14-letni Bartek, 12-letni Jędrzej i 8-letni Maciek Cempura wydawałoby się, że są zwykłymi chłopcami z Płocka. Tymczasem kilka razy dziennie ogląda ich tysiące osób. Wystarczy przypomnieć telewizyjną kampanię akcji „Pij mleko”. Chłopiec, który na szkolnej stołówce głosem Lindy wygłasza tekst „nie chce mi się z tobą gadać”, to właśnie Maciek. Jędrek grał z Kayah, a Bartek w kolejnych odcinkach familijnej herbaty „Saga”. Teraz na pewno tych chłopców kojarzy każdy.
Treść telewizyjnych reklam, które przerywają najciekawsze wątki programów czy filmów znają na pamięć wszyscy. Tym, którzy biorą w nich udział, przynoszą sławę, trochę pieniędzy (wcale nie tak dużych), a braciom Cempurom dużo satysfakcji, bo dostać się do reklamy w telewizji to wcale nie taka prosta sprawa.
Najpierw rodzice zapisali swoich synów do agencji reklamowej, przesłali zdjęcia, a potem... – Potem rozdzwoniły się telefony na castingi. Pierwszy zaczynał Bartek. Miał 6 lat, nie od razu udało mu się dostać – tłumaczy aktorka Dorota Cempura, mama chłopców.
Na miejscu, gdzie odbywał się casting okazało się, że chłopców, którzy chcieliby wystąpić w reklamie jest 100, albo jeszcze więcej. Wiele dzieci przeżywało gorzko porażkę. – Dlatego tłumaczę swoim synom, żeby traktowali reklamy i castingi jak zabawę. Bywa tak, że bardziej niż umiejętności liczą się wymagania producenta, żeby dziecko miało blond włosy i niebieskie oczy. A przecież to nie jest wina Jędrka, że ma brązowe oczy – zaznacza pani Cempura.
Bartek miał dużo szczęścia. Wystarczyło kilka wyjazdów, spontanicznej próbnej prezentacji przed kamerą i otrzymał propozycję zagrania w reklamie proszku do prania. – Z kolegą mieliśmy zagrać bawiące się dzieci. Producent wymagał umiejętności skakania na skakance. Ja umiałem, kolega nie. Musiał się błyskawicznie nauczyć, przez to nie mieliśmy chwili przerwy na odpoczynek – wspomina Bartek.
Chłopcom łatwiej udało się wejść w świat reklam przez to, że przez pewien czas mieszkali w Warszawie. – Łatwiej było dostać się na casting. Poza tym, gdy bracia Bartka podrośli, stwierdzili, że oni też chcą występować na castingach. Czy byli proszeni czy nie, próbowali. W ten sposób parę osób zdążyło ich zapamiętać i w razie potrzeb wiedziało, gdzie nas szukać – zaznacza Dorota Cempura.
W jednej z reklam zrobionej dla niemieckiej telewizji zagrali wszyscy bracia, razem z Grażyną Zielińską, aktorką Teatru Dramtycznego w Płocku, znaną również z seriali ze szklanego ekranu. Była to reklama loterii. Została nagrodzona na festiwalu w Holandii. Choć reklama nagrywana była w Polsce, to na planie obowiązywał język angielski. Jędrzej i Maciek byli w tym czasie bardzo podobni do siebie, więc bracia mogli się dublować. Wymagana była jazda na tandemie. Chłopcy lubią rowery, więc nie było najmniejszego problemu. No, może poza jednym.
– Reżyser wymyślił, że chłopcy mają jechać na tandemie, na wielkiej naczepie, która nie miała zabezpieczeń. Zaprotestowałem. Bałem się o bezpieczeństwo moich dzieci – tłumaczy Szymon Cempura.
Na herbatkę do Chile
Ta przygoda z reklamą trwa już kilka lat. Bartosz ma dziś 14 lat. Występował w reklamie proszku do prania, dyskontu „Biedronka”, kawy „Prima”, Ard German Lotery. Najczęściej widywaliśmy go jednak w reklamie herbaty Saga. Dzięki tej reklamie na tydzień wyjechał do Chile. – Mieliśmy nagrywać kolejny odcinek do reklamy Sagi. Był grudzień, a producent zażyczył sobie do akcji reklamy polski słoneczny majowy dzień. Podjęto decyzję, że jedziemy na tydzień do Chile – wspomina Bartek.
W szkole nie było problemu ze zwolnieniem chłopca. Gorsza sytuacja wyniknęła w domu. – Rodzice nie mogli jechać, ze względu na próby do przedstawień. Obydwoje są aktorami Teatru Dramatycznego w Płocku. Na szczęście z pomocą przyszłą siostra bliźniaczka mojej mamy, również aktorka, tyle że z Torunia. Miałem opiekunkę, która świetnie znała angielski, co bardzo nam się na miejscu przydało – wspomina Bartek.
Pierwszy lot samolotem wspomina niezbyt miło. Zaskoczyła go również zmiana czasowa i pogoda. W Polsce zima, a w Chile ponad 20 stopni ciepła. Po trzech dniach pracy na planie, trzy dni odpoczynku, wycieczek i zwiedzania. Ma nadzieję, że jeszcze kiedyś spotka go taka niespodzianka.
– Lubię grać w reklamach, lubię też jeździć na castingi. Było już ich w sumie ponad 50. Chciałbym jeszcze kiedyś zagrać w filmie – wyznaje Bartek.
Był już o krok od zrealizowania tego marzenia. Dostał się do finałowego castingu, w którym z kilkuset chętnych zostało kilku chłopców do grania w serialu „Na Wspólnej”. – Miałem próbę z dziewczyną, która nie znosiła improwizacji. Wystarczyło choć przez chwilę nie mówić słów ze scenariusza, a wpadała w szał. Nie przeszła. Dostała się za to Matylda Damięcka. Ona nie robiła takich problemów – opowiada Bartek, uczeń pierwszej klasy Gimnazjum nr 6, który pomimo doświadczeń na planie, nie myśli o przyszłości związanej z aktorstwem, a raczej z historią lub biologią. – Zdarza się, że ktoś mnie rozpozna, że grałem w reklamie. Przez pewien czas miałem nawet ksywę „Saga”. Jedni mówili tak do mnie z życzliwości, inni złośliwie. Trzeba jednak robić swoje – przekonuje Bartek.
Tego samego zdania są też młodsi bracia, którzy na swoim koncie mają również role filmowe. Wystąpili jednym z odcinków “Na dobre i na złe”.
To jednak nie jest łatwy kawałek chleba. Nagrania trwają czasami od 5.00 rano do 21.00 wieczorem, bo trzeba wykorzystać w pełni czas wynajęcia studia. Dzieci szybko się nudzą powtórkami poszczególnych sekwencji. Zdarzają się również nieprzewidziane wypadki. Maćka przy nagrywaniu reklamy kawy „Primy” podrapał pies. Charakteryzatorka musiała więcej czasu poświęcić na tuszowanie blizn. Młodzi aktorzy-amatorzy dostają za swoją pracę 1/10 wynagrodzenia, jakie otrzymują dorośli. Udało się jednak chłopcom odłożyć z zarobionych pieniędzy na dobry sprzęt komputerowy. Przede wszystkim liczy się dla nich kolejna przygoda w życiu.
Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze