- To było w niedzielę, 3 kwietnia, gdzieś koło godziny 15.00. Za oknami naszego domu mieszczącego się przy nasypie kolejowym przy ulicy Wyszogrodzkiej żona zauważyła trąbę powietrzną. Miała 1,5 metra szerokości i chyba z 50 metrów wysokości. Nie mogłem objąć jej wzrokiem. Zniknęła po 10 sekundach, ale za chwilę pojawiły się kolejne. Było ich w sumie 7 – relacjonuje nasz czytelnik. Udało mu się sfotografować zjawisko. Niestety, zdjęcia nie są najlepszej jakości ponieważ zrobione zostały telefonem komórkowy.Małżeństwo obserwowało zjawisko przez 10 minut. – Czy to normalne w Płocku? Boimy się, co będzie dalej. Pierwszy raz przed ogrodzeniem naszego domu pojawiły się takie minitrąby. Nie dokonały żadnych szkód, jednak wyglądały bardzo nietypowo – tłumaczą państwo Milewscy.
W Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej dowiedzieliśmy się, że z całą pewnością, przy niedzielnych warunkach pogodowych nie mogło być w Płocku trąby powietrznej, która ma kilkaset metrów wysokości i czyni spustoszenia w promieniu kilku kilometrów.
– Tu mieliśmy raczej do czynienia z tzw. „diabłem”, za czym przemawiają choćby rozmiary tych zjawisk – tłumaczy Jerzy Bednarek, dyżurny synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
„Diabły” to wiry powietrza powstające na skutek różnicy nagrzania podłoża. Najczęściej spotykamy je latem na wilgotnych łąkach, na zaoranych polach, ewentualnie przy sianokosach, gdy porywają w górę siano. Panuje wtedy ładna pogoda, a niebo jest bezchmurne. Przypomnijmy, że w niedzielę słupki rtęci na termometrach zaokiennych zatrzymywały się w okolicy 20 stopni Celcjusza. A „diabły” jak widać nie omijają również miast i przybywają w dość okazałej, a nawet przerażającej formie. Na szczęście krzywdy nikomu i niczemu nie czynią. Widać, nie taki diabeł straszny...
BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze