Jednym z najbardziej obleganych aktorów, ze wszystkich, którzy uczestniczyli w akcji halowym turnieju piłki nożnej był Cezary Pazura. Wszędzie gdzie się pojawiał witany był przez piski wielbicielek i musiał rozdać setki autografów oraz pozowac do niezliczonej ilości zdjęć.Wszystko to robił z uśmiechem na twarzy i choć momentami widać było, że jest bardzo zmęczony, to absolutnie nie dał tego poznać po sobie. Nikomu nie odmówił, dla każdego miał dobre słowo i odpowiadał na najróżniejsze, czasami dziwne pytania. W Domu Dziecka, gdzie znów był najczęściej fotografowanym aktorem, udało nam się usłuszeć: - czarek, czy to naprawdę jesteś ty? - pytał z ogromnym podziwem w oczach jeden z chłopców, koło którego starszy z braci Pazurów usiadł. Inni z zazdrością obserwowali kolegę, komentując - ale z niego farciarz, Czarek usiadł koło niego. Byłam także świadkiem rozmowy z 6-letnim Kubusiem: - Czarek, oglądasz 13 posterunek? - padło pytanie. - Nie, nie mam czasu - odpowiedział Cezary Pazura. - A wiesz, że ty tam występujesz? - zapytał Kuba. Zadziwiające było to, że do Cezarego Pazury wszyscy, mali i duzi, od razu mówili po imieniu, a jemu to absolutnie nie przeszkadzało. Sam też od razu używał tej formy, nie udawał gwiazdy, był kumplem, dobrym znajomym, z którym można porozmawiać na każdy temat. A dodatkowo jeszcze był podstawowym zawodnikiem drużyny, która rywalizowała w turnieju. Choć kondycyjnie nie był w najlepszej formie, to starał się udowodnić, że lubi grać w piłkę nożną. My również wykorzystaliśmy to, że przyjechał do Płocka by grać dla dzieci z Domu Dziecka i zadaliśmy mu kilka pytań. - Jesteś bardzo zapracowanym aktorem, a jednak znajdujesz czas by brać udział w akcjach charytatywnych. My oczywiście bardzo cieszymy się z tego, że wzmocniłeś swoją drużynę, ale dlaczego to robisz? - Żyjemy w takich czasach, które są niezmiernie trudne dla wychowania młodego pokolenia. Udział w takich turniejach jest doskonałą okazją, by pokazać, że ludzie znani, sławni, nawet jeśli na scenie czy przed kamerą grają ludzi śmiesznych, to tak naprawdę są ludźmi poważnymi, którzy wierza w wychowanie przez sport. Wszyscy sobie zdajemy doskonale sprawę z tego, że dzisiejsze czasy są pełne pokus dla młodych ludzi. Są narkotyki, alkohol, papierosy. My chcemy pokazywac młodzieży, że jest możliwa także inna rozrywka. Można znaleźć czas i każdy powinien to zrobić, by zająć się sportem niż takimi "wymysłami szatana". - Na pewno na co dzień spotykasz się z takimi oznakami sympatii, jak tu w Płocku. Twoi wielbiciele nie dają ci spokojnie usiąść, odpocząć, tylko cały czas proszą Cię o pozowanie do zdjęć, o aytografy. Czy to Ciebie nie męczy? - Nie, nie męczy. Owszem, czasami jest ciężko, ale przecież ja sam byłem dawno temu na miejscu tych dzieciaków i prosiłem sławnych i znanych ludzi o autografy i bardzo mi było miło, kiedy je zdobywałem. Nie zawsze je dostawałem bywało różnie, ale może dlatego, ja staram się nigdy nie odmawiać. - Nie jest żadną tajemnicą, że Ty i Stefan Friedman jesteście rodziną. Podobno poznaliście się w dosyć ciekawy sposób... - Tak, poznaliśmy się bardzo dwano temu. Wtedy była jeszcze taka moda, że nosiło sie długie włosy, szerokie spodnie. Jesteśmy rodziną poprzez żonę Stefana Friedmana. Było nas kilka osób przedstawionych panu Stefanowi, który powiedział, że najpierw przywita się z paniami i mnie pocałował w rękę. - Wrócicie jeszcze do Płocka? - Na pewno, jestesmy zadowoleni, wszystko nam się tu podoba i mam nadzieję, że znów Tygodnik Płocki zorganizuje turniej czy mecz i zaprosi naszą reprezentację. Rozmawiała: Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze