Reklama

Chcą odzyskać swoje pieniądze - Będą stać do skutku

24/04/2003 14:34
Na ul. Kazimierza Wielkiego, tuż przed biurem Powszechnego Funduszu Inwestycyjnego “JAAL” stoją ludzie, którzy uważają się za poszkodowanych przez firmę. Mają zamiar przestrzec wszystkich, którzy potrzebują większej gotówki i uwierzyli w zapewnienia na ulotkach, że na pewno dostaną szybko pieniądze. Faktem jest, że firma oferuje pożyczki bez poręczycieli i co najważniejsze, na niski procent, ale co z tego, kiedy na pieniądze trzeba czekać miesiącami.Podobnie było z naszymi czytelnikami, którzy zadzwonili do redakcji i poprosili o przyjście pod siedzibę biura. - Będziemy tu stać do końca, do chwili aż z powrotem otrzymamy nasze pieniądze - mówi pan P. - I każdemu, kto będzie chciał wejść do biura, będziemy mówić, że te pożyczki są w systemie argentyńskim, a to oznacza, że owszem dostaną pieniądze, ale nie wiadomo kiedy. Czekający pod biurem panowie dostali przydział na pożyczkę na początku maja 2002 roku: - Chciałem wziąć 60 tys. zł. jestem zdunem, muszę zainwestować, by trzymać się na rynku, wydawało mi się, że to wspaniała okazja. Miałem spłacać tę pożyczkę przez 9 lat po 660 zł miesięcznie. Wcześniej, 14 maja zanim jeszcze podpisałem umowę, kazano mi wpłacić bezzwrotnej prowizji 4% od sumy pożyczki, czyli 2400 zł. Pieniądze miałem dostać 28 maja, ale już 17 maja przysłali mi przekaz, żebym wpłacił pierwszą ratę - opowiada wzburzony pan P. - Teraz żałuję, że uwierzyłem, że mnie, bezrobotnemu ktoś chce pożyczyć pieniądze - dodaje pan M. - Ale szczytem wszystkiego było przyznanie pieniędzy 70-letniemu mężczyźnie, który miał spłacać raty przez 12 lat. Żaden bank by się nie zgodził na taki układ. Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy czytelnicy przychodzą do redakcji skarżąc się na tego typu firmy. Na podobnych zasadach działało już wiele podobnych instytucji para finansowych, najczęściej po kilku tygodniach od zebrania pieniędzy od klientów, znikających z rynku. Dziś działają w Płocku trzy takie biura. Wszystkie pożyczają bez żadnych warunków pieniądze, nie uświadamiając klientom, ze chodzi o system argentyński. W umowie roi się od dziwnych sformułowań, które przeciętnemu człowiekowi nic nie mówią. Kiedy zorientuje się o co chodzi, jest już za późno, a pieniędzy nie można odzyskać. Ponieważ stale spotykamy się z tego typu firmami warto przypomnieć i wyjaśnić, ze system argentyński polega na tworzeniu się samo finansujących grup. Szef firmy przyrównał ten system do kas zapomogowo - pożyczkowych, ale wydaje się, że niewiele jest cech wspólnych. Aby przystąpić do systemu trzeba dokonać opłaty wstępnej, prowizji, a potem podpisać umowę zobowiązującą do comiesięcznych wpłat. Zebrane od członków grupy pieniądze, w części służą na wypłaty dla jednego lub kilku klientów, a częściowo na obsługę systemu. Kto nie dostanie w pierwszej turze pieniędzy, ten musi czekać. Jak długo? Czasem nawet bardzo długo, bo musi mieć świadomość, że przez wiele miesięcy, nawet lat może spłacać pożyczkę bez gwarancji otrzymania szybkiego pieniędzy. Grupa działać ma od 3 do 6 lat, co oznacza, że niektórzy dawno już spłacili swoją pożyczkę, a jeszcze jej nie dostali. Grzegorz Jaworski prezes “JAAL” twierdzi, że jego firma działa od trzech lat na rynku. Przez ten czas, z ponad 3 tys. osób, które przystąpiły do grup, pożyczki otrzymało około tysiąca. Na terenie kraju działają 32 grupy. Zdaniem dyrektora regionalnego Jarosława Stępniaka, każda grupa liczy 112 osób, a rocznie jest około 40 przydziałów. Na stworzenie grupy jest czas 120 dni, ale zwykle powstają one dużo szybciej, tak wielu jest chętnych. Szefowie firmy się tłumaczą, że każdy klient ma trzy dni po podpisaniu umowy na rezygnację z udziału w grupie i otrzymaniu całej wpłaconej kwoty. rzadko kto jednak z uczestników decyduje się na taki krok. Powód? Nadzieja, że szybko otrzymają pieniądze, ATK jak ich zapewniano przed podpisaniem umowy i nieznajomość zasad. Firma oczekuje przysłania druku rezygnacji listem poleconym do Warszawy, a klienci najczęściej wysyłają pismo faxem. Do końca nie wiedzą, że tak złożona przez nich rezygnacja, nie jest obowiązująca dla firmy. Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że przez rok, kiedy firma działa także w Płocku, tylko jedna osoba otrzymała pieniądze. Zdaniem prezesa, było to około 20 osób. Próbowaliśmy się dopytać, ile osób z Płocka przystąpiło do systemu i ile pieniędzy wpłacili jako prowizję, ale niestety, na te pytania prezes nam nie odpowiedział, obiecując, że może to zrobić w późniejszym czasie. Tego typu firmy działają krotko w jednym miejscu. szybko przenoszą się do innych biur, by pod inną nazwą proponować takie same usługi. Dlatego szefowie firmy nie boją się, że przed biurem stoją ludzie i odstraszają potencjalnych klientów. Panowie P. i M., którzy okupują miejsce przed biurem, twierdzą, że wiele osób odeszło, rezygnując z wejścia do środka, gdy dowiedzieli się, że chodzi o system argentyński. Twierdzą, że dyrektor regionalny firmy nawet kazał urzędniczkom zamykać biuro, bo wiadomo, że zdecydowana większość ludzi, po uzyskaniu szczegółowej informacji o działaniu firmy, rezygnuje z jej usług. Panowie P. i M. oraz kilka innych osób zamierzają stać pod biurem firmy do oporu, dopóki nie zostaną im zwrócone pieniądze. Są przekonani, że firma żyje właśnie z takich jak oni, którzy najpierw wpłacili prowizję, a potem zrezygnowali z usług. Prowizji odzyskać nie mogą. Najgorsze w tej całej sprawie jest to, że nie po raz pierwszy piszemy o tym systemie i o ludziach, którzy dają się naciągnąć na płacenie rat, zanim otrzymają pożyczkę. Napiszemy raz jeszcze, a i tak znajdą się chętni, którzy przystąpią do systemu, a potem przyjdą do redakcji skarżyć się, że zostali oszukani. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości