Tydzień temu jedna z płocczanek trafiła do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego na Winiarach. Straciła chwilowo przytomność w domu. Rodzina zdecydowała, że w tej sytuacji niezbędna jest konsultacja lekarska. – Synowa trafiła do szpitala o godzinie 11.00. Zanim wykonano wszystkie badania, minęła godzina 19.00. Niczego nie mogłyśmy się dowiedzieć. Na co czekamy, czy będą wykonywane jakieś badania, totalna znieczulica i opieszałość! – relacjonowała zbulwersowana kobieta. Nie jest to jedyny przypadek. W ostatnim czasie do naszej redakcji dotarło wiele sygnałów, że pacjenci oczekujący w SOR spędzają długie godziny, zanim o ich dalszym losie zdecyduje lekarz konsultant. – Szczęście w nieszczęściu chyba mają tylko ci, których przywozi tu karetka – dodają poddenerwowani rozmówcy. Ogólne rozdrażnienie pacjentów nie dziwi. Do SOR trafiają przecież pacjenci, którzy nie mogą otrzymać pomocy u lekarzy pierwszego kontaktu w podstawowej opiece zdrowotnej. – Myślałam tylko o tym, żeby w końcu przestało mnie boleć. To był prawdopodobnie atak trzustki. Silny ból w okolicy brzucha i żołądka nie pozwalał mi się ruszać. Siostra na siłę zawiozła mnie do szpitala. I tak naprawdę nie wiem, po co. Mimo, że nie było tłoku na poczekalni, dopiero po godzinie zajął się mną lekarz. Jeszcze później dostałam kroplówkę. Po czterech godzinach wróciłam do domu, dziękowałam opatrzności, że nie dolegało mi nic poważniejszego – opowiadała kolejna z naszych rozmówczyń. Wielu skarg i żalów ze strony pacjentów można by uniknąć, gdyby personel informował ludzi o tym, że wykonanie niezbędnych badań może potrwać kilka godzin. dokończenie na str. 4 dokończenie ze str. 1 Naszym zdaniem problemy, na które skarżą się pacjenci wynikają po części ze złej organizacji pracy w szpitalu, w efekcie której nie ma właściwego przepływu informacji pomiędzy Izbą Przyjęć a lekarzami poszczególnych oddziałów. – Cóż z tego, że mojego tatę przywiozło na Izbę Przyjęć pogotowie – opowiada jeden z czytelników. – Była godzina 17.00, oczywiście pracownicy SOR zrobili wszystko, co należało do ich obowiązków. Mój ojciec, który przeszedł już jeden udar, a niektóre okoliczności wskazywały na niebezpieczeństwo kolejnego, musiał być jednak zbadany przez specjalistę neurologa. Ten jednak zszedł z odcinka na dół dopiero o 21.00, a tatę zbadał o 22.30... Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale czy to normalne, żeby na właściwego lekarza czekać tyle godzin? W międzyczasie na izbie także na neurologa czekał mój sąsiad z chorą matką. Czekali o dwie godziny dłużej, bo od 15.00. Co ciekawe, nie trzeba było wykonywać żadnych dodatkowych badań, potrzebne było jedynie spotkanie z lekarzem konsultantem. Czy zejście z któregoś piętra na dół może zajmować 4- 6 godzin? Krzysztof Gogolewski, lekarz naczelny Szpitala Wojewódzkiego na Winiarach próbując ocenić całą sytuację, uważa, że sprawa jest złożona. Aby właściwie odnieść się do niej musiałby znać dokładnie każdy ze spornych przypadków. Przyznaje, że często pacjenci Szpitalnego Oddziału Ratunkowego muszą kilka godzin czekać, ale jest to niejako wpisane w charakter tego oddziału, jest wynikiem przeprowadzenia niezbędnych, dokładnych badań. – Bywa oczywiście i tak, że pewne sytuacje nie są w żaden sposób usprawiedliwione i nie znajdują wy-tłumaczenia. Staramy się, aby pacjenci nie byli na takie okoliczności narażani, a wszelkie wątpliwości i zastrzeżenia zostały wyjaśnione. Oczywiście niedopuszczalna jest sytuacja, aby w SOR przebywał pacjent, który wymaga natychmiastowej hospitalizacji – powiedział Krzysztof Gogolewski. Nieco inaczej wygląda sytuacja, kiedy na izbę przyjęć trafiają pacjenci, których trzeba zdiagnozować, ocenić czy pobyt w szpitalu jest konieczny, wykonać badania. Krzysztof Gogolewski przyznaje, że faktycznie pacjentów może denerwować brak wyjaśnienia ze strony lekarzy, informacji o tym, że cała medyczna procedura może trwać kilka godzin. – Oczekiwanie na konsultację, czy czasami kilka konsultacji rzeczywiście jest męczące. Ale bywa tak, że pacjent musi być zbadany przez kilku specjalistów, bo nie zawsze sytuacja jest jednoznaczna. Bez wchodzenia w szczegóły, ale jednak chcę zwrócić uwagę na to, że czasami jest potrzeba wykonania badań laboratoryjnych, na wyniki których czeka się godzinę, bo taka jest procedura ich przeprowadzania. Jeżeli dołączy się jeszcze Usg, tomografię, Rtg, to czas na to, by lekarz mógł mieć informację o stanie pacjenta, rzeczywiście wydłuża się. Ale to jest warunek pełnej diagnozy – wyjaśnia Krzysztof Gogolewski. W ostatnim czasie szpital zwiększył zatrudnienie w SOR. Na dyżurach przedpołudniowych pacjentów przyjmuje trzech lekarzy, po południu dwóch (w tym jeden w poradni urazowej), plus lekarze specjaliści z oddziałów, którzy przychodzą na konsultacje. Co do wielkości zatrudnienia na dyżurach popołudniowych i lekarz naczelny i dyrektor szpitala Stanisław Kwiatkowski przyznają, że jest to może faktycznie mało. Tu jednak problem rozbija się o kwestie finansowe. Na odczuwalne zwiększenie zatrudnienia w SOR szpital potrzebowałby więcej pieniędzy.
Wyższy kontrakt, lepsza usługa – Jedyną szansą jest zwiększenie kontraktu dobowego. Cały czas apelujemy do Narodowego Funduszu Zdrowia, że niezbędne jest zwiększenie stawki za dobową gotowość Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – wyjaśnia Stanisław Kwiatkowski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala zespolonego na Winiarach. Obecnie stawka ta w przypadku płockiego szpitala, świadczącego opiekę dla dwustu pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców, wynosi pięć tysięcy sześćset złotych. Dla porównania w przypadku szpitala w Siedlcach (czterdzieści pięć tysięcy pacjentów) stawka ta wynosi około ośmiu tysięcy, podobnie dla szpitala w Radomiu i siedem tysięcy w przypadku szpitala ciechanowskiego. – Z myślą o zapewnieniu pacjentom komfortu i lepszych warunków, występujemy do NFZ o to, aby ta stawka była w szpitalu płockim, jeżeli nie wyższa, to chociaż porównywalna ze stawkami w tych sąsiednich szpitalach. To jest jedyny warunek zwiększenia zatrudnienia i docelowo dalszego usprawnienia funkcjonowania SOR. Mamy ogromną nadzieję na to, że nasze apele zostaną wzięte pod uwagę, bo ubolewam, że zdarzają się sytuacje, w których pacjenci są narażani na takie czy inne niedogodności – powiedział Stanisław Kwiatkowski. W ciągu dnia do płockiego SOR trafia około dwustu chorych. Czasami bywa tak, że naraz załatwianych jest dwudziestu pacjentów. – W tej sytuacji, dwóch dyżurujących lekarzy, ma ogrom pracy. A przez cały czas przybywają kolejni pacjenci. Przy trwającym kilkadziesiąt minut czasie oczekiwania na wyniki niektórych badań, można określić ile może trwać pobyt jednego pacjenta. Często bywa tak, że zachodzi potrzeba wykonania kilku badań, przeprowadzenia kilku konsultacji – wyjaśnia dyrektor Kwiatkowski. Przykładowo u pacjenta, który trafia do SOR z bólem klatki piersiowej, czas pobytu w szpitalu z pewnością będzie sięgał kilku godzin. Po pierwszym Ekg, pacjent czeka na kolejne, kontrolne, które wykonuje się dopiero za cztery – pięć godzin. – Lekarz musi mieć pewność co do decyzji czy pacjent ma być hospitalizowany, czy jego stan pozwala na to, aby wrócił do domu. Pełen obraz sytuacji może jednak uzyskać dopiero po przeprowadzeniu wszystkich niezbędnych w danym przypadku badań. To niestety trwa. Staramy się robić je jak najszybciej, ale w pewnych sytuacjach oczekiwanie jest konieczne dla dobra pacjenta – dodaje Krzysztof Gogolewski. Chorzy oczekujący długimi godzinami w izbie przyjęć na ogół nie skarżą się na opiekę miejscowego personelu pielęgniarskiego czy lekarskiego. Chcą tylko, by upragniony lekarz konsultant wreszcie zszedł z piętra na dół. Jak widać, nie możemy im tego obiecać. Polecamy na osłodę serialową Leśną Górę, w której dr Kuba biegnie natychmiast do trudnego przypadku na izbie przyjęć. Teresa Radwańska-Justyńska Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze