W latach 60. popularne kalendarze „Teno”, „Ewa „ czy „TIK” trafiały do każdego polskiego biura czy domu. Rocznie łączny nakład tych terminarzy wynosił 10 milionów sztuk! Ich autorem był Wojciech Sawicki z Płocka. Wojciech Sawicki dokonał jeszcze jednej niebywałej rzeczy – zreformował imiona w polskim kalendarzu! Dzięki jego 200 zmianom imieniny mogą obchodzić choćby Maja, Maryla, Wioleta, Lew, Ronald, a nawet Isaura. – Na początku lat 50. obowiązywała nieco już przestarzała baza imienin z okresu przedwojennego. Maja, Wioleta i Nina nie miały w kalendarzach jasno określonej daty swoich imienin, chociaż te imiona były w ogólnym obiegu – tłumaczy innowator, który postanowił zacząć od ustalania dat imienin osób znanych. Najpierw dotarł do popularnego polskiego kierowcy rajdowego – Sobiesława Zasady. Przy okazji udawało mu się nie tylko zdobywać potrzebne informacje, ale też nawiązywać ciekawe znajomości. – Violetta Willas chciała, aby jej imię pisane było w kalendarzach przez „v” i dwa „t”. Mnie zależało jednak na polskiej pisowni – podkreśla Wojciech Sawicki, który nowe imiona wpisywał w miejsca tych, które powtarzały się wielokrotnie. Maria i Józef w roku obchodzili swoje święto nawet i 30 razy! Podobnie Jan, czy Grzegorz. Autor dysponował spisami z Urzędu Stanu Cywilnego, a dodatkowo prowadził własną ankietę. – Ludzie przesyłali mi dane, kiedy obchodzą imieniny. W dniach, w których było najmniej popularnych solenizantów, dopisywałem nowych, albo wykreślałem imiona, które „wyszły” z użytku. Tak Wojciech Sawicki zastępował Marię – Marylą, Mają, Mariolą, Marzanną. Przy czym warto wiedzieć, że wcześniej przez wiele lat w Polsce nie można było nadawać dziewczynkom imienia Matki Boskiej. Diametralnie zmieniło się to w XX wieku. – W Ameryce Południowej Jezus jest popularnym imieniem męskim. W Polsce obecnie jest nie do pomyślenia, żeby tak nazwać syna, choć przy takim postępie świata, może się okazać, że i u nas za 50 lat chłopcy będą nosić to święte imię – tłumaczy płocczanin.
Ramzes, który nigdy nie był faraonem W latach 60. rodzice mieli dość utrudnione zadanie. W Urzędzie Stanu Cywilnego dostępny był wykaz 769 obowiązujących imion. Zmiany przyszły w latach 70., kiedy doszły nowe imiona z kalendarzy Wojciecha Sawickiego. Wtedy można było wybierać już spośród 1000. Mimo to nadal zdarzały się mniej i bardziej modne imiona. – 30 lat temu nazwałem swojego syna Antoni. Lekarka recepty wypisywała jednak na Adama. Kiedyś poszliśmy na przyjęcie. Pani domu przedstawiała dzieciom Antoniego. Jedna z matek zawołała „jak można było pokarać dziecko takim imieniem”. Przy czym odzywa się potem do swojego syna: „Ramzes, podejdź tutaj” – wspomina Wojciech Sawicki. Wolność w nadawaniu dzieciom imion przyszła w latach 90. Naczelny Sąd Administracyjny zniósł wtedy wszelkie ograniczenia i wtedy zaczęło się nadawanie dzieciom imion: Perła, Prawda, Muszka, Dzidzia, Lenina, Mała, Gwiazda, Żurek. Imieniny to zwyczaj zarezerwowany głównie dla Polski. W innych krajach trudno nawet wytłumaczyć co to za święto. Polskie kalendarze przepełnione są też imionami zaczerpniętymi z innych krajów. Agnieszka, Natalia, Cecylia nie mają polskiego rodowodu. Nawet imię Wanda, często nadawane w plemionach murzyńskich, nie pochodzi od naszej Wandy, co Niemca nie chciała, w języku litewskim oznaczające „falę”, a od plemienia Wandali. – Jest tylko jedno znane w świecie polskie imię – Kazimierz. To święty patron Polski i Litwy. Znają je też Francuzi jako Kassimir i Amerykanie nazywający chłopców Kasley – zaznacza Wojciech Sawicki.
Imieniny jak w kalejdoskopie Chyba każdy zastanawia się nad tym, dlaczego niektórzy imieniny mogą obchodzić po kilka razy w roku? – Jesteśmy krajem katolickim, powinniśmy obchodzić imieniny w dniu, kiedy jest dzień wspominania danego świętego, bądź błogosławionego. Tak naprawdę są to daty ich śmierci, czyli tzw. dni narodzin dla nieba. Wcześniej w kalendarzach katolickich zapisywano pełne nazwy świętych np. Jan Chrzciciel, Jan Bosko, Jan Apostoł, dlatego powinniśmy znać konkretnych swoich patronów – zaznacza Wojciech Sawicki. Przez stulecia dochodzili jednak kolejni święci. W poszczególnych dniach było za dużo „wspomnień”, a w innych za mało. – Drugi Sobór Watykański w 1969 roku poprzesuwał wiele dat czczenia świętych np. Jadwigę i Jerzego. Trudno jednak wymagać, żeby wszystkie Jadwigi od momentu przesunięcia zaczęły obchodzić imieniny np. trzy dni później – dodaje reformator. Do dziś w Watykanie istnieje też specjalna komórka, która co 30 lat zmienia znane daty imienin w kalendarzu. I choć data imienin została przesunięta i zatwierdzona przez wydawców kalendarzy, to zapominali oni usuwać poprzednie terminy. Szybko zrobił się bałagan. Do tego co innego znajdziemy w kalendarzach katolickich, a co innego w świeckich. Warto dodać, że kościół wyznaczył kanon 170 imion świętych, które mogą się znaleźć w kalendarzu. Każde katolickie państwo może w nich „obstawić” 90 swoich świętych. Stąd w Hiszpanii są Magdaleny hiszpańskie, a u nas mnogość Marii. Dlatego też polskie kalendarze różnią się od zagranicznych. Są też kalendarze, w których nie ma zaznaczonych imienin. Wydawane są w krajach, gdzie dominuje luteranizm i kalwinizm, odrzucający kult świętych patronów. – Z wyborem imienia z kalendarza świeckiego wiązało się ryzyko przy chrzcie dziecka. Księża często nie informowali o tym rodziców, ale dodawali do imion świeckich świętego patrona bądź... imię proboszcza parafii, które w przypadku dziewczynek przekształcano na żeńską wersję – mówi Wojciech Sawicki, który wprowadził też imieniny dla Mieszka. – Jan Długosz dowodził, że Mieszko to mało poważne imię i lepiej przeprawić je na Mieczysław – śmieje się będący odmiennego zdania autor. Dzięki niemu Mieszko imieniny obchodzi 1 stycznia. Po kalendarzach, w których pod tą datą znajdziemy imię pierwszego Króla Polski, poznaje, że wydawcy korzystają z jego bazy imion. W przypadku kalendarzy katolickich w Nowy Rok święto obchodzi Maria. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze