Zespół Wisły w I lidze, a przynajmniej w rundzie rewanżowej, spisuje się fatalnie. Wszyscy kibice wiedzą, ze drużynie bliżej jest, przynajmniej na razie, do II ligi niż do bezpiecznego miejsca w tabeli. A przede wszystkim wiadomo, że na dziś w Płocku zespołu nie ma. Praktycznie nie ma piłkarzy, którzy chcieliby dla klubu, dla miasta, dla kibiców “gryźć trawę”.Być może zdanie piłkarzy jest inne, być może zechcą udowadniać, że robią wszystko co mogą, ale mało kogo takie teksty przekonują. Nie można całej winy zrzucić na trenera, którego już w Wiśle nie ma, bo przecież każdy z zawodników jest profesjonalistą, ma profesjonalny kontrakt, z którego klub się wywiązuje i brakuje tylko dobrych, skutecznych występów całego zespołu. Koledzy dziennikarze, a także przypadkowi kibice, którzy rzadko albo wcale przychodzą na stadion, bardzo często zadają pytanie - jak to jest, piłkarze w Płocku mają jak u Pana Boga za piecem, o nic nie muszą się martwić, wypłaty dostają na czas, w kranach od zawsze płynie ciepła woda, nigdy nie wyłącza się prądu z powodu niezapłaconych rachunków, a oni nie chcą się utrzymać. Przynajmniej na zewnątrz wygląda to tak, że piłkarzom absolutnie niczego nie brakuje, a grają tak, jakby im nie zależało na ekstraklasie, na zarabianiu pieniędzy i na tym, by byli kochani przez kibiców. A może już mają zagwarantowane, że w II lidze pieniądze będą takie same za znacznie mniejszy wysiłek. Niemal wszyscy piłkarze Wisły, którzy teraz występują w płockiej drużynie, niegdyś reprezentowali inne barwy. Oni najlepiej wiedzą, że jest 5-6 klubów w lidze, gdzie nie trzeba martwić się o comiesięczne wynagrodzenie. Kiedyś bardzo podobało mi się określenie, że nikt nie da tyle pieniędzy, ile obiecają w Widzewie. Więc wypada trzymać się płockiego klubu rękami i nogami i w każdym meczu udowadniać, że prezes zrobił dobrze podpisując lub przedłużając kontrakt. Niestety, z całą świadomością mogę napisać, że wielu z piłkarzy, którzy noszą koszulkę z napisem ORLEN na piersiach, nie utożsamia się z Wisłą. Kiedy przychodzą do Płocka to zapewniają wszystkich, że już są zakochani w mieście, że gotowi są zostawić zdrowie na murawie, byle tylko osiągnąć z zespołem cel. Tak zapewniali w lipcu, między innymi: Jerzy Podbrożny i Piotr Mosór, którzy głośno dziękowali prezesowi, że podał im dłoń i że będą mogli grać w Wiśle, dla płockich kibiców. I co, i nic. Potem wszystko im się odmieniło, a dziś tak bardzo źle wspominają Płock. Meczem z Ruchem Chorzów rozpoczął się drugi etap rundy rewanżowej sezonu 2002/2003. W pierwszym zespół walczył o punkty, w drugim musi walczyć o utrzymanie. Zmienił się trener, zmieniły się układy, tylko składu za bardzo zmienić nie można. Czy te zmiany wyjdą drużynie na dobre, przekonamy się wkrótce Niestety mało kto, ze sponsorem klubu włącznie, ma jednak tak wielką cierpliwość, by zgadzać się na spadek do II ligi, a potem znów walkę o awans, tym razem znacznie trudniejszą niż przed rokiem. A swoją droga to ciekawe, czy piłkarze grający w Wiśle mają jakiś honor. Bo jeśli mają, to nie pozwolą spaść drużynie z ekstraklasy, a jeśli traktują Wisłę, jako kolejne, nie lubiane miejsce pracy, to my takim piłkarzom dziękujemy. Lepiej spaść z ekstraklasy, ale budować własną drużynę, w której piłkarze chcą grać, a nie płacić ludziom, których z Płockiem i z Wisłą łączy tylko kasa. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze