Wydawało się nieprawdopodobne, aby duży statek pasażerski pływał z Warszawy do Gdańska po dzikiej i nieuregulowanej Wiśle w cyklicznych rejsach. Chopin w Płocku? Temu też nikt nie chciał wierzyć. A jednak przypłynął 5 kwietnia na płockie nabrzeże ekskluzywny statek pasażerski z blisko czterdziestoma pasażerami na pokładzie, którzy za siedmiodniowy rejs z Modlina do Gdańska bez wahania zapłacili nawet do 2500 euro! Byli to Niemcy, Brytyjczycy i Amerykanie. Tacy bogaci turyści będą się pojawiać w naszym mieście kilka razy w miesiącu. Teraz mocno główkować muszą osoby odpowiedzialne za promocję w naszym mieście, by sukces wynikający z przyjazdów zagranicznych turystów odpowiednio zdyskontować.
Jest to ogromne wydarzenie, ponieważ od blisko trzydziestu lat ruch na rzece praktycznie zamarł. Wielu się obawiało, że obecnie jest to wręcz niemożliwe, bo królowa polskich rzek jako jedyna w Europie zachowała swój dziewiczy, a przy okazji dziki charakter. Znalazła się jednak osoba, która doskonale zna Wisłę. Wyszogrodzianin Stanisław Pielaciński, doświadczony kapitan żeglugi śródlądowej pokonuje rzekę od przeszło 30 lat lodołamaczami i pchaczami. Dzięki niemu “Frederic Chopin” przetarł szlak. Obecnie Stanisław Pielaciński jest pilotem tego pływającego hotelu i dalej pomaga załodze sprostać wyzwaniom, jakie stawia rzeka. Kapitan podkreśla, że nie ma na Wiśle prostych odcinków dłuższych niż dwa kilometry. Brakuje też znaków nawigacyjnych, są płycizny, rzeka każdego dnia jest inna. Rejs przypomina czasami slalom od brzegu do brzegu, więc statek pływa zakosami.
Bez większych problemów można jednak dopłynąć z Gdańska do Warszawy, choć przy zmianie poziomu wody rejs musi zakończyć się w Modlinie. Niemieccy organizatorzy rejsów marzą o wycieczkach z Gdańska do Krakowa. Jeśli to będzie możliwe, to zapewne jeszcze nie w tym stuleciu. Jednak i tak dla turystów dzika Wisła to przyciągająca nowość, tym bardziej że mogą liczyć nie tylko na rejs, ale także na zwiedzanie po trasie kolejnych miast: Warszawy, Modlina, Płocka, Włocławka, Torunia, Bydgoszczy, Chełmna, Grudziądza, Korzeniewa, Tczewa i Gdańska.
- Głównie Niemcy uwielbiają takie wycieczki. Rejsy to ich sposób na spędzenie wolnego czasu, przy okazji zwiedzają wiele krajów, poznają ich kulturę. Luksusowe statki pływają po Dunaju i Odrze, a także po Bałtyku. Tylko do Wiednia przypływa 5 statków rzecznych - tłumaczy Dariusz Stankiewicz przedstawiciel i agent generalny niemieckiego armatora Petera Deilmanna Reedeaj, właściciela Frederica Chopina.
Kajuta z sejfem
Oczywiście nie każdego stać na rejs takim statkiem. Jest to bowiem pięciogwiazdkowy pływający hotel. Rejsy odbywają się wahadłowo w cyklu tygodniowym, na trasie Gdańsk-Warszawa. W soboty odbywają się podmiany pasażerów. Wsiąść na statek można tylko w Warszawie lub w Gdańsku. Vip-y mogą w ten sposób nie tylko podróżować, ale też np. organizować konferencje na rzece.
Najtańszy bilet za 7-dniowy rejs kosztuje 950 euro. Najdroższy - 4 tys. euro, za rejs 14-dniowy. Cena biletu zależy od klasy kajuty, ale w każdej jest telewizor, radio, sejf, barek, klimatyzacja i lodówka.
“Frederic Chopin” zbudowany został dwa lata temu w niemieckiej stoczni pod Magdeburgiem. -Jest to nowoczesny statek godny XXI wieku, ale utrzymany w stylu modernistycznym – przekonuje Dariusz Stankiewicz.
Z zewnątrz nie różni się wiele od tego typu jednostek pływających Jest długi na 83 metry, 9 i pół metra szeroki. Zanurza się nieco więcej niż metr. Płynie średnio z prędkością 17 km/h. Może nim podróżować 80 gości. Kwiecień cieszy się średnią popularnością turystów ze względu na swoją kapryśną aurę. Drugi rejs jest już jednak obłożony. Wiadomo już także, że w maju na statek wsiądą pierwsi polscy turyści. Statek obsługuje 20 osobowa załoga, głównie Niemcy i Czesi. Ale jest również czterech Polaków.
Bryza luksusu
Statek zwiedziliśmy podczas cumowania na płockim nabrzeżu. Już od wejścia powiało ekskluzywnością. Podłogi wyłożone miękkimi dywanami. Na ścianach stylowe obrazy i zdobione lustra, mnóstwo złoceń. Wszystko utrzymane w eleganckim stylu. Za recepcją kawiarnia, a w niej wyściełane fotele, rzeźbione stoliki. W sklepie z pamiątkami elegancka biżuteria i secesyjnie zdobione serwisy. Mały pluszowy miś kosztował aż 26 euro!
W restauracyjnym menu na obiad podawano owoce morza,
filety z czerwonego okonia, a na deser serek truskawkowy z sosem czekoladowo-rumowym.
- Nasi stewardzi są zobowiązani do najwyższej kultury i manier na najwyższym poziomie, muszą też znać imiona i nazwiska wszystkich gości. Dbamy o każdy szczegół, co się pasażerom bardzo podoba – przekonuje Dariusz Stankiewicz. Niemiecki kapitan statku Frank Baehring zaprosił wszystkich swoich gości na uroczystą kolację.
Podczas rejsu turyści, którymi są głównie osoby starsze, mogą leżąc na leżakach podziwiać piękno otaczającego krajobrazu z pokładu, wieczorem proponuje się im bar lub kawiarnię, gdzie gra pianista. Mogą też udać się do biblioteki, fryzjera, a w razie problemów zdrowotnych nawet do lekarza.
Po Płocku na rikszach
i z rycerzami
Statek każdego dnia zawija do kolejnego portu. Niespodzianką na płockim nabrzeżu był koncert młodzieży z orkiestry dętej z “Siedemdziesiątki”. Gości pierwszego rejsu powitał też wiceprezydent miasta Płocka – Tomasz Kolczyński.
Potem zwiedzali katedrę i choć był to poniedziałek, dzień w którym Muzeum Mazowieckie jest nieczynne, obejrzeli wystawę bogatych zbiorów secesji, jak również pokazy walk rycerskich na dziedzińcu. Na Starówkę pod Ratusz pojechali rikszami. Odwiedzili tu m.in. bardzo cenione przez Niemców sanktuarium Bożego Miłosierdzia.
- To wszystko dzięki władzom miasta, które wykazały daleko idącą pomoc, pomogły w nawiązaniu kontaktów z instytucjami, wskazały miejsca godne odwiedzin. Już w ubiegłym roku we wrześniu mieliśmy potwierdzoną gotowość do współpracy. Nie było tak łatwo w innych miastach – zaznaczył Dariusz Stankiewicz.
Co zrobić z turystą?
To dla Płocka świetna sprawa i dobra promocja. W mieście pojawią się w końcu zagraniczni turyści. Dzięki “Fredericowi Chopinowi”, który reklamuje się na targach turystycznych w Berlinie, atrakcje Płocka pojawią się m.in. w folderach reklamowych.
- Od lat czyniono starania, by w Płocku pojawiały się nad Wisłą statki pasażerskie, a także inne atrakcje. Nie wierzono, że “Frederic Chopin” przypłynie do Płocka, podobnie, że odbędzie się u nas Astigmatic. Tymczasem mamy duży potencjał. Nie musimy wymyślać niczego, żeby przyciągnąć turystów. Problem tkwi w tym, że nie potrafimy tego sprzedać ani odpowiednio udostępnić. Zagraniczni goście chcą oglądać w Płocku dzieła Goi. Wiadomo jednak, że nie są one dostępne dla zwiedzających na co dzień. Coś się jednak zmienia na lepsze. Przykładem jest współpraca z niemieckim armatorem, od którego miasto nie bierze “złotówki”, ani też nie dopłaca. Zarobi za to Muzeum Mazowieckie oraz drużyna kusznicza. O ile zagraniczny armator zdecyduje się na taką atrakcję, pasażerowie jego statku stale będą jeździć po Płocku rikszami – tłumaczy Witold Rogowiecki z Oddziału promocji i współpracy z zagranicą, który mieści się w Urzędzie Miejskim.
“Frederic Chopin” przypłynie do Płocka około 20 razy w sezonie. Na razie do czerwca, z przerwą na lipiec i sierpień, kiedy stan rzeki będzie zbyt niski na podróż i aż do pierwszych dni listopada. Poziom Wisły może czasem nie pozwalać na dalszy rejs w dół rzeki, stąd Płock musi oferować wtedy dodatkowe atrakcje turystyczne.
Pierwszy rejs tak dużym statkiem pokazał, że rzeka choć kapryśna jest jednak do pokonania. Pokonuje śluzy, mosty, omija mielizny. To zachęca innych armatorów do podjęcia podobnych prób. Nie będą to pewnie statki tak wysokiej klasy, ale dzięki temu więcej zainteresowanych będzie mogło sobie pozwolić na wspaniały rejs królową polskich rzek.
Co jednak dalej zrobić z zagranicznymi turystami, którzy pojawią się w Płocku, nie tylko dzięki rejsom, ale też np. dzięki festiwalowi “Astigmatic”? W weekendy sklep z pamiątkami jest nieczynny, poza tym trudno go znaleźć. Muzeum Mazowieckie otwarte jest od 8.00 do 15.00, a przecież są tacy, którzy do muzeum chętnie wybraliby się po południu. Kto wie, gdzie jest informacja turystyczna? Ile osób w Płocku związanych z informacją turystyczną sprawnie posługuje się językiem angielskim, francuskim czy niemieckim? Ilu sprzedawców dogada się z zagranicznym turystą? W jakich lokalach mogą się bawić turyści przez całą noc? Odpowiedzi na te pytania nie napawają optymizmem. Czas najwyższy nie tylko ściągać do Płocka turystów, ale też zabezpieczyć dla nich takie warunki, dzięki którym mogliby poczuć się tutaj jak w cywilizowanym mieście w środku Europy.
Blanka Stanuszkiewicz
Fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze