Może ktoś z państwa pamięta jeszcze tradycję „chodzenia po dyngusie” albo „po wykupie”? W niektórych częściach Mazowsza, po zapadnięciu zmroku w Wielką Niedzielę, rozpoczynało się dyngowanie. Na zaproszenie gospodarzy, grupa dyngusiarzy wchodziła do domu i przyjmowała „dyngus” (dawniej w postaci jaj, słodkości i alkoholu). Wizytę rozpoczynała pieśń o Zmartwychwstaniu „Wstał Pan Chrystus z martwych ninie, Alleluja, Alleluja...”. Kolejne piosenki były zdecydowanie bardziej świeckie. Śpiewano lub recytowano następujące słowa: Za ten dyngus dziękujemy,/szczęścia, zdrowia winszujemy./ Żebyście Państwo długo żyli,/kapeluszem wódkę pili. Dzisiaj słowami „My wykupu nie bierzemy, my za wykup dziękujemy” podkreśla się, że we współczesnym dyngowaniu nie chodzi o zbieranie datków, ale o zabawę i podtrzymywanie sąsiedzkich więzi.
O tradycji, która przetrwała we wsi Stare Gałki (w okolicach Wyszogrodu) oraz w Wola Ładowskiej (koło Iłowa) pisze na profilu FB Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim, kustosz Magdalena Lica-Kaczan.
Dyngusiarze z Woli Ładowskiej
W 2010 roku ostatni dyngusiarze chodzili jeszcze we wsi Wola Ładowska. W poprzednich latach nastąpiło okresowe zawieszenie zwyczaju, np. na czas trwania żałoby po śmierci któregoś z mieszkańców wsi. Wśród dyngusiarzy z Woli Ładowskiej chodzili zamieszkujący we wsi muzykanci z rodziny Świerczyńskich, dawniej w składzie: z bębnem (ojciec Kazimierz), akordeonem (syn Józef) i skrzypcami (syn Franciszek). Po śmierci ojca, w latach 70. do akordeonu i skrzypiec dołączył z saksofonem ich krewny z Kępy Ładowskiej – Walerian Józwik. W ich repertuarze poza pieśnią wielkanocną (Wesoły nam dzień dziś nastał) wykonywaną pod oknami, były popularne szlagiery sprzed lat, tj. Wio koniku, Cyt cyt, La Cucaracha czy Zagraj mi piękny Cyganie. W dawnych czasach nie ograniczali się również z dyngusem wyłącznie do swojej wsi, ale chodzili też po okolicy, odwiedzając Łady czy Pieczyska Łowickie. W związku z tym, że zwyczaj ten odbywał się z Wielkiej Niedzieli na lany poniedziałek, nocnemu chodzeniu po dyngusie towarzyszyło też oblewanie wodą, dawniej bardzo obfite (w użyciu były wiadra), później w formie symbolicznej – jajkiem dyngusówką lub perfumami.
Więcej informacji i zdjęć można obejrzeć na profilu FB Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim.
(l.)
fot. M. Lica-Kaczan
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze