Ostatnie badania rynku księgarskiego dowodzą, że wciąż wybieramy do lektury książki tradycyjne (drukowane). Z zasobów cyfrowych korzysta mniej osób, choć ten wskaźnik wciąż rośnie, a wydawnictwa częściej też obok wersji papierowej przygotowują e-booki. W Płocku nowe tytuły zaprezentowały z początkiem roku Książnica Płocka i Muzeum Mazowieckie.
W oficynie wydawniczej Książnicy, w cyklu „Płockim piórem”, ukazał się tomik poetycki Andrzeja Kowalskiego. Nazwa serii znana jest dobrze licznemu środowisku nie tylko miejscowych poetów. Promowała wydane przez Książnicę wiersze Krzysztofa Barańskiego, Barbary Tyszkiewicz, Lecha Franczaka czy Andrzeja Dorobka, teraz „Naturę” Kowalskiego.
Urodzony w Sierpcu autor od 1975 roku mieszkał i pracował w Płocku jako ekonomista. Powstające równolegle wiersze lądowały w szufladzie.
- Aż przyszedł rok 2016, kiedy odważyłem się pokazać swoje teksty Wandzie Gołębiewskiej, która namówiła mnie do wstąpienia w szeregi PSTK – czytamy na okładce tomiku.
Reklama
Zaczął uczestniczyć w warsztatach i spotkaniach autorskich, opublikował własnym sumptem kilka tomików. Redaktor cyklu „Płockim piórem” Maciek Woźniak wybrał 57 utworów, zebranych pod wspólnym tytułem „Natura”. Stronę graficzną przygotowała Dorota Zalewska.
Zwięzłe, delikatne i rzec można skromne miniatury poetyckie Kowalskiego to hołd złożony przyrodzie – drzewom, stokrotce, baletnicy – ważce, stonodze, „sarnim” łzom. W tych wierszach mewa jest listonoszką newsów. A dżdżownice:
Bosonogie hostessy – ileż miałyby wdzięku/ w sambie lub rumbie. To one natleniają ziemię/ czyniąc ją bardziej płodną.
Reklama
O relacje z naturą trzeba dbać:
Tuląc się do pni drzew stajemy się lepsi./ Spoglądając na mrówkę, czujemy się wielcy/ By to wszystko uszanować, potrzeba/ trochę uporu Kubusia Puchatka.
Autor dedykował swoje wiersze światowej sławy przyrodnikowi Davidowi Attenborough na 100. urodziny.
Niektórzy mówili koralowy, niekiedy koralikowy. Gdy wędrował ulicą Tumską, z daleka już widoczny był jego ozdobiony biżuterią, koralikami, barwnym sznurem, kapelusz. Nosił go na przemian z orientalnym toczkiem. Tworzyły ciekawy duet z rozmaitymi wisiorami na szyi i bransoletką na dłoni. Taką stylówkę dla siebie wymyślił. Stała się jego wizytówką publicznie i prywatnie. Malował, pisał wiersze i prozę. W muzealnym sklepiku przy Tumskiej można kupić poświęconą artyście publikację, którą wydało Muzeum Mazowieckie.
Książka powstała z inicjatywy przyjaciela artysty Sławomira Zmysłowskiego, który zbiera i archiwizuje wszystko, co po Danielu Ratzu pozostało. Ocalił prawie sto jego obrazów, urządził Noc Muzeów w swoim Studiu wyposażenia Wnętrz. Stara się, by twórcę upamiętniło miasto. Kilka obrazów Ratza znajdzie się w powstającym Muzeum Ziemi Gostynińskiej.
Publikację „Kolorowy ptak, historia artysty. Daniel Ratz” otwiera „Autobiografia”. Ten rozdział opracował i ułożył Konrad Jan Waluś na podstawie znalezionych w archiwum domowym Ratza
„luźnych kartek maszynopisu jak i tekstu pisanego ręcznie”.
Jego zdaniem Daniel Ratz
„(...) opisywał wydarzenia, w których uczestniczył oraz te ogólnokrajowe na podstawie gazet, radia, przekazów czy plotek nie zawsze sprawdzonych”.
Dlatego nie wszystkie nazwiska wymienione we wspomnieniach udało się potwierdzić. Z pewnością ważne są te z lat 70. i 80. – o płockim czerwcu, powodzi, stanie wojennym i... hotelu Petropol, gdzie znalazł pierwszą pracę.
„Po miesiącu z pikolaka zostałem kelnerem, po roku kierownikiem sal. Byłem olśniony ludźmi codziennie przychodzącymi do naszych przybytków gastronomicznych na śniadania, obiady, kolacje, dancingi, bankiety i libacje. Byli to dyrektorzy fabryk, stoczni, zakładów i pracownicy: Petrochemii, komitetów, urzędów miasta, szkół, szpitali. Wśród nich cudzoziemcy różnych narodowości, którzy budowali i rozbudowywali naszą rafinerię, żywiąc się u nas”.
Reklama
W życiorysie Ratza jest też winiarnia Słoneczko, Wojskowy Zespół Estradowy Desant, emigracja w Monachium, status rencisty, malowanie (grupa Rama), poezja i proza. Wydał „Moje podróże”, „Przemijanie pejzaży”, „Jak poranione ptaki”.
Kilka lat przed śmiercią kupił dom w Kierpajnach Wielkich na Warmii. Sołtys Krzysztof Kisiel tak go wspominał:
„Przyjaźnił się z mieszkańcami, angażował w działania na rzecz naszej miejscowości. Dzięki niemu odwiedzali nas artyści i ludzie świata kultury. Był bardzo barwną postacią, nietypową, gościnny, serdeczny, szczery. Organizował koncerty, wystawy, plenery”.
Reklama
Daniel Ratz zmarł w 2023 roku w Kierpajnach. Spoczywa na cmentarzu w Duninowie.
Wspomnienia, artykuły prasowe, fotografie prywatne i zdjęcia obrazów zebrali Jan Henryk i Konrad Jan Walusiowie oraz Jolanta i Sławomir Zmysłowscy. Współwydawcami publikacji są: Płockie Stowarzyszenie Twórców Kultury i Studio Wyposażenia Wnętrz.
Tak twierdzi Jan Ryszard Kalinowski – z zawodu ekonomista, nauczyciel akademicki, autor książek dydaktycznych – z zainteresowania kibic Wisły Płock i fraszkopisarz. Członek Stowarzyszenia Autorów Polskich (w latach 2004-2008 – prezes). Pisał felietony. Był prezesem Klubu Sportowego „Jutrzenka”.
Pierwszy tom fraszek „Po stopniach kpiny” z rysunkami Jana Drzewieckiego wydał w 2002 roku za namową prawnika i poety Stanisława Nawrockiego. W kolejnych latach ukazały się: „Śmiechoskręt kontrolowany”, „Skołtunienie rozsiane”, „Zezem w bliźniego” (2014), „25 lat moich eksperymentów twórczych”.
Ostatnia publikacja „Badyle” (2025) to wybór z poprzednich tomików i najnowsze limeryki. Autor planował pierwotnie nadać im tytuł „Gałązki”. Zdecydował jednak zmienić na „Badyle”, bo jak twierdzi – jego krótkie formy literackie
„są bardziej konarami, badylami, o które można się potknąć, zawadzić, przewrócić”.
Mimo tych ostrzeżeń znajdziemy w tomiku teksty, które wywołają uśmiech, zwłaszcza, że autor ma dystans do swojej twórczości:
Oceń, Czytelniku, me „piórka” życiowe. Gdy dasz „łapkę w górę”, /napiszę Ci nowe / .
W rozdziale „Gry i zabawy polsko-polskie” jest wiele odniesień do współczesności, zgodnie z tezą autora, że fraszka powinna być „na czasie”:
Tworzy się nowa spółka,/jastrząb i gżegżółka. / Po zawarciu spółki/ nie ma już gżegżółki.
Reklama
A w „Irlandzkich miniaturkach” autor dowiódł, że „ludzkie zachowania, w szczególności te negatywne, pozostają niezmienne”. Tomik opracował graficznie Jan Drzewiecki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze