Reklama

Bunt orkiestry

22/06/2005 22:42
„W dniu 19 maja 2005 roku odbyło się zebranie członków Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” i niezrzeszonych pracowników Płockiej Orkiestry Symfonicznej, na którym dokonaliśmy oceny działalności pana Adama Mieczykowskiego, jako naszego dyrektora. W zebraniu uczestniczyło 38 osób, co stanowi około 80% wszystkich pracowników. W tajnym głosowaniu na pytanie „Czy jesteś za przedłużeniem obecnemu dyrektorowi umowy o pracę”, 36 osób powiedziało – NIE, 2 osoby wstrzymały się od głosu i nie było żadnego głosu poparcia. Umowa o pracę z panem Adamem Mieczykowskim kończy się z dniem 30 czerwca 2005 roku.
Powoływanie dyrektora wbrew woli pracowników jest niezgodne z zasadami demokracji, uniemożliwia prawidłową działalność instytucji, a w szczególności instytucji artystycznej, jaką jest nasza orkiestra. Zwracamy się z prośbą do Pana prezydenta o nie podpisywanie kolejnej umowy z panem Adamem Mieczykowskim. Uważamy, że dalsza współpraca z obecnym Panem dyrektorem jest niemożliwa.”. Takie pismo wystosowali do prezydenta miasta pracownicy Płockiej Orkiestry Symfonicznej.
Urząd Miasta zareagował na zaistniały problem. Zorganizowane zostało spotkanie mediacyjne między związkowcami a Ewą Adasiewicz – odpowiedzialną za kontakty z POS-em z ramienia urzędu.
– Chcieliśmy iść na kompromis. Ale pan dyrektor po tym piśmie się na nas obraził. Raz umówił się z nami na spotkanie i nie przyszedł – tłumaczą muzycy, którzy dowiedzieli się również o tym, że rozpatrywana jest procedura likwidacji orkiestry.

– Chcieliśmy również umówić się na spotkanie z panem prezydentem, ale okazało się, że będzie to możliwe dopiero 1 lipca! Widać nie chce poznać sytuacji z naszej strony. Woli od dyrektora Adama Mieczykowskiego – tłumaczyła z żalem na zebraniu dla dziennikarzy Anna Kruszewska, przewodnicząca komisji zakładowej NSZZ „S”, pracownik orkiestry. Przybyli na nie także pozostali niezadowoleni z panującej w Płockiej Orkiestrze Symfonicznej sytuacji muzycy. – Nie możemy się spotkać z dyrektorem. Jest dostępny tylko dwa razy w tygodniu w godzinach od 8.00 do 9.30. Poza tym unika nas – skarżą się muzycy, którzy w większości mieszkają w Krakowie, Gdańsku, Łodzi i Warszawie. Nie kryją rozgoryczenia, a lista ich zarzutów jest bardzo długa.

Przede wszystkim, jak twierdzą muzycy, jest zbyt wiele koncertów przy coraz mniejszej publiczności: – Płock nie potrzebuje więcej koncertów niż góra trzy miesięcznie. Zdarza się, że tak jak w maju gramy ponad pięć. Nie dajemy rady wszystkich grać. Sztuczny tłum na koncertach robią uczniowie szkoły muzycznej.

W umowach z pracownikami są przewidziane po dwa, cztery koncerty. – Tymczasem pojawiają się wciąż nowe i coraz trudniejsze programy. Nie mogę się zjawić, a jednak muszę. Dokładam do hoteli i przejazdów. Przyjeżdżam z Gdańska. Pensji podstawowej mam 850 zł! Jak z tego wyżyć? – pyta jeden z uczestników spotkania.

Część muzyków była zatrudniona na pół etatu. - Nasz dyrektor wymyślił, że muszą oni przejść na pełny etat. „Stawiał pod ścianą” głównie młodszych, którzy zdawali egzaminy i kończyły im się umowy. Ci, którzy przeszli z pół etatu na pełny etat, mają ledwie po sto złotych więcej płacone! Gdzie tu jest sens? Dla urzędu miasta jest to pewnie wygodne. I takie warunki wynegocjował nam nasz kolega z pracy! – pomstują pracownicy POS-u.

Muzycy mają też pretensje, że rozliczenia za dodatkową pracę i występy dostają dopiero po kilku miesiącach, że nie mogą liczyć na przestoje, bo dyrektor „krzywo” na nich patrzy, w końcu że muszą odpracowywać zwolnienia lekarskie. Wszyscy mają dość tej sytuacji. – To upokarzające. Za 20 lat pracy w orkiestrze dostaję podstawowej pensji 850 zł brutto. Musimy z czegoś żyć, ale przez tę sytuację już nigdzie nie możemy dorobić. Koncerty chętnie gramy, ale za odpowiednie wynagrodzenie. Nie ma takiego drugiego zawodu, do którego trzeba się uczyć 17 lat i potem wciąż całe życie ćwiczyć. Wystarczy miesiąc przerwy, by nie być w formie – tłumaczy jeden z muzyków.

Zebrani podkreślają, że chcą dalej grać, znają się od lat, chwalą sobie atmosferę w zespole. Marzą jednak o nowym szefie, który lubiłby swoją orkiestrę, miał dla niej czas, odpowiednie podejście do pracowników. – Nie zdarzyło się jeszcze, żeby nasz obecny dyrektor pochwalił nas, podziękował za koncert – dodają.


Dyrektorskie
porządki

Dyrektor Adam Mieczykowski o „buncie” orkiestry dowiedział się w połowie maja. – To żenujące, że nikt nie starał się ze mną kontaktować. Pracuję 14 godzin dziennie, a zarząd twierdzi, że nie może mnie zastać. Dziwny jest również dla mnie tak bardzo jednostronny wynik głosowania.

Dyrektor przyczyny konfliktu upatruje w zmianie funkcjonowania orkiestry. – Przez tyle lat nic się w orkiestrze nie zmieniało. Zostałem wybrany przez moich kolegów, bo miałem być przydatny. Jestem jednak dyrektorem a nie chorągiewką. W orkiestrze zastałem bałagan. Zrobiłem porządek z regulaminem pracy i płacami. Zabolało wszystkich, jak zacząłem egzekwować zmiany.

W ostatnim sezonie dyrektor orkiestry faktycznie zaplanował wiele dodatkowych zajęć dla muzyków, wyniknęły dodatkowe koncerty z okazji dni chóralnych i nie tylko. – Program był zaakceptowany przez Urząd Miasta – dodaje Adam Mieczykowski. Im było więcej koncertów, tym częściej pojawiały się problemy z muzykami. – Mają oni podpisane umowy o pracę nie tylko z Płocką Orkiestrą Symfoniczną, ale też z innymi orkiestrami w kraju. Sytuacja optymalna to granie dwóch koncertów w miesiącu w Płocku oraz wywiązywanie się z obowiązków pracy w innej instytucji. Jednak przy zwiększonej działalności koncertowej w Płocku, automatycznie nie mogli pracować gdzie indziej. Doszło w końcu do tego, że na jednej z prób przygotowujących do koncertu, nie było 17 muzyków. Dyrygent zapytał mnie z kim ma pracować. Inspektor orkiestry stwierdził, że muzycy nie mogli przyjechać. Tymczasem obecność muzyków na próbie to ich obowiązek wynikający z umowy o pracę.

W tym momencie orkiestra poniosła dodatkowe koszty związane z zatrudnieniem na czas koncertu nowych muzyków z ich gażami, noclegami i hotelami.

Adam Mieczykowski przekonuje też, że pensje muzyków również nie są takie niskie. Zatrudnione w jego orkiestrze osoby zarabiają od 850 do 1350 zł pensji podstawowej, do tego dochodzą premie od 10 do 40 %, ekwiwalenty oraz pieniądze za dodatkowe koncerty, za które płacone jest ekstra. – Każdy dodatkowy koncert to od 300 do 400 zł dla osoby. Im większa ilość koncertów, tym większe zarobki. W interesie muzyków powinno być więc częstsze granie koncertów – zaznacza Adam Mieczykowski, natomiast co do sprawy opóźnień w zapłacie za dodatkowe godziny, dyrektor mówi jasno: – Związki zawodowe same się zgodziły na taki układ, że rozliczenie może nastąpić po 4 miesiącach.

Nie zmuszał też nikogo do przechodzenia na pełny etat. – Mówiłem, że dzięki temu muzycy więcej zyskają, jeśli będą przyznawane podwyżki z urzędu miasta. Wszyscy doskonale wiedzieli, na jakich zasadach podpisują umowy. Jeśli natomiast chodzi o zwrot kosztów za hotele czy przejazdy, to w umowie pracy nie ma takiej opcji dla pracownika artystycznego.

Dyrektor nadal ma swoją wizję orkiestry. – Płocka Orkiestra Symfoniczna musi się rozwijać. Mamy nową salę, instrumenty, pojawiły się w końcu garderoby dla muzyków. Koncerty mają coraz wyższy poziom, gramy trudniejszy repertuar, jesteśmy doceniani przez władze miasta, a sale są wciąż pełne i to na pewno nie dzięki darmowym wejściówkom – zapewnia Adam Mieczykowski, który podkreśla również, że jest gotowy do wszelkich rozmów merytorycznych ze swoimi pracownikami. – Nikogo nie zwolniłem z pracy, nie naruszyłem prawa, a zarzuty pracowników kierowane pod moim adresem, a mówiące o naruszeniu praw pracownika uważam za bezpodstawne. Po 30 czerwca czekam na ocenę prezydenta – dodaje dyrektor.

Mirosław Milewski prezydent Płocka, a jednocześnie zwierzchnik POS, zdążył się już zapoznać ze skargą muzyków na dyrektora Adama Mieczykowskiego. W Urzędzie Miasta dowiedzieliśmy się, że muzycy wcześniej nie zgłaszali zastrzeżeń.

– Należy jednak zwrócić uwagę na to, że muzycy nie mogą narzucać kto ma być dyrektorem Płockiej Orkiestry Symfonicznej. Z pracy Adama Mieczykowskiego prezydent jest zadowolony, gdyż wiele zmieniło się na lepsze. Jest więcej koncertów na wysokim poziomie, jest również duże zainteresowanie publiczności. Płocczanie na tym tylko korzystają. Jeśli zaś chodzi o osoby zatrudnione w Płockiej Orkiestrze Symfonicznej to powinny być one świadome, że są dla nas płocczan – tłumaczy Magdalena Grodecka, rzecznik prasowy urzędu Miasta.

W piątek Płocka Orkiestra Symfoniczna zagrała swój ostatni koncert w tym sezonie. W jakim składzie rozpoczną kolejny sezon, na dzień dzisiejszy pozostaje pod wielkim znakiem zapytania.


Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości