Reklama

Dama wśród Obywateli. Minął Rok Zimińskiej, jest Rok Broniewskiego

26/01/2022 12:58

Pierwsze miejsce w czołówce znanych płocczan od lat zajmuje Władysław Broniewski. Już w 1950 roku poeta otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Płocka. Aktorka Mira Zimińska-Sygietyńska na taki sam zaszczyt czekała o wiele dłużej. Ale gdy ją uhonorowano, powtarzała z dumą: - Pierwszy marszałek Piłsudski, trzech profesorów i ja! Broniewski i Zimińska wyjechali z miasta dzieciństwa. Oboje osiedli w Warszawie, gdzie ich drogi się przecinały. Niedawno znowu powrócili do miejsca urodzenia. Spotkali się na nowej ekspozycji Muzeum Mazowieckiego poświęconej sławnym płocczanom.

Mira Zimińska długo była w swoim mieście nieobecna. Płocczanie nie mówią o niej „nasza Mira”, a i powojenna Warszawa najpierw wymieniała „Mazowsze”, następnie Sygietyńskiego. Mirę dopiero trzecią w kolejności, jakby promocja polskiego folkloru na świecie nie była jej zasługą. To prawda, że sama też o związki z miastem nie zabiegała. Tu się urodziła (22.02.1901), spędziła dość szczęśliwe dzieciństwo, pobierała pierwsze lekcje w miejscowym teatrze, wyszła za mąż i szybko wyjechała robić karierę gdzie indziej.
W latach 20. przyjeżdżała na gościnne występy. 7 kwietnia 1922 roku, gdy zjawiła się z kabaretem Qui pro Quo, „Kurier Płocki” odnotował pochlebnie: „Gorąco witana była przez publiczność nasza płocczanka, p. Zimińska. W produkcjach kabaretowych p. Zimińska doszła już do pewnej perfekcji – to też zyskała uznanie ogólne publiczności, szczególnie w wykonaniu ostatniego numeru >>UJ, ta choroba<<”.
Kontakty Miry z wciąż mieszkającą w Płocku matką ograniczały się głównie do pomocy finansowej. Marianna Burzyńska wyszukiwała jej kolejne gosposie, na czele ze słynną Sitanią, do której Słonimski zwracał się wierszem. Już po wojnie Mira z Tadeuszem Sygietyńskim odwiedzali druha Milkiego, kompletując swój zespół. Bywali też u mieszkającego przy Kolegialnej brata Miry, Tadeusza. Krewni z Płocka przyjeżdżali do mieszkania Sygietyńskich na Krakowskim Przedmieściu i siedziby zespołu w Karolinie.
Wrony i dzwony
Broniewski (urodzony 17 grudnia 1897 roku) nigdy nie wyrzekł się miłości do rodzinnego miasta. Zapomniał niechętny stosunek inteligencji płockiej do ochotników legionistów, uczniów gimnazjum, którzy 15 kwietnia 1915 roku wyruszali do legionów: – Omal kamieniami za nami nie ciskano. Wyklęci byliśmy w opinii publicznej – zanotował w Pamiętniku. Nie żywił urazy także do kolegów, którzy doprowadzili do jego aresztowania we Lwowie. W latach trzydziestych napisał nostalgiczne „Miasto rodzinne” z obrazem starego Płocka. 
Po podpisaniu układu Sikorski-Majski, już w armii Andersa, mógł wreszcie wraz z tysiącami zesłańców opuścić ZSRR. W Palestynie powstał „Mazurek Szopena”, w którym poeta przywołał obraz babki grającej na fortepianie w domu przy Warszawskiej (dziś Kościuszki) i tradycje niepodległościowe rodziny. Później powie: – Całe życie myślałem, jak dorobić słowa do Mazurka h-moll.
Tuż po wojnie, ale jeszcze przed powrotem z Londynu, pytał delegatów przybyłych z kraju na kongres młodzieży demokratycznej, jak wygląda Warszawa, jak Płock. Do jego wierszy sfrunęły „stado wron za Tumem” i dwa dzwony – „przesmutny dominikański” i ten „dumy i pychy” z zamkowej wieży romańskiej. Także melasa w Borowiczkach, dokąd spacerował Gościńcem z przyjacielem Franciszkiem Dorobkiem.
Dulska i Skamandryci
W latach trzydziestych, gdy kabaret QPQ, który przyniósł Mirze sławę i pieniądze, przestał istnieć, zaczęła grać w teatrze, o czym zawsze marzyła. Należała do „Jaraczowców”, aktorów skupionych wokół szefa Ateneum Stefana Jaracza.

Lena Szatkowska

Reklama

Fot. Marta Kunavar


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości