Na okładce widnieje fotografia Wzgórza Tumskiego z przystanią u stóp. Wyjęta ze zdjęcia łódka to symbol bohaterów książki, którzy przybyli do Płocka i zostali tu na zawsze?
To pomysł Jacka Czuryło i Zbyszka Chlewińskiego, tak samo tytuł książki. Utrafili w sedno, choć przymiarek było kilka, lecz Jurek Skarżyński, prezes Stowarzyszenia Starówka Płocka – pomysłodawca wydania książki, który znalazł także sponsorów, kręcił nosem na wcześniejsze propozycje okładki.
Album powstał z okazji 20-lecia zapoczątkowanej przez Stowarzyszenie Starówka Płocka i „Gazetę Wyborczą” kwesty na renowację zabytkowych nagrobków na płockich nekropoliach nazwanej „Ratujmy Płockie Powązki”. Jak dobierałyście bohaterów?
Przede wszystkim chciałyśmy opisać sylwetki osób, których nagrobki zostały odnowione po 2007 roku, gdyż wcześniejsze realizacje omówiła Dorota Zaremba w publikacji „Pamięć ocalona”. Druga selekcja nastąpiła po przejrzeniu wstępnych informacji. Wybrałyśmy osoby, o których było wiadomo, że jest trochę materiału i zdjęć, i dzięki temu będziemy miały osnowę do napisania opowieści. Jednak w kilku wypadkach musiałyśmy się zmierzyć ze skromną dokumentacją. I dlatego napisanie tej książki było sporym wyzwaniem.
Czy to przypadek, że autorkami szkiców są wyłącznie panie?
Czysty przypadek. Z Mileną Gurdą-Jaroszewską i Małgosią Białecką współpracowałam przy przygotowaniu i pisaniu „Portretów płocczan”, a potem w „Życiu Płocka”, z Mileną także wcześniej w „Gońcu Obywatelskim”. To wspaniałe pióra dziennikarskie, chociaż koleżanki od lat nie są związane z tym zawodem. Napisały wspólnie książkę o prezydencie Andrzeju Drętkiewiczu. Dlatego od razu pomyślałam o nich, gdyż zdałam sobie sprawę i powiedziałam o tym Jurkowi Skarżyńskiemu, że sama nie jestem w stanie opisać tylu postaci. Krystynę Grochowską-Iwańską i Ewę Horodyską-Gizińską poznałam dopiero przy tym projekcie i bardzo się z tego cieszę. To prawdziwe perfekcjonistki. Pani Krystyna ma ogromną wiedzę na temat zasobów Archiwum Państwowego w Płocku. Pracowała w nim 14 lat, napisała sporo artykułów naukowych, książki, katalogi, choćby katalog do wystawy o prezydentach Płocka do 1939 roku. Poza tym jest tłumaczem przysięgłym z języka rosyjskiego, co okazało się bardzo pomocne przy wertowaniu archiwaliów w języku rosyjskim. Zawsze służyła mi pomocą, radą i chętnie przekazywała informacje, o których nie miałam pojęcia.
Pani Ewa Horodyska-Gizińska jest pracownikiem dydaktycznym Politechniki Warszawskiej w Płocku, ponadto tłumaczem przysięgłym języka angielskiego i francuskiego, członkiem TNP, publikuje artykuły naukowe. A z Tobą – znaną i utytułowaną płocką dziennikarką i pisarką – znamy się od czasów Jagiellonki. Twój rozdział o Adamie Pankowskim z książki „Szara legenda” spadł nam z nieba. Nie chciałyśmy wyważać otwartych drzwi, skoro Ty, jako jedyna autorka, rozmawiałaś z nim kilka razy. My takiej szansy nie miałyśmy, gdyż nasi bohaterowie żyli na przestrzeni dwóch wieków, poczynając od 1801 roku.
W publikacji „#PrzystanekPłock. Czas życia - czas cmentarzy” jesteś autorką kilkunastu biogramów. Z którą z postaci mogłabyś się zaprzyjaźnić? Kto odnalazłby się w dzisiejszym pandemicznym krajobrazie?
Dobre pytanie. Z każdym z bohaterów mogłabym się zaprzyjaźnić, bo każdy jest inny, lecz mają dużo wspólnego – nie przeszli obok życia, działali do ostatnich chwil w społeczności, z którą byli związani i oni „chorowali” na Polskę. Sądzę, że szczególnie mogłabym się zaprzyjaźnić z panią Haliną. Mamy wspólne cechy – pracowitość (nie wiem, czy to dobra cecha, ponoć „głupich robota kocha”) i dociekliwość. Ona tak długo drążyła jakiś temat, że dopięła swego, choćby w sprowadzeniu do Płocka wielu eksponatów do muzeum TNP. Zaszczytem dla mnie byłaby przyjaźń z Marią i Władysławem Płoskimi, z racji wyznawanych przez nich wartości, które wpoili swoim dzieciom i wnukom. Przecież nieprzypadkowo zaprzyjaźniłam się w stolicy z Zofią Włodek, ich wnuczką. „Nadajemy” obie na tej samej fali.
Na pewno w dzisiejszym pandemicznym krajobrazie odnalazłby się prałat Lasocki, zawsze był skuteczny w działaniu, chociaż wiele ryzykował. Podobnie Szymon Kossobudzki w Brazylii. Obaj nigdy nie mówili – „nie mam czasu, nie podejmę się tego”. Prałat wprawdzie przeżył krótkie załamanie nerwowe, lecz był niezłomnym człowiekiem.
W wydanej w 2006 roku książce „Jagiellończyków biografie niepospolite” śledziłaś losy płocczan z urodzenia. Wielu bohaterów „#PrzystankuPłock” to płocczanie z wyboru. Jak się czułaś w roli redaktora, który musi poskładać ponad trzydzieści opowieści o ludziach i osobowości kilku autorek, które opracowały ich biografie?

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze