógdał.
Motoparalotniarstwem zainteresował się w wieku trzech lat. – Tata zaczynał od skoków spadochronowych, ale trudno było wtedy uprawiać tę dyscyplinę, dlatego zainteresował się motoparalotniami. Do dziś zawodowo zajmuje się fotografią i filmowaniem z lotu ptaka. Ja też chciałem wznosić się w powietrze razem z nim, ale nie chciał się zgodzić. Chronił mnie, wiedział, że jest to sport ekstremalny, nie chciał, bym poszedł w jego ślady, a ja chciałem być taki jak on. Zawsze był odważny, miał zostać antyterrorystą, ale zakochał się w mojej mamie i musiał zrezygnować. Potem na świecie ja się pojawiłem – opowiada.
Kariera Wojciecha Bógdała zaczęła się pięć lat temu, gdy przeszedł szkolenie i dostał swoje pierwsze skrzydło dla początkujących. Latanie wokół domu szybko go znudziło. – Zacząłem szukać filmów z zawodów w internecie, ćwiczyłem i bardzo mi się to podobało. Kiedy skończyłem 18 lat, pojechałem na pierwsze zawody do Pisza, wygrałem z trzema pilotami kadry narodowej, no i nie miałem wyjścia, musiałem związać się z tą dyscypliną – tłumaczy.
Zrobił maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Jagiełły w Płocku, właśnie zaliczył II rok studiów na Wydziale Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Warszawskiej, filii w Płocku. Cieszy się, że może bez problemu łączyć studia dzienne i treningi. – Wstaję rano, idę polatać, potem mam zajęcia, wracam do domu, przygotowuję się na następny dzień, a wieczorem znów mam trening. Zawody są w weekendy, w moim przypadku nauka i pasja się nie wyklucza – zapewnia.
Przed tygodniem Bógdał do ubiegłorocznego tytułu mistrza Europy dołożył wywalczony przed tygodniem w Legnicy tytuł mistrza Świata w indywidualnych slalomowych mistrzostwach motoparalotniarskich. – Cieszę się ogromnie z tego sukcesu, ponieważ mam świadomość dobrej roboty jaką wykonałem, zarówno treningowej, jak i konstrukcyjnej. Sam zaprojektowałem i wykonałem sobie trajkę na zawody. Eksperymentowałem, poprawiałem, w rezultacie moja praca przyniosła nadzwyczaj dobre efekty. Jestem zadowolony z powtarzalności moich wyników. Koledzy z Francji ochrzcili mnie mianem „Cyborga”, a z Hiszpanii „Machine”. Rzeczywiście udało mi się utrzymać nerwy na wodzy i nie poddać się emocjom. Spokojnie realizowałem swój plan – mówi o ostatnich zawodach.
Ten spokój był bardzo potrzeby, bo zawody odbywały się w cieniu śmierci zawodnika z Litwy, który zaczepił skrzydłem o pylon i runął na ziemię z kilkunastu metrów. Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej, mężczyzna zmarł.
– Ta dyscyplina wymaga spokoju i rozwagi. Jak jestem na ziemi i patrzę na kolegów to się boję, bo widzę, jakie błędy popełniają i wiem, co może się wydarzyć. Tam w górze jest adrenalina, nerwy. Ja jestem daleki od tego, by ryzykować, nie stawiam sobie celów, nie muszę za wszelką cenę wygrać – tłumaczy najmłodszy, 21-letni motoparalotniarz w polskiej kadrze narodowej.
W motoparalotniarstwie nie ma podziałów wiekowych, rozróżnia się tylko kategorie startu z nóg i na wózkach, jednoosobowo i w tandemach. Wojtek jest mistrzem w slalomach na wózkach. Zawodnicy latają między kilkoma, najczęściej pięcioma pylonami, które mają układ piątki z kostki do gry. Wygrywa ten, kto najszybciej pokona wyznaczoną przez organizatorów trasę między pylonami. – To jest nowy, nietypowy, indywidualny sport, specjalnie dla mnie. Na razie jest bardzo mało popularny, mówią i piszą o nas właściwie tylko wtedy, gdy zdarzy się wypadek śmiertelny, a pod względem widowiskowości śmiało możemy konkurować z np. skokami narciarskimi. Na świecie wysoki, widowiskowy poziom prezentuje około 15 zawodników, najwięcej jest Polaków. W naszej kadrze jest 30 ludzi, startujących w slalomach i w konkurencji klasycznej, czyli nawigacji, ekonomii i slalomach – wyjaśnia W. Bógdał. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze