Reklama

„Chodźcie z nami, dziś nie biją!”

29/06/2016 12:06
Panel naukowy w auli ratusza rozpoczął obchody 40. rocznicy Czerwca 1976, czyli protestów robotniczych, które odbyły się w Radomiu, Ursusie i Płocku 25 czerwca 1976 roku. Uczestniczyli w nim: prof. Jerzy Eisler z Instytutu Pamięci Narodowej, Zofia Romaszewska z Komitetu Obrony Robotników oraz: Henryk Ruszczak, Jerzy Kucharski, Konrad Łykowski, Stefan Boczek i Henryk Kamiński, którzy wzięli udział w marszu protestujących, rozpoczętym przy Bramie nr 2 PKN Orlen. Panel poprowadził historyk Jacek Pawłowicz, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów PRL.
Spotkanie otworzył gospodarz ratusza, prezydent Andrzej Nowakowski. – Ta rocznica szczególnie wpisuje się w historię naszego miasta. Protest dał początek wielkim wydarzeniom, które cztery lata później stworzyły Solidarność. Wychodzący na ulicę płocczanie musieli się wykazać wielką odwagą. Mieli świadomość tego, że wcześniej władza strzelała do protestujących na Wybrzeżu Robotników – powiedział. O wydarzeniach czerwca 1976 opowiadali przybyli na panel goście – ówcześni pracownicy Petrochemii, Fabryki Maszyn Żniwnych, Narodowego Banku Polskiego, Naftoremontu. – Po raz pierwszy udało nam się zebrać razem tylu uczestników protestu – podkreślał moderator panelu, Jacek Pawłowicz. Przypomniał, że 15 lat temu w Książnicy Płockiej odbyło się spotkanie historyków z udziałem Andrzeja Romaszewskiego. Tym razem do Płocka przyjechała Zofia Romaszewska, która tworzyła Komisję Interwencji i Samorządności NSZZ „Solidarność” pomagającą represjonowanym oraz historyk IPN, prof. Jerzy Eisler.
Prof. Eisler mówił o stereotypach dotyczących protestów robotniczych. Na przykład: że w 1968 roku zbuntowali się tylko studenci przy biernej postawie robotników, a nawet ich sprzeciwie; że w grudniu 1970 roku na Wybrzeżu zastrajkowali robotnicy, a studenci ich nie poparli.
– W filmie Wajdy o roku 1970 są sceny, kiedy studenci zamykają okna akademika. Film jest sztuką iluzji. W narracji filmowej można robić z historią, co się chce. Ja jako historyk używam języka prawdy albo nieprawdy – opowiadał. Kolejny stereotyp dotyczy roku 1980 i tego, że wszyscy razem, jak w bajce trzymali się za rączki i stworzyli Solidarność, która zbuntowała się przeciwko państwu komunistycznemu. – Polska była pod władzą komunistów, ale nie była państwem komunistycznym. Gdyby tak było, zabito by kardynała Stefana Wyszyńskiego, a nie internowano. Nie byłoby też wielu takich ludzi, jak Zofia Romaszewska – podkreślał.
– Nikt na świecie nie powiedział „zbudowaliśmy państwo komunistyczne”, ani w Związku Radzieckim, ani w Północnej Korei. Takie rocznice jak dzisiejsza są okazją, żeby poznawać historię bez lukru, bez zamazywania. Chciałoby się powiedzieć, że czerwiec’76 był przełomem, ale niestety – wciąż istnieją ulice, place i szkoły imienia Edwarda Gierka – tego samego, który pozwolił na „ścieżki zdrowia”, represje i cenzurę. – Dlaczego niektórzy chcą lukrować epokę towarzysza Gierka? W latach 70. pojawiła się lekka „kolorowa jasność życia”. W dorosłe życie wkraczał wyż demograficzny. To była ich młodość. Teraz idealizują ten okres. A Gierek był na tle innych towarzyszy średnio atrakcyjny. Zrobił błyskawiczną karierę wyciągnięty gdzieś z Belgii. Wiele przesłanek wskazuje na to, że był zdecydowanie człowiekiem Moskwy – mówił prof. Eisler.
Zofia Romaszewska opowiadała o tym, w jaki sposób pomagano represjonowanym za udział w protestach robotnikom (np. załatwiano adwokatów w procesach). Ona sama jeździła do Radomia. Z Płockiem kojarzy jej się przede wszystkim Darek Stolarski. – To jest nasz wyrzut sumienia. Darek Stolarski i jego kolega byli dla mnie przykładem, jak nie zatracić godności. Podsumowując krótkie wystąpienie powiedziała:
– Dopóki pomagamy, wiemy, że żyjemy.
Uczestnicy protestu opisywali, jak wyglądał 25 czerwca. Tłumaczyli, dlaczego zdecydowali się iść pod Komitet. – Byliśmy młodzi. Czuliśmy, że to jest potrzebne. Pierwsi wyszliśmy z kombinatu. Baliśmy się ataku policji na Moście. Ale doszliśmy spokojnie, spontanicznie, z przekonaniem, że tak trzeba. Ludzie z okien pozdrawiali nas i dołączali do pochodu – opowiadał Henryk Ruszczak. – Na Tumskiej przed sklepem mięsnym stała wielka kolejka. „Chodźcie z nami, dziś nie biją” – krzyczeliśmy do stojących. Represje go nie spotkały dzięki kierownikowi. – To był porządny człowiek. Wiedział, że w szafkach jest przechowywana bibuła, ale na zdjęciach nas nie rozpoznał – dodał.
Jerzy Kucharski w czerwcu 1976 roku miał 28 lat. Pracował w NBP. Wychowany na tradycjach akowskich i piłsudczykowskich, widząc szalejącą propagandę sukcesu, nie wytrzymał i poszedł z innymi zaprotestować. – To była ogromna złość. Szły z nami matki z dziećmi, osoby starsze. Ludzie śpiewali hymn, Międzynarodówkę, Rotę.
Stefana Boczka protest zastał na II zmianie. – To wydarzenie wpisało się w moje życie osobiste. Poczułem się obywatelem – podkreślał. Miał podwójną motywację. W lipcu zaplanował swój ślub, zamówił salę w restauracji. Po podwyżce cen zrezygnował. Zastanawiał się, jak będzie dalej żyć. Potem całe dorosłe życie poświęcił Solidarności. Konrad Łykowski stwierdził, że małe miasto Płock zachowało się bohatersko i godnie. – Gdyby policzyć wszystkich, którzy choć na chwilę przyłączali się do protestu, przeszli chociaż kawałek, to byłoby ich kilka tysięcy. Henryk Kamiński za udział w proteście został zwolniony z pracy. – Nawet nie pozwolono mi się rozliczyć z narzędzi. Do dzisiaj te cztery lata nie liczą mi się do stażu pracy.
(lesz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości