Rafał Sisicki loguje się na płockiej scenie po raz trzeci. Tutaj zrobił z powodzeniem swój dyplom reżyserski („Opowieść wigilijna” wg Dickensa utrzymuje się w repertuarze od lat) i przypomniał głośną w międzywojniu „Rodzinę” Słonimskiego. W październiku na Dużej Scenie prapremierę miały jego autorskie „Martwe dusze 2.0 czyli Cziczikow loguje się ponownie”, luźno inspirowane powieścią Gogola.
Czytając tekst scenariusza, zastanawiałam się, po co reżyserowi Gogol, gdy sam byłby w stanie napisać sztukę o internecie, mediach społecznościowych, lajkach i kryptowalutach. Jednak z Gogola wziął oryginalne nazwiska, charaktery, sceny sytuacyjne i wyobraziwszy sobie współczesnego Cziczikowa, teatralną opowieść nieco zagmatwał.
Cziczikow „2.0” to fachowiec od wizerunku, który z każdego produktu (osoby, zdarzenia) zrobi sensację osiągającą w necie miliony like’ów i odsłon. Jego firma specjalizująca się w „zmienianiu narracji” musiała mieć się bardzo dobrze, skoro i on osiągnął status celebryty. Reżyser puszcza do widzów oko, każąc nam razem z fotoreporterami oczekiwać efektownego pojawienia się Cziczikowa w teatralnym foyer. Bohater grany przez Jakuba Matwiejczyka wysiada z filmowej limuzyny nie gorszej od samochodów prawdziwego influencera Buddy, chwilę siedzi wśród widowni, przyznaje, że „kłamał zawodowo”, ale jakby swoją działalność zawiesił. Pojawiający się zagadkowy Cień (Marek Walczak) przypomina mu, że w dzisiejszych czasach nie liczy się prawda ani racja tylko obecność. Zyski mogą przynosić nawet martwi kreatorzy profili, bo profile nie umierają, a „przyszłość należy do tych, którzy potrafią ją nazwać i zapisać w odpowiedniej aplikacji”. Cień rzucający też ironiczne pytania – twierdzenia w stronę widowni sprawia, że skuszony Cziczikow loguje się ponownie. Choć wypalony zawodowo i znudzony – jeszcze raz podejmuje wyzwanie. Zaczyna skupować profile. W dialogu ze sztuczną inteligencją poznaje gusta i potrzeby potencjalnych dostawców. Przez jego pokój (ciekawy mapping autorstwa Roberta Parzychowskiego) przechodzą jak w Różewiczowskiej „Kartotece” liczący na zysk sprzedawcy profili z różnych środowisk: Koroboczka (Grażyna Zielińska), woląca gotówkę niż BitPole, i Maniłowa (Magdalena Tomaszewska), która ma nadzieję, że ktoś dostrzeże jej kobiecość. Tłem dla tego barwnego korowodu jest tym razem efektowna, rzadko oglądana biała scena (kostiumy i scenografia Krzysztof Małachowski).
Cziczikow odnosi sukces – od politycznego gremium, które buduje nowe miasto, dostaje trzymilionowy grant, na jego cześć odbywa się bal, w którym udział biorą Damy (Magda Kuśnierz-Komarnicka, Paula Stępczyńka) i Kawaler (Aleksander Maciejczyk) – twórcy angażujących odbiorców treści wizualnych zwiększających zasięgi. Wszyscy zachwyceni (oprócz Nozdriowa – Szymon Cempura) budują Polskę 2029. Aż nagle martwe profile zaczynają domagać się haseł i życia. I choć Cziczikow krzyczy, że to tylko stworzony przez niego kod, zostaje wymazany. Ostatnie słowo należy do AI. Z takim finałem zostawia nas reżyser i autor sztuki każąc rozmyślać, czy sztuczna inteligencja zastąpi człowieka i na co nam like’i w zaświatach.
Młodzi widzowie, z którymi oglądałam „Martwe dusze 2.0...”, reagowali żywiej tylko w scenie wygenerowanych przez algorytm gier komputerowych i utrzymanej w konwencji rapu piosence. Urodzeni po rewolucji cyfrowej, której zatrzymać już nie można, spędzają godziny z komórką w ręku, ale wiedzą co się klika i podchodzą do tego krytycznie.
Mocno rezonujący z naszą współczesnością spektakl warto obejrzeć. Nigdy dość edukacji i fundamentalnych nie-wirtualnych pytań, gdzie jest prawda. Czy w realu, na widowni, czy wykreowanej przez elektronikę historii Cziczikowa.
Fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze