Reklama

Czy mamy obowiązki wobec zwierząt?

15/09/2020 16:30

Rządowy projekt ustawy o zakazie hodowli zwierząt futerkowych i o spuszczeniu psów z łańcuchów na polskich wsiach spotkał się z lekceważącym, przyjęciem przez środowiska prawicowo-katolickie, a z raczej przychylnym w kręgach lewicy. Z niemałym zawstydzeniem przyjmuję fakt, że my katolicy w kwestii traktowania zwierząt wypadamy na tle środowisk lewicowych fatalnie, jeśli nie powiedzieć haniebnie. O ile przybywa ludzi wrażliwych na cierpienie zwierząt w kręgach lewicy, o tyle w kręgach katolickich obowiązuje brutalna zasada, że zwierzę to absolutnie niższa istota, która nie zasługuje na godne traktowanie, co najwyżej na to, żeby je zjeść. To znaczy jesteśmy w stanie troszczyć się o zwierzęta domowe, pielęgnować je, dbać o nie, często nawet z pewną przesadą „uczłowieczać”, traktując niemal jak równych ludziom członków rodziny, to na zwierzęta hodowlane patrzymy jak na chodzące golonki, schabowe, mielone, karkówki, bez jakiegokolwiek pomyślunku, że zanim znajdą się na naszym stole, trzeba je po prostu zabić, a to wcale nie jest takie proste i wiąże się ze strachem i cierpieniem. Rzadko spotykam katolików, którzy zastanawiają się nad okrucieństwem traktowania zwierząt w hodowli przemysłowej, i tych na pokarm, i tych na futra. 
Daleki jestem od takiej etyki, jaką głosi choćby Peter Singer, który ludzi i zwierzęta chce traktować jak istoty równe sobie. Nie, równi nie jesteśmy, takie twierdzenie jest aberracją umysłową dosyć często ostatnio spotykaną, ale to nie oznacza, że z przesłania Biblii nie możemy wyczytać ambitniejszych obowiązków wobec zwierząt niż te, na które nas stać, a stać nas, jak na razie, na bardzo niewiele. Nigdy też nie słyszałem na ten temat kazania zwykłego księdza czy wysoko postawionego hierarchy, choć przykłady wielu świętych zachęcają do głębszego namysłu nad naszym stosunkiem do zwierząt. Ale skoro św. Hubert, który zrezygnował w pewnym momencie pod wpływem spotkania z naszym Panem z zabijania zwierząt, czczony jest jako patron myśliwych, to o czym my mamy mówić. A o św. Franciszku mówi się już coraz mniej. Mógłby nas zawstydzić, on chrześcijanin 
- nas chrześcijan, swoją wrażliwością wobec zwierząt, także tych przeznaczonych na mięso czy futra. 
Może ktoś wreszcie wyjaśni, jak wierzący powinni traktować naturę, bo biblijny nakaz czynienia sobie ziemi poddaną traktujemy jak obowiązek jej dewastowania i zadawania cierpienia istotom niższym od nas. Rozumiem, że katolicka powściągliwość w tej dziedzinie bierze się często z chęci przeciwstawienia się lewicowym, doktrynerskim tendencjom traktowania zwierząt lepiej od ludzi. Refleksja o ich ochronie przybiera tu często kształt patologiczny. Zwierzę w tym myśleniu jest lepiej chronione od na przykład nienarodzonych dzieci, co jest dewiacją umysłową wysokiego kalibru. Ale jakiś mądry namysł nad naszymi, wypływającymi z przesłania biblijnego, obowiązkami wobec zwierząt, istot w końcu odczuwających ból tak samo jak my, bardzo by się nam przydał. Tymczasem nierzadko spotykana komitywa duchownych (nie tylko o. Rydzyka) z myśliwymi lub przemysłowymi eksterminatorami norek budzi obrzydzenie i odpycha ludzi od Kościoła. Może gdyby nam wszystkim kazano mieszkać w pobliżu ubojni albo fermy zwierząt futerkowych i codziennie słuchać dochodzących stamtąd krzyków rozpaczy i wdychać płynący stamtąd zapach, byśmy się w końcu opamiętali.

 Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości