„Na rosnącej topoli matka moja wyryła inicjały W.O. Oznaczające nazwisko i imię brata mego w tym celu, żeby można było trafić na grób. Ponieważ mieszkańcy miasta Płocka uczęszczali na groby, przeto topole zostały ścięte, aby mieszkańcy m. Płocka nie orjentowali się gdzie, t.j. na którym miejscu ciała powstańców zostały pochowane. Ja osobiście bardzo często przychodziłam na miejsce pogrzebania ciała Ostrowskiego i dlatego zachowałam w pamięci miejsce pochowania ciał powstańców. Ciała powstańców spoczywają w tem miejscu, gdzie obecnie jest krzyż i zrobione są mogiły t.j na terenie majątku Kuncmana. Miejsce to zachowane zostało w pamięci społeczeństwa płockiego i pamięć ta została przekazana następnym pokoleniom, gdyż po usunięciu topoli nikt by nie mógł pamiętać, w którym miejscu spoczywają ciała powstańców”. Zeznania Jadwigi z Ostrowskich Lubowidzkiej, babki Władysława Broniewskiego, spisane dnia 18 stycznia 1936 roku na posterunku żandarmerii w Płocku zaprotokołował st. wachm. Franciszek Budzyk. Świadkiem zeznania był kapitan Antoni Łocz.
Walerian Ostrowski
Dość dobrze uzbrojona partia Sumińskiego pod dowództwem Waleriana Ostrowskiego otrzymała od Padlewskiego rozkaz zajęcia Rypina. Kim był Ostrowski? Stopnia podoficera dosłużył się podobno w Smolińskim pułku piechoty w wojsku rosyjskim. Po ucieczce z wojska schronił się u dziedzica Zbójna, Artura Sumińskiego i przygotowywał ludzi do wzięcia udziału w mającym wybuchnąć powstaniu. 18 stycznia w nocy w Zbójnie napadli go żandarmi, którzy urządzili obławę. Udało mu się z niej uciec. 22 stycznia wysłano go do Płocka na zwiady. Miał zameldować o liczebności wojsk nieprzyjacielskich i stanie ich uzbrojenia. Z Płocka ponownie powrócił do Zbójna, gdzie objął dowództwo nad partią liczącą 400 ludzi. O ich uzbrojenie zadbał częściowo Sumiński. Niektórzy mieli karabiny, inni dubeltówki. Były też szable i kindżały.
Rano 4 lutego Ostrowski z Sumińskim udali się do Rypina. Dzień później powstańcy zostali wysłani w stronę Sierpca. Nocowali w lesie pomiędzy wsią Przecze i Borowem. 6 lutego 1863 roku partia zajęła wolny od wojsk rosyjskich Sierpc. Ale już 8 lutego została wyparta przez Rosjan. Jedna kolumna, pod dowództwem Manturowa przyszła od strony Mławy, druga – pod dowództwem Drozdowa – od Lipna. Waleriana Ostrowskiego razem ze Stanisławem Kunkowskim i Janem Kaczkowskim wzięto do niewoli i przewieziono do Zielunia, a następnie do Płocka. 13 lutego Ostrowski i jego adiutant Dominik Domagalski zostali osadzeni w więzieniu. Wyrokiem sądu wojennego płockiego Ostrowskiego skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Zapytany podczas śledztwa: „W co Polacy tak ufają?”, podobno odpowiedział: „Najprzód w Boga sprawiedliwego, a potem we własne siły”. Wyrok wykonano 27 lutego. Domagalskiego sądzono 26 marca. Sąd wojenny skazał go na pozbawienie wszystkich praw i zesłanie na ciężkie roboty na Syberię na dwa lata. Potem, dzięki zabiegom jego ojca – burmistrza Rypina, którego także oskarżono o sprzyjanie powstańcom, wyrok zamieniono na pozbawienie wszelkich praw i oddanie do wojska rosyjskiego. Wyroki wydawane przez sądy wojenne zatwierdzał namiestnik lub okręgowy naczelnik wojenny. Kara śmierci, ciężkie roboty (katorga) i zesłanie na osiedlenie się na Syberii należały do głównych kar i łączono z nimi pozbawienie wszystkich praw. Zesłańcy trafiali do kopalń, twierdz i syberyjskich fabryk. Najcięższa była praca w kopalniach. Po odbyciu kary osiedlano ich na Syberii. Od lutego lub marca 1864 roku Rosjanie wprowadzili również konfiskatę majątku na rzecz skarbu państwa. Karę śmierci wykonywano przez powieszenie. Wojskowych rozstrzeliwano. W zachowanym w Archiwum Państwowym w Płocku odpisie protokołu z przesłuchania, Jadwiga Lubowidzka zaświadczyła, że jej brat Walerian walczył w powstaniu styczniowym na terenie powiatu rypińskiego. 13 lutego 1863 roku został osadzony w więzieniu w Płocku. Jako datę jego rozstrzelania podała 21 lutego, około godz. 7.00 rano. Egzekucji dokonano na polach za miastem. W kolejnych dniach rozstrzelano jeszcze 7 innych powstańców. Powstańcy zostali straceni w pobliżu trzech topoli i tam pogrzebani. „Nadmieniam jeszcze, że miejsce pogrzebania straconych powstańców 1863 r. zabezpieczył uwczesny właściciel majątku Kuncman i okolił je parkanem drewnianym. Tak zeznałam jako zgodne z prawdą, po przeczytaniu podpisałam”.
Zygmunt Padlewski
Padlewski mianowany przez Rząd Narodowy Naczelnym Wodzem Zbrojnych Sił Powstańczych w województwie płockim, rozpoczął od zbierania małych partii w większy oddział. Skierował się do zachodnich powiatów województwa, aby próbować ożywić upadające tam powstanie. Czekał na ludzi i broń, która miała być dostarczona z Prus. Nękany przez oddziały wojsk rosyjskich, wysłane z rozkazu generała Semeki, naczelnika wojennego płockiego, toczył ciągłe bitwy. Rozegrały się one m.in. pod Myszyńcem, Drążdżewem, Koseminem, Brudnicą, Olszewem Szreńskim, Radzanowem, Siemiątkowem. W końcu przeganiany przez Rosjan z miejsca na miejsce, dotarł do wsi Gorzeń. Tu postanowił rozpuścić oddział, bo zmęczeni, osłabieni i zdemoralizowani żołnierze nie nadawali się do dalszej walki. Po poinformowaniu oficerów o swoim zamiarze, usłyszał pretensje i wyrzuty. Podobno rozwścieczeni powstańcy chcieli go nawet zabić za to, że nierozważnie wciągnął ich w bagniste lasy, w walkę bez szans na zwycięstwo lub bezpieczny odwrót, jednak darowali mu życie. Po rozejściu się piechoty, Padlewski wieczorem przeprawił się z konnymi w liczbie 250 osób przez rzekę Skrwę we wsi Łukomia. Udał się do powiatu mławskiego, gdzie z kolei rozpuścił odział konny. Odbyło się to 22 marca 1863 roku.
Padlewski załamany i zniechęcony napisał do Rządu Narodowego o przeniesienie w inne strony lub mianowanie innego naczelnego dowódcy. Otrzymał odpowiedź odmowną. Wobec tego w Mysłakowie, gdzie przebywał u dziedzica Jana Sokołowskiego, ponownie rozpoczął działalność agitacyjną. Postanowił jak najszybciej stworzyć nowe oddziały powstańcze i zgromadzić je w Modlinie. Dalej – opanować kolej łączącą Warszawę z Petersburgiem, żeby przeciąć komunikację rosyjskiej armii w Kongresówce z jej głównym sztabem. Rozesłał tysiące wezwań czyli paletów, które głosiły: Naczelnik Wojenny Województwa Płockiego wzywa i rozkazuje N... N... żeby natychmiast po odebraniu niniejszego paletu pod osobistą odpowiedzialnością prawa wojennego polskiego, udał się w powstańcze szeregi na miejsce wskazane mu przez osobę do tego upoważnioną. Na lewej stronie dokument opatrzony został pieczęcią, pośrodku której widniał orzeł polski, a w otoku napis: Organizacja Narodowa. Województwo Płockie.
Palety i działania agitacyjne doprowadziły do sformowania dwóch partii z drobnej szlachty mazurskiej. Jedną w lasach skępskich częściowo rozbił napad kapitana Prowolskiego. Drugą obozującą w lesie kosemińskim, 18 kwietnia zaatakowali kozacy i rozpędzili. Dowódca Seweryn Siemieński z kompanami Witkowskim i Ojrzanowskim zostali zabici w pobliskim dworze, gdzie stacjonowali. Rozbite oddziały zebrał na nowo Jurkowski.
Potyczka na Koziołku
16 kwietnia o godz. 16.00 na partię Jurkowskiego napadł z oddziałem wojska kapitan sztabowy Prowolski. Powstańcy obozowali w lasach na Koziołku, w miejscu nazywanym Okrągły Borek, pomiędzy wsiami Wólką, Gozdy i Czermno. Powstańcy zaatakowani z trzech stron dość długo odpierali natarcie. Gdy nie mogli dalej walczyć, rzucili się do ucieczki, pozostawiając cały obóz i zapasy. Prowolski ruszył za nimi w pogoń. Pannie Julii Preisbisównej z Poznania, która walczyła z powstańcami, w krytycznej chwili udało się uciec konno. Uciekł też Jurkowski. Naczelnik Friebes w raporcie do płockiego wojennego naczelnika napisał o 15 rannych na Koziołku. Świadek Henryk Lisicki twierdził jednak, że do szpitala w Lipnie przywieziono tylko 4 rannych: Henryka Mańkowskiego – ucznia z Płocka, który służył w wojsku rosyjskim, Hardoniego, Józefa Ciesielskiego i innego, nieznanego z nazwiska. Wszyscy zmarli. Pochowano ich na cmentarzu parafialnym w Lipnie. Resztę rannych leżących w lasach nocą zebrali okoliczni ziemianie. Leczyli ich w ukryciu w swoich domach. 17 kwietnia 1863 roku odbył się zbiorowy pogrzeb wszystkich powstańców znalezionych na polu walki. W księgach parafii ligowskiej zapisano informację o 16 zabitych. Byli to: Józef Rakowski, lat 45, zamieszkały w Sierpcu, urodzony w Płocku, Henryk Dąbrowski, lat 31, urodzony w Gójsku, Stefan Konopski, lat 24, urodzony w Płocku (jego rodzice byli właścicielami nieruchomości w Płocku), Józef Gasiński, lat 16, ze Skępego, Edward Szarewicz, syn dziedziców dóbr Kaczorowy w powiecie płockim, Edward Olszewski, lat 23, pisarz prywatny wójta gminy Sierpc, Wojciech Zieliński, syn Teofila, urzędnika Dyrekcji Szczegółowej w Płocku, szewc Szymański z Płocka, Władysław Dobrowolski, lat 18, uczeń płockiego gimnazjum.
Aresztowanie
22 kwietnia 1863 roku aresztowano Zygmunta Padlewskiego wraz ze sztabem. Stało się to właściwie przypadkiem. Kozak, który zatrzymał jadących lasem podróżnych nie wiedział, kto jedzie. Próbowano go przekupić, aby puścił powóz wolno, ale zaproponowano za dużą łapówkę. Suma wydała się podejrzana. Po przeszukaniu powozu patrol znalazł rozkazy i dokumenty, nie pozostawiające wątpliwości, że podróżni nie są tym, za kogo się podają. 24 kwietnia Padlewskiego wraz z innymi jeńcami w liczbie 69 pod silną eskortą odwieziono do Płocka. Tam umieszczono w osobnej celi numer 140. Zarówno on, jak i jego towarzysze trafili pod sąd polowy. Padlewski nie miał wątpliwości, co mu grozi. Poprosił o książki religijne i zawiadomienie rodziny o jego sytuacji. Pierwsza do Płocka przyjechała ciotka – hrabina Klementyna Potocka. Próbowała go ratować. Uzyskała tylko tyle, że naczelnik płocki Semeka nie zatwierdził ostatecznie wyroku, ale zwrócił się o jego zatwierdzenie do władz wyższych w Warszawie. Z Warszawy przysłano rozkaz wykonania kary śmierci. O drugiej w nocy, z 14 na 15 maja, Padlewskiego powiadomiono, że wyrok będzie wykonany rano. Na kilka godzin przed śmiercią napisał: W tej chwili się dowiaduję, że dziś mam zakończyć ten żywot ziemski. Strasznie poważna to chwila dla mnie, więc nie dziwcie się, że niewiele w niej na pisanie czasu tracę, by tę godzinę, jaka mi pozostaje, z Bogiem przepędzić. Dalej żegnał rodzinę: ciotkę Potocką, brata Romka, siostry i krewnych. Księdza Leona prosił o modlitwę, a ojca – o spłacenie drobnych długów, jakie zaciągnął. (…) Rzeczy, które zostawiam, ciotka Potocka niech zabierze i na pamiątkę familii rozda. To trochę pieniędzy, jakie tu zostawiam, proszę przesłać do Krakowa, do p. Demidowicza, niech weźmie należność swoją, a resztę odda ubogim. Bądźcie zdrowi i szczęśliwi, o co Boga modlić będę. Matko droga, szukaj pociechy w Bogu, ja biedny nie moglem ci życia umilić, a teraz go tak jeszcze zatruwam. On cię za to poratuje. Zygmunt.
O 5 rano Padlewskiego w towarzystwie ojca bernardyna wywieziono na plac za rogatką płońską przy prochowni i tam wykonano wyrok. Przychylono się do jego prośby i nie zawiązano oczu. Pojmanych razem z nim towarzyszy: Teofila Koczuborskiego (podającego się za Antoniego Szczurowskiego) i doktora Jana Liseckiego skazano na osiedlenie się na Syberii. Porucznik Konstanty Sieciński i Jan Sokołowski dostali 10 lat katorgi.
Po latach, w Jerozolimie, jako oficer Armii Andersa, Broniewski napisał wiersz pod tytułem Mazurek Chopina. Powróci echem rodzinna historia: A babka mi to grała/ na starym fortepianie/ w pokoju, gdzie fotografia/ dwóch braci rozstrzelanych. /Bracia w czarnych czamarach/ leżą w płockim ogrodzie,/ a babka niedawno zmarła/ niespodzianie, gdzieś w drodze.../
Lena Szatkowska
Korzystałam z reprintu książki ks. Czesława Lissowskiego „Powstanie styczniowe w ziemi dobrzyńskiej”, wydanej przez Płocki Instytut Wydawniczy. Reprint na podstawie egzemplarza z biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, ukazał się w 150 rocznicę powstania styczniowego, staraniem Starostwa Powiatowego w Rypinie oraz Muzeum Diecezjalnego w Płocku. Książkę wydaną w 1938 roku autor poświęcił bohaterom powstania styczniowego pochodzącym z ziemi dobrzyńskiej lub walczącym na jej terenie.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze