Polityczne wybory ławników
Jakie kryterium kierowało radnymi podczas dyskusji nad wyborem ławników do poszczególnych organów Sądu? Ja spełniłam bowiem wszystkie kryteria, ale odpadłam. W publikacji, która przeczytałam w Tygodniku Płockim była informacja, że wybory ławników to szansa dla osób bezrobotnych. Tymczasem czytam listę w waszej gazecie i widzę, że przeważają na niej osoby pracujące, byli radni, dyrektorzy. Mam wrażenie, że zastosowano klucz partyjny, przeważały koterie a przecież Sąd ma być apolityczny i niezawisły. Czy Tygodnik nie zechciałby zapytać o te kwestie Prezesa Sądu Okręgowego w Płocku?Limit do lekarza wyczerpany...
Od lekarza pierwszego kontaktu otrzymałam skierowanie do specjalisty gastrologa. Jest połowa listopada. Dzwoniłam w 3 miejsca, które poleciła mi moja przychodnia na ul. Jasnej. Wszędzie otrzymywałam mniej więcej taką odpowiedź: “My już nie zapisujemy, nie mamy terminów. Poza tym limit przyjęć został wyczerpany”. Tyle piszecie o staraniach służby zdrowia o poprawę swojego wizerunku u pacjenta, a ja nie widzę żadnej różnicy pomiędzy Funduszem Zdrowia i Kasą Chorych. I tak pacjent musi za wszystko zapłacić: czy to w szpitalu czy prywatnej przychodni.
Dla kogo sygnalizacja?
W Płocku na skrzyżowaniu ulic: Miodowa, Tysiąclecia, Łukasiewicza funkcjonuje jedyny w mieście sygnał dźwiękowy na przejściu dla pieszych. Zastanawiam się, dlaczego akurat w tym miejscu. Nie widzę w tym większego sensu, bo ruch taki jak wszędzie indziej a obok nie ma ani szkoły, ani dzieci, ani niewidomych. Mieszkam w bloku obok i czasami to cholery (przepraszam za to wyrażenie) można dostać od tego pikającego sygnału. Czy można coś z tym zrobić?
Od redakcji: zamieszczamy tę opinię Czytelnika, ale się z nią nie zgadzamy...
Przycinanie czy wycinanie?
Do tej pory były w mieście dwa okresy, w których podcinało się drzewa. Tymczasem w Płocku wygląda na to, że drzewa podcina się całym rokiem. Widać to szczególnie na takich osiedlach jak Dobrzyńska czy Bielska. Są też takie dzielnice, gdzie drzewa się po prostu wycina! Ostatnio 2 drzewa padły pod akademikiem. Z jakiego powodu? A swoją drogą moje wątpliwości budzi sposób przycinania. Bo po tym zabiegu zostają w Płocku w zasadzie kikuty drzew a nie drzewa. Na starych pocztówkach można oglądać Płock jako miasto ogrodów i zieleni. Na nowych podobne jest do pustyni.
Niebezpieczne przejście
Chciałbym uczulić służby miejskie, drogowców i policjantów na wyjątkowo niebezpieczne przejście dla pieszych. Pewnie policjantom jest ono doskonale znane, bo zanotowano w tym miejscu kilka wypadków, w tym także śmiertelne. Niestety, mimo tych przykrych wydarzeń, nic (albo prawie nic) się w tym miejscu nie zmienia. Mam na myśli przejście dla pieszych na ul. Piłsudskiego, tuż obok Liceum Społecznego. Przechodzi tamtędy, przez oba pasy jezdni oddzielone trawnikiem, mnóstwo osób, szczególnie lekkomyślnej młodzieży. Niby droga prosta, ale pieszych widać dopiero tuż przed przejściem. Ostatnio sam miałem taki przypadek, że zauważyłem ich dopiero, kiedy weszli na jezdnię; nie widziałem momentu, kiedy zbliżali się do przejścia. Tylko dobre hamulce pozwoliły wszystkim wyjść cało z tej niebezpiecznej sytuacji, chociaż samochodem moim zarzuciło tak, że stanąłem bokiem do przejścia. A swoja drogą piesi też mogliby trochę pomyśleć. Nawykiem (niestety bardzo złym) stało się ostatnio wymuszanie pierwszeństwa. Piesi wychodzą na ulicę tuż przed samochodem wychodząc z założenia, że na przejściu są nietykalni, bo tak przecież stanowią przepisy. Tymczasem, gdyby niektórym nie brakowało wyobraźni, zrozumieliby, że jeszcze latem, przy dobrych warunkach, można się zatrzymać z piskiem hamulców, ale jesienią jezdnia przypomina taflę lodową. O wypadek nietrudno!
Za ciężki tornister
Tyle się mówi i pisze o zbyt ciężkich plecakach szkolnych, które nasze dzieci muszą sobie codziennie zakładać na ramiona. Tyle się mówi i pisze o następstwach takiego traktowania dziecięcego kręgosłupa. Ze 2-3 miesiące temu jedna z płockich gazet poświęciła temu tematowi całą kolumnę. Dyrektorzy szkół wypowiadali się, że uczynią wszystko, żeby ta sytuacja uległa zmianie. Że będą uczulać nauczycieli, że będą zwracać uwagę dzieciom, które noszą niepotrzebne książki czy zeszyty. I co się od tego czasu zmieniło? Dosłownie nic. W dalszym ciągu moja córka (V klasa szkoły podstawowej) co drugi dzień każe mi przekornie sprawdzić wagę swojego tornistra. Kiedy zaskoczony próbuję jej wmówić, że zapewne zabrała mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, wyjmuje książki z teczki i udowadnia, że to wszystko kazano jej przenieśc ze sobą. Myślę sobie, że z tej sytuacji nie będzie wyjścia do tego czasu, aż rodzice (a nie nauczyciel związany w różny sposób z rozprowadzającymi podręczniki), nie będą mieli decydującego wpływu na to, który zestaw podręczników kupić. Tylko czy takie rozwiązanie ma szanse urzeczywistnienia?
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze