Być może jeszcze w tym roku rozpocznie się budowa obwodnicy gostynińskiej. Być może, bo musi ją poprzedzić wywłaszczenie i wykup gruntów pod inwestycję. Tymczasem do tej pory ich właściciele nie wiedzą, na czym stoją: inwestor, czyli Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad do tej pory nie zorganizowała żadnego spotkania. Ale to nie wszystko. Wprawdzie są już w tej sprawie pierwsze jaskółki, bo na gruntach pojawiali się tajemniczy panowie, którzy zaczynają mierzyć i liczyć, ale nie chcą się legitymować.
– W maju ubiegłego roku pojawił się człowiek, który poinformował mnie, że będzie zajmował się sprawami związanymi z wywłaszczeniem gruntów pod obwodnicę. Poprosiłem, żeby się wobec tego wylegitymował: przecież muszę wiedzieć, kto i dlaczego mierzy grunty, które są moją własnością. Miał przyjść i pokazać papiery. Nie zrobił tego, więc zabroniliśmy mu chodzenia po naszej ziemi. Potem w sierpniu ktoś fotografował okolice. Ostatnio pojawił się kolejny pracownik. Żaden z nich nie pokazał uprawnień do wykonywanych czynności – narzeka mieszkaniec ul. Kolonia w Gostyninie, położonej w okolicach zakładów Elgo.
Mieszkańcy gruntów, na których niebawem ma powstać obwodnica nie wiedzą, kiedy zacznie się wykup, ani ile dostaną za ziemię. Nie było ani wspólnego spotkania na ten temat, ani oficjalnego pisma z GDDKiA Oddział w Warszawie, który nadzoruje te sprawy. Jedynie obietnica jednego z tajemniczych panów, że okaże się stosownymi uprawnieniami do wykonywania czynności na gruntach pod obwodnicę.
W warszawskim oddziale Generalnej Dyrekcji dowiedzieliśmy się, że na razie trwają prace przygotowawcze do wykupu. Zadanie wykupu części gruntów przewidziane jest na rok bieżący. Wykup jeszcze się nie rozpoczął. Czemu pracownicy „krajówki” nie okazują się potrzebnymi dokumentami?: – Nie wiem, powinni je mieć – słyszymy.
Burmistrz Gostynina Włodzimierz Śniecikowski obiecuje, że jeśli tylko będzie taka potrzeba, udostępni pomieszczenie na spotkanie z „krajówką” i właścicielami gruntów. Uważa, że ci ostatni się niecierpliwią, ponieważ jak najszybciej chcieliby ujrzeć pieniądze.
Tak czy inaczej właściciele gruntów chcieliby jednak wiedzieć, z kim i dlaczego mają do czynienia. Zachowanie pracowników „krajówki” wydaje się być co najmniej niezrozumiałe: – Nie będziemy ich wpuszczać na nasze posesje, jeśli nie dowiemy się, kogo reprezentują – zapowiadają gostynianie.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze