Jedna wieś i trzy bolączki – tak w skrócie przedstawić można krótką charakterystykę wsi Okolusz w gminie Gąbin. Mieszkańcy nie mają jednak wątpliwości, że najbardziej doskwiera im brak drogi. Chodzi o zwykłe 3 km wiejskiego traktu, który jest nieprzejezdny, praktycznie przez cały rok. Zimą, bo zasypany, wiosną i jesienią, bo błoto sięga kolan i latem, gdy pokrywający drogę piach jest tak suchy, że uniemożliwia normalne przejście czy przejechanie rowerem. Okoluszanie niestety wiedzą, jak przykre konsekwencje niesie za sobą życie daleko od szosy.
Szosa nie jest jednak wcale aż tak daleko, ponieważ kończy się 3 km dalej, przy drodze do zbudowanej około 10 lat temu oczyszczalni ścieków w Gąbinie. Z dojechaniem do Okolusza mieliśmy niemały problem, ponieważ wiedzie do niego zwykła, gruntowa droga, w dodatku 20 stycznia przysypana śniegiem, trudno więc było dociec, czy to droga do wsi, czy też do lasu, który rośnie wszędzie wokół. Już po rozmowie z mieszkańcami okazało się, że i tak mieliśmy szczęście, bo droga jest zamarznięta, więc twarda.
Mieszkańcy Okolusza walczą o drogę od kilku dobrych lat. Starał się o nią u “góry” jeszcze poprzedni sołtys, obecnie drugą kadencję uparcie i wbrew wszystkim urzędnikom czyni to sołtys Alina Rzepecka, która zadzwoniła do “TP” prosząc o pomoc, ponieważ wszelkie oficjalne środki już zawiodły.
Pokonanie ponad 3-kilometrowego odcinka drogi z Okolusza do Gąbina (miejscowości gminnej), bez względu na porę roku, jest gehenną. Najgorzej jest wiosną i jesienią, ponieważ podczas roztopów wody na drodze jest tak dużo, że potrafi wlać się do “malucha”. W lecie droga przypomina piaskownicę. W miarę przejezdna jest tylko zimą i to wówczas, gdy nie ma zbyt dużych śniegów. Gmina jej nie odśnieża, raz jeden zrobił to z przyczyn ekonomicznych właściciel pobliskiego sklepu spożywczego.
Dorośli jakoś dają sobie radę, bo muszą. Najgorzej mają dzieci: - Z Okolusza, Szemeszna, Kepiny, Plebanki do szkół w Gąbinie chodzi około 50 dzieci. Dwa razy dziennie pokonują po 3 km, a te, które chodzą do szkoły zawodowej, nawet 6 km. Zimą wychodzą nocą i wracają nocą. Bezpiecznie nie jest, bo wokoło lasy, a i dziki potrafią nieraz przestraszyć – mówią mieszkańcy wsi. - Gmina nie chce ich wozić gimbusem, chociaż to jej ustawowy obowiązek, ponieważ nie ma u nas asfaltowej drogi.
Doskonale pamiętają, kto i kiedy mówił, że droga będzie zrobiona. Przypominają, że jeszcze senator Struzik im to obiecywał. Potem czyniono to wielokrotnie przed każdymi wyborami. Obietnice szybko okazały się jednak gruszkami na wierzbie. Szybko o nich zapominano, a oni zostawali sami ze swoimi złudzeniami: - Nie muszą nawet robić całej drogi, wystarczy, że pociągną asfalt od szosy przy oczyszczalni ścieków do studni głębinowej, z której czerpana jest woda dla Gąbina. Gimbus by tam dojechał i dzieciaki miałyby znacznie krócej – mówi Henryk Rzepecki, którego troje dzieci dzień w dzień wędruje po naukę do Gąbina. - Dawali już nam nadzieję na drogę, kiedy robili asfalt z Gąbina do oczyszczalni, nawet tłuczeń był nawieziony. Ale potem stwierdzili, że się nie opłaca. To ja teraz proponuję radnym, żeby swoim dzieciom kazali codziennie chodzić do szkoły taki kawał drogi, w takich warunkach. Po dojściu do szkół w Gąbinie nasze dzieci są tak zmęczone, że powinny godzinę odpocząć, zanim pójdą na lekcje – przekonuje H. Rzepecki, a wtórują mu żona Hanna oraz Janina Ciastek i Teresa Wyrbich.
Władza nie obiecuje
Droga 381 należy do kategorii dróg powiatowych. Okoluszanie w gminie słyszą więc, że to nie jej droga, a w powiecie, że ten nie ma pieniędzy. Gwoli usprawiedliwienia powiatu należy dodać, że Zarząd Dróg Powiatowych w Płocku od czasu do czasu przysyła tzw. równiarkę, ale efekt jest krótkotrwały. W odpowiedzi na pismo z 2002 r. Zarząd odpisał, że droga nie spełnia kryteriów drogi powiatowej oraz że będzie jedynie profilowana i ewentualnie dokona się lokalnych uzupełnień mieszanką żwirową (H. Rzepecki komentuje, że żwiru na drodze do Okolusza to nikt już dawno nie widział). Droga w zasadzie powinna zostać przekazana gminie. Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Płocku, Bogumił Sobieski, jest realistą:
- Podobnych dróg gruntowych mamy w powiecie 220 km. Rocznie jesteśmy w stanie zmodernizować 2 km dróg – położenie 1 km nawierzchni bitumicznej kosztuje 800 tys. zł. W tym roku, jeśli otrzymamy środki z SAPARD-u, to przy wsparciu gmin zmodernizujemy 2,7 km dróg. Drogi do Okolusza w planie nie ma i jeszcze długo nie będzie. Powiat ma problem z łataniem dziur w jezdni i spłatą zaciągniętych na drogi kredytów w ciągu najbliższych 6 lat. Jest propozycja, żeby takie drogi, faktycznie służące mieszkańcom gminy, przekazywać gminom. Gmina ma nawet większe możliwości, jeśli chodzi o przydział środków strukturalnych, ponieważ może ich dostać 75 %, a powiat tylko 50 %. Uważam, że przejęcie tej drogi przez gminę może tylko przybliżyć jej budowę.
Na zakończenie rozmowy dodaje, że nie będzie rozdawać złudzeń, ponieważ nie jest politykiem. Podobnie uważa burmistrz Gąbina Krzysztof Jadczak. Mówi, że w gminie jest 100 km dróg gruntowych, w dodatku nie można na nie dostać subwencji: - Jeśli powiat przeznaczy środki na modernizację tej drogi, to wówczas możemy ja przejąć. Wspólnie z powiatem realizowaliśmy już modernizacje dróg powiatowych, koszty rozłożone były 50 na 50 % lub 70 na 30% z gminy - powiat wskazywał drogi, na których mu zależy.
Na trakcie do Okolusza najwyraźniej powiatowi nie zależało. Burmistrz mówi, że do tej wsi “zbliżono się” drogą asfaltową w Czermnie, część dzieci z wymienionych wcześniej wsi tam chodzi do szkoły, więc ma bliżej. Gimbus nie może jeździć nieutwardzoną, gruntową drogą. Dyrektorzy gąbińskich szkół informowali rodziców, że istnieje możliwość dowozu dzieci prywatnymi samochodami, za odpłatnością gminy: - Istnieje możliwość zwracania pieniędzy za paliwo tym rodzicom, którzy zdecydują się sami dowozić dzieci do szkoły. Nikt się jednak nie zgłosił – dodaje K. Jadczak.
Po raz drugi gmina została wezwana przez okoluszan do tablicy z powodu oczyszczalni ścieków. Kiedy ją budowano, rozkopano część rzeki Nidy: - Teraz, jak jest trochę większa woda, to wody z oczyszczalni zalewają nam pola i łąki nad rzeką – ubolewają mieszkańcy wsi, dla których tereny nad rzeką to najbardziej żyzne gleby. - Wszystko śmierdzi, ziemniaki gniją, zwierzęta nie chcą jeść tej trawy. Każą nam ubezpieczać pola, a kogo na wsi na to stać?
Alina Rzepecka mówi, że pism interwencyjnych w sprawie oczyszczalni ma jeszcze więcej, niż w sprawie drogi. Burmistrz Gąbina obiecuje, że będzie lepiej, ponieważ gmina zamierza kupić urządzenie do produkcji kompostu – osady w lagunie będą oczyszczane, workowane i sprzedawane. Regulacją rzeki powinien się zająć Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych, ale nie ma na to pieniędzy. I tak koło się zamyka.
Henryk Rzepecki przynosi kolejne pisma – skierowane do Koła Łowieckiego “Kania”, które nie chce płacić odszkodowań za szkody wyrządzone przez dziki, a zgodnie z prawem to do niego – właściciela obwodu, należy wypłacanie pieniędzy za szkody. Złamanego grosza nie można dostać za zryte pola i łąki. Prezes “Kani” obiecuje, że członkowie Koła będą pilnować dzików, ale na razie robi to, co najmniej nieskutecznie.
Więcej plag na Okolusz już chyba spaść nie może. Niby wszystkie spowodowane czynnikami zewnętrznymi, bo to wieś położona w lesie, w sąsiedztwie oczyszczalni ścieków, daleko od głównych traktów. Do głowy przychodzi jednak myśl, że mieszkańcy wsi mieli nieszczęście urodzić się właśnie tutaj, w malowniczej, ale zapomnianej przez ludzi wsi na północnym Mazowszu.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze