W maju płocki Sanepid pobierał próbki ze wszystkich rzek i jezior regionu, by zbadać, czy zbiorniki wodne zostaną dopuszczone do kąpieli. Na 1 czerwca zaplanowano wydanie komunikatu z listą miejsc, w których kąpiel będzie dozwolona. Czy na tej liście znajdzie się, popularny wśród turystów, zbiornik wodny w Soczewce? Zdaniem Roberta Zalewskiego, właściciela małej elektrowni wodnej, zbiornik w Soczewce absolutnie nie powinien zostać przez Sanepid dopuszczony do kąpieli dla ludzi. – To jezioro umiera – mówi. – A jego śmierć rozpoczęła się od zamknięcia oczyszczalni ścieków w Soczewce. Mało kto wie, że taka oczyszczalnia była i działała. Teraz gmina wydaje pieniądze nie wiadomo na co, a o ponownym uruchomieniu oczyszczalni nikt nie mówi. Jestem pewien, że w tym roku na plażach i wypływach, wczasowicze będą się kąpać między nieczystościami. Ja stale znajduję na brzegu rury odpływowe z ośrodków wczasowych, z szamb należących do tych, co mieszkają przy jeziorze, którzy swoje nieczystości wylewają wprost do wody. Zbiornik wodny w Soczewce ma nieuregulowaną sytuację prawną. Leży na terenach należących do Nadleśnictwa Łąck. Jest to zbiornik zaporowy, który przed laty służył tylko i wyłącznie elektrowni i fabryce papieru. Na tym terenie, na początku XIX wieku był jeden z największych zakładów przemysłowych, który czerpał wodę właśnie ze zbiornika. Na zbiorniku, o którym wszyscy w skrócie mówią jezioro, usytuowana jest zapora czołowa, która leży w gestii wójta gminy Nowy Duninów i prywatna elektrownia wodna. Gospodarką rybacką zawiaduje Polski Związek Wędkarski, okręg płocko – włocławski. – Każdy odpowiada za swój dział, nie ma nikogo, kto mógłby ogarnąć całość. – tłumaczy Grzegorz Zięba ze Starostwa Płockiego. – Inne jeziora mają regulacje prawne, to niestety nie. Ale nie powiedziałbym, że ono umiera. Owszem, przydałoby się wyposażenie tych terenów w sieć kanalizacyjną, ale to przyszłość. W tej chwili inwestycja jest na etapie wydawania pozwolenia na budowę, a w przyszłości zostanie podłączona do kanalizacji miejskiej. Wspomniana oczyszczalnia ścieków była prywatna, należała niegdyś do ośrodka wypoczynkowego Almaturu. Gmina nic nie może zrobić, by działała nadal. – Soczewka nie ma kanalizacji gminnej, każdy mieszkaniec musi zawierać indywidualne umowy na wywóz nieczystości – wyjaśnia Hanna Bieńkowska, inspektor ds. gospodarki komunalnej Urzędu Gminy Nowy Duninów. – My tylko weryfikujemy, czy wszyscy mają rachunki. Z żadnym z mieszkańców Soczewki nie było większych problemów, wszyscy mieli dokumenty na odprowadzane ścieki. Z tego stwierdzenia wynika jasno, że mieszkańcy Soczewki działają zgodnie z prawem, wywożą nieczystości ze swoich posesji i nikt nie zrzuca ich do zbiornika wodnego. A jednak wypływające z jeziora rzeczki są zanieczyszczone, po prostu śmierdzą. Najbardziej niezadowoleni są właściciele posesji, położonych wzdłuż rzeczek, którzy narzekają, że właściciel elektrowni wodnej spuszcza za mało wody, przez co jest ona śmierdząca. Nikt nawet nie chciał słyszeć o tym, że mógłby wypuszczać do nich ścieki. Działają zgodnie z prawem, a problemem jest pewnie tylko niski stan wody. Zdanie właścicieli ośrodków potwierdza Bolesława Żurańska, kierownik Działu Inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. – Osoby, które kontrolowaliśmy, mają wszystkie potrzebne dokumenty, potwierdzające wywóz nieczystości z posesji. W niektórych przypadkach skierowaliśmy drobne zalecenia pokontrolne, porządkowe, ale muszę powiedzieć, że rzadko się zdarza, żeby wszystkie dokumenty były w takim porządku. Z kilku miejsc wzięliśmy próbki do analizy, ale okazuje się, że to tylko woda gruntowa. Dobry czy zły plan ratunku dla jeziora Ze sprawdzonych przez nas wątków wynika jasno, że elektrownia wodna nie może działać zgodnie ze swoim operatem wodno – prawnym, w rzeczkach jest zbyt mało wody, by normalnie funkcjonowały, mieszkańcy Soczewki wywożą swoje nieczystości i mają na to dowody, dlaczego więc jest tak źle, skoro jest tak dobrze. Szukając winnego całego tego problemu, natrafiliśmy na suszę. Brak opadów sprawił, że mniej jest wody w zbiorniku, mniej można jej spuszczać do rzeczek, a nic zupełnie nie zostaje dla elektrowni wodnej. Janusz Flaszyński, kierownik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, Inspektorat we Włocławku, potwierdza wyniki naszego śledztwa. – My przede wszystkim przeprowadzamy kontrole pod kątem pozwoleń wodno – prawnych i przepływem nienaruszalnym, który opisany jest w operacie wodnym – dowodzi. – Rzeczywiście, w ostatnich latach panuje susza i wiele zbiorników wodnych nie jest wypełnionych do końca. Kontrolujemy, czy w przypadku wyschniętych małych cieków, woda nie płynęła i czyja to wina. Przepływ nienaruszalny to świętość, jak sama nazwa wskazuje, musi być utrzymany, nawet jak nie ma wody. Elektrownia może zagospodarować tylko nadwyżkę. Problem w tym, że wielkość przepływu była określana przed laty, kiedy była inna gospodarka wodna w kraju i teraz należałoby wiele z nich skorygować. – Może w przypadku Soczewki określony został za duży przepływ i teraz właściciel elektrowni ma problemy z ilością wody, możliwą do zagospodarowania – zastanawia się J. Flaszyński. – Ale faktem jest, że jeśli z jakiegoś ośrodka nielegalnie zrzucane są ścieki, nawet może to być tylko deszczówka, to w małych ściekach od razu widać zanieczyszczenie. Jeśli można byłoby więcej wody zrzucić z jeziora, wtedy ona wymieszałaby się ze ściekami i nikt by nie odczuwał smrodu. Zalewski bardzo chętnie zmieniłby operat wodny, ale pozwolenie na korzystanie ze zbiornika na następne 10 lat uzyskał w ubiegłym roku. – Nikt mi wtedy nie mówił, że można zmniejszyć przepływ nienaruszalny – twierdzi. – Zresztą i tak pewnie nie mógłbym tego zrobić, bo to są ogromne koszty, a dziś to nawet dla mnie nie jest możliwe. Ja ledwo wiążę koniec z końcem, nie mam już sił, ani pieniędzy na walkę. W czasie wakacji okaże się, czy jezioro jest czyste, czy będzie można się w nim kąpać. Zdaniem właściciela elektrowni, na pewno nie. – Niech ktoś nie myśli, że problemem jest tylko czystość wody – mówi. – Moja elektrownia może pracować nawet na gęstych ściekach, więc teoretycznie jest mi obojętne, czy woda w zbiorniku będzie czysta czy nie. Warto byłoby się jednak przyjrzeć planom ratowania jeziora. Moim zdaniem są bez sensu. Plan przewiduje napowietrzanie, specjalne maty i użycie drogiego sprzętu. Moim zdaniem to niepotrzebne. Jezioro jest przepływowe, więc wystarczy, by zatrzymać dopływ ścieków, a ono samo się oczyści. Zawsze najlepiej leczyć przyczyny, a dopiero ewentualnie skutki. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze