12 lat temu, spółka z.o.o. “Wempe” w Korzeniu Królewskim, przyjmująca zlecenia z Niemiec na szycie ekskluzywnej konfekcji, bardzo dobrze płaciła szwaczkom. Niektórzy nawet twierdzą, że były to sumy wyższe niż dostawali pracownicy w “Petrochemii”.Wszystko co dobre, kiedyś i zazwyczaj szybko się kończy. Teraz pracownicy za swoją ciężką pracę dostają “marne grosze” i to pod warunkiem, że się o nie dopomną. W sprawie interweniowała Państwowa Inspekcja Pracy. Jej zalecenia nie zostały jednak w pełni zrealizowane. Z kolei wyrok sądu, nadany w trybie natychmiastowej wykonalności, z 18 grudnia 2001 roku, w sprawie wypłacenia zaległych wynagrodzeń byłym pracownikom, musiał poczekać do połowy marca br. Ludzie się jednak na wszystko godzą, by mieć w dzisiejszych czasach pracę... a może jej złudzenie. - Był taki czas, że przez pół roku od sierpnia ub. r. nie dostałam z firmy ani złotówki. W tym czasie ponad miesiąc byłam na zwolnieniu chorobowym. Pieniędzy z ZUS-u jednak nie mogłam odebrać. Urzędnicy twierdzili, że nie ma odprowadzanych od mojego wynagrodzenie składek. Nie regulowałam rachunków za telefon, zakład energetyczny chciał mi odciąć prąd. Powinnam na to wszystko mieć pieniądze, bo przecież ciężko i uczciwie pracowałam - oto przykładowa sytuacja byłej pracownicy firmy. Nie jest ona odosobniona. W Gąbinie, Płocku, Gostyninie, czy Korzeniu mieszka wiele jej podobnych. -Kiedyś byłyśmy bardzo zadowolone z pracy w tej firmie. Wszystko się zaczęło psuć jakieś trzy lata temu, od chwili, gdy rządy objął nowy wiceprezes. Zniósł on dotychczasowe premie, którymi zawsze mogłyśmy podreperować sobie nasz budżet. Nasze pensje, które do tej pory były trzykrotnie wyższe, niż pobory w innych firmach, zmniejszono do najniższej krajowej. Coraz częściej wysyłane byłyśmy też na bezpłatne urlopy, bo rzekomo firma miała przejściowe problemy z wycofującymi się zamawiającymi. Każdy dziś szanuje pracę, więc się na to godził - tłumaczy wieloletnia pracownica firmy. Tymczasem jednak pracownicy Wempe przychodzili nawet na 3 zmiany do pracy, a kilka razy w tygodniu tysięcy bluzek jechało za zachodnią granicę. - Ktoś nas więc chyba chciał oszukać - relacjonują pracownicy, którzy od połowy ubiegłego roku przestali otrzymywać regularnie pieniądze za wykonaną pracę. Drastycznej zmianie uległy też warunki pracy. - Podczas ośmiu godzin pracy, musiała nam starczyć jedna 15 minutowa przerwa na papierosa i posiłek. Bez względu na to, czy pracowaliśmy 1000 czy 500 minut, to i tak dostawaliśmy wciąż rozkładaną na raty najniższą krajową - relacjonują. Nie pracujesz - nie jedziesz Kiedy szwaczki zaczęły protestować, m.in. zakazano im wstępu do zielonego firmowego autobusu, odwożącego pracowników do domu. Tym samym fundowano zbuntowanym co najmniej kilkukilometrowe piesze wycieczki. Kiedy jednak z pań potrzebowała dwóch dni urlopu wypoczynkowego, wręczono jej pisemko. - Było tam napisane, że zgadzam się pracować 15 godzin dziennie. Brygadzistka poinformowała mnie, że jeżeli odmówię, to zostanę obciążona kosztami wysyłki, która przez mój urlop została opóźniona - opowiada kobieta. Początkowo panie próbowały sobie radzić indywidualnie. -Chodziłam i prosiłam o jakiekolwiek zaległe pieniądze, a prezes mnie wtedy pytał, czy mój mąż pracuje, czy mam samochód, jaki jest mój stan majątkowy. Kiedy jedna z pań prosiła o zaległa pieniądze, potrzebne jej na leki, usłyszała w odpowiedzi: - Najpierw to trzeba popracować. 31 jest dni w miesiącu, a to nie sedes, że się naciśnie spłuczkę i lecą pieniądze jak woda. Sytuacja z miesiąca na miesiąc się pogarszała. We wrześniu ub. roku okazało się, że szwaczki nie dostaną wypłaty, zaczęły więc grupowo odchodzić od stanowisk pracy. – Prezes podchodził wtedy do jednej z nas i pytał “pani pracuje, czy pani idzie do domu?” Przy takich strajkach, udawało nam się jednak dostawać po 150 zł na odczepnego. Jednak te panie, które w tym czasie były na przymusowym urlopie bezpłatnym, nigdy tych kwot nie otrzymały. 16 października ponownie zastanawiałyśmy się, czy dostaniemy pensję. Wręczono nam wtedy ledwie 200 złotych. 19 listopada pieniędzy już nie starczyło. Dowiedziałyśmy się od prezesa, że jeśli chcemy je dostać, to możemy iść do sądu - twierdzą poszkodowani pracownicy. Wtedy krytyczną sytuacją w firmie zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy w Płocku. 5 (nie)ważnych kontroli Jak powiedział nam inspektor PIP - pan Olesiejuk – Na podstawie 5 przeprowadzonych kontroli okazało się, że nieprawidłowości dotyczące wypłaty wynagrodzeń za pracę, jak również świadczeń związanych z wypłacaniem pracownikom zasiłków chorobowych, macierzyńskich, wychowawczych, rodzinnych i pielęgnacyjnych zaczęły się w “Wempe” pod koniec 2000 roku i trwały przez cały 2001 rok. Pracodawca - prezes firmy - tłumaczył te nieprawidłowości trudnościami finansowymi, jak również złą jakością pracy pracowników. Tego jako PIP nie możemy stwierdzić. Zastrzeżeń, że nie ma pieniędzy na wypłaty, także nie możemy przyjmować. Człowiek, który pracuje, ma bezwzględne prawo, żeby wynagrodzenie otrzymać. W przypadku firmy “Wempe” bezskutecznie stosowaliśmy dostępne nam ponaglające środki prawne, by wypłacono zaległe wypłaty. Przeciwko prezesowi zarządu dwukrotnie złożyliśmy wniosek do kolegium do spraw wykroczeń o popełnieniu wykroczenia przeciwko prawom pracowników, a pod koniec 2001 roku zawiadomiliśmy o sprawie prokuratora w Gostyninie. 26 niezadowolonych pracowników zwolniło się z artykułu 55, paragrafu 1 Kodeksu Pracy, założyło też sprawę przeciwko firmie, z żądaniami wypłaty zaległych pensji w Sądzie Rejonowym. Na mocy wyroku sądowego z 13 grudnia ubiegłego roku kwoty opiewające od 2 do 8 tys. zł miały być wypłacane w trybie natychmiastowym. To jednak niewiele zmieniło. - Z niemieckim właścicielem nie mogliśmy się porozumieć. Polski Prezes odmawiał wypłat. Prosiłyśmy chociaż o część zaległości. Zbliżały się święta, a my zostałyśmy bez grosza - relacjonują kobiety, którym udało się wtedy dostać ledwie 300 złotych. Również komornik nie wiele mógł w tej sprawie zadziałać. Konta firmy były zadłużone. Maszyny przepisane na pracowników, którzy tam jeszcze pracują. - Jednak odbyły się dwie licytacje. Podczas pierwszej sprzedano maszynę, która trafiła w ręce pracownika administracyjnego i nadal stoi na hali, a 12 marca sprzedaliśmy Mercedesa za 14 tys. 500 zł. Suma ta poszła do podziału na długi -twierdzą byłe pracownice, którym ponownie udało się też spotkać z niemieckim właścicielem firmy. - Uzgodniliśmy, że te pracownice, wobec których firma ma zaległości, dostaną po 900 zł. Wypłacono nam jednak po 200, 300, 400 zł - według uznania - narzekają kobiety. A to wciąż za mało. Sytuacja nie jest łatwa ani dla pracowników, którzy zdecydowali się na odejście, jak również dla tych, którzy pozostali. Pełnomocnik prezesa - Andrzej do tej pory nie udzielił nam odpowiedzi na postawione pytania, tak więc i “pod górkę” ma również dziennikarz. Starałam się kilkakrotnie skontaktować z panem Andrzejem Podlasiem, dla wyjaśnienia całej tej sprawy. Chciałam, aby każda strona, mogła przedstawić swoje racje i punkt widzenia. Niestety, podczas naszych rozmów telefonicznych okazało się, że muszę przesłać swoje pytania faksem. To miało też ułatwić określenie stanowiska niemieckiemu właścicielowi firmy “Wempe”. Na wysłane 2 kwietnia br. pytania do tej pory jednak nie uzyskałam odpowiedzi, choć pan Andrzej Podlaś zapewniał mnie podczas ponaglających z mojej strony telefonów, że już wkrótce je dostanę. Do tej pory jednak na linii Wempe - Tygodnik Płocki trwa cisza. Udało mi się jedynie ustalić, że faktycznie firma przechodzi przejściowe kłopoty i musi sobie z tym w końcu poradzić. Jednak nie jest osamotniona. W dzisiejszych czasach wiele firm przechodzi przecież podobne kłopoty. A traci na tym oczywiście nie kto inny, jak tylko szary pracownik. W pogoni za pracą, której coraz mniej ma rynku, godzi się na cokolwiek, co daje mu poczucie zabezpieczenia bytu, nie zwracając uwagi na to, że może być to miraż, który najmniejszych korzyści nie przynosi. Blanka Stanuszkiewicz fot. Dariusz Ossowski ps. Nazwiska pracownic znane redakcji
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze