Mało kto wie, że Płock ma swojego wicemistrza Polski w psich zaprzęgach. To Michał Ners, który wraz z Dendi, Speedi, Dino i Lego, czterema siberian husky, wywalczył srebrny medal podczas tegorocznych mistrzostw Polski, które rozegrane zostały w październiku w katowickiej dzielnicy Buk.
Wszystko zaczęło się w 2006 roku. – W rodzinie pojawił się pies, Sibi, szczeniak. Znajomi nam go podarowali, a ja wraz z kolegą Bogdanem zacząłem go trenować. Pies był czarno-biały, nie do końca rasowy, za to bardzo trudny do ułożenia. Ale się nie załamywaliśmy, startowaliśmy i wkrótce przyszły efekty, zbieraliśmy doświadczenie – zaczyna swoją opowieść Michał Ners.
Wkrótce przyszły sukcesy, ale na miejsce medalowe trzeba było trochę poczekać. W 2010 roku zaprzęg znalazł się tuż za podium, na czwartym miejscu. Dziś medale to już codzienność.
Sibiego już nie ma, ale to od niego zaczęła się pasja sportowa Michała Nersa. – Zainteresowałem się tą dyscypliną, bo pasjonowało mnie bieganie z psem. Jest tu kilka różnych konkurencji sportowych, między innymi dyscypliny zaprzęgowe. Psy ciągną hulajnogę albo wózki, 3 i 4-kołowe, w zależności od ilości psów. Zimą ciągną sanie – wyjaśnia Michał Ners.
Zawodów organizowanych w Polsce nie jest dużo. Można powiedzieć, że z roku na rok jest ich coraz mniej. Ale trudno się dziwić, koszty organizacyjne są bardzo duże, trzeba zapewnić odpowiednie warunki dla zawodników, także czworonogów, które są głównymi bohaterami zmagań na trasie.
Po Sibim, Michał Ners kupił – już z żoną – dwa zwierzaki rasowe, suczkę i psa. Kiedy skończyły rok, zaczęły treningi, a potem startowały w zawodach. Dziś są już staruszkami, ale nadal biegają, teraz już tylko rekreacyjnie.
W 2014 roku państwo Ners kupili dwa nowe psy, a w następnym roku dwa kolejne, tej samej rasy, siberian husky, typowo sportowe, bardzo szybkie.

Jol.
fot. Archiwum M. Nersa
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze