Reklama

Czy potrzebują państwo kucharza?

12/01/2016 10:43
Poprzednie sztuki Cooneya grane na płockiej scenie przyzwyczaiły nas do szalonego tempa. W najnowszej realizacji Kochane pieniążki długo trzeba czekać na fajerwerki. Gdyby pojawiająca się w pierwszej scenie Jean Perkins (Katarzyna Anzorge) na przykład złamała obcas, jej opowieść rozgrywająca się na tle przygotowań do przyjęcia urodzinowego męża zakończyłaby się szybciej i pierwsza połowa spektaklu nie nużyła.
A historia jest uniwersalna. Może się zdarzyć w Londynie, Sydney albo Warszawie. Autor Ray Conney doskonale wie, z czego się śmiejemy i o czym marzymy. Potrafi też wykorzystać sceniczne doświadczenie w budowaniu postaci. Oto nieprzepadający za swoją pracą księgowy (w tej roli Mariusz Pogonowski) pewnego dnia przynosi do domu walizkę pełną pieniędzy. Trafiła w jego ręce przypadkiem i jest doskonałym prezentem na urodziny. Znalazca chce wykorzystać szansę, jaką daje niespodziewana fortuna i już planuje wieczorny lot do Barcelony, ale zaczynają się kłopoty. Na urodzinową kolację przyjdzie więcej gości niż zakładali gospodarze. Pojawią się nie tylko oczekiwani Betty (Hanka Chojnacka-Gościniak) i Vic (Łukasz Mąka), ale także dwaj stróże prawa, jeden taksówkarz, rozjechany pieszy. I zaczyna się gra w trzy walizki. W jednej są pieniążki, w drugiej – książka o piratach i pół kanapki z serem, zawartości trzeciej nie zdradzę. Jak to się wszystko rozwinie i skończy, kto zamieni się żonami, kto wyjedzie jako kucharz, kto jako ochroniarz do Barcelony, przekonać się można w pełnym zaskakujących sytuacji II akcie sztuki. Tu rzeczywiście tempo jest dobre, śmiejemy się z zabawnych scen, dialogów i powiązań, zwłaszcza rodzinnych typu: „Ja i pani Perkins zrobimy herbaty i zawiadomimy Archiego o śmierci Henry’ego, a Archi zawiadomi Percy’ego i Adelajdę, a Percy i Adelajda zawiadomią Genevieve, a pan? Pan już nie musi nikogo zawiadamiać” – mówi bohater do oficera policji. Inny cytat, który zastosował reżyser, pochodzi z filmu Casablanca. To słynna scena pożegnania Ricka i Ilsy. Dlaczego reżyser Stefan Friedmann go wybrał? Pewnie lubi ten film, ale jak zapowiadał przed premierą – do każdej swojej realizacji stara się dodać coś nieoczekiwanego. Takim okiem puszczonym do widowni był też włączony do akcji widz, który tłumaczy aktorom kwestię pana Tuczki i jakby tego było mało – na ukłonach – do dyrektora teatru dzwonią stary i nowy rok.
Farsa to gatunek komercyjny, ma przynieść widzowi rozrywkę, a teatrowi zysk, zwłaszcza że na jej wystawienie znalazł się sponsor. Płoccy aktorzy kolejny raz pracowali ze Stefanem Friedmannem i widać, że potrafią się dogadać. Mariusz Pogonowski bawi się swoją rolą i ta przyjemność udziela się widzom. Katarzyna Anzorge w II akcie „zaczyna pić” i udowadnia, że potrafi być charakterystyczna. Duet Łukasz Mąka i Katarzyna Chojnacka-Gościniak oraz Piotr Bała i Marek Walczak zostali dobrze obsadzeni. Aktor Stefan Friedmann w roli źle opłacanego policjanta nieco przygaszony przez reżysera Friedmanna, ale za to epizod Jacka Mąki niezapomniany.
Całość uzupełniają: dobra scenografia (Jacek Maria Hohensee), rozrywkowa muzyka, kostiumy (Ewa Gdowiok) i choreografia (Anna Wielogórska).
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości