W minionym tygodniu w Płocku nie sposób było nie spotkać się z historią. Miasto obchodziło aż trzy okrągłe rocznice: 85 rocznice wojny polsko-bolszewickiej, rocznice obrony Płocka i Dzień Wojska Polskiego. Wielu płocczan odwiedziło w tych dniach miejsca narodowej pamięci, uczestnicząc w apelu poległych, widowisku batalistycznym, rekonstruującym wydarzenia z 1920 roku i teatralnym rapsodzie przy pomniku Broniewskiego. Najefektowniej wypadli jeźdźcy i konie z Cierszewa, reprezentujący utworzone niedawno Stowarzyszenie Kawaleryjskie im. 4 pułku. Było dokładnie tak jak w przekazach historycznych. W piątek wieczorem, ulicą Kościuszki od strony Grodzkiej pędziła bolszewicka konnica. Poprzedziła ją szarża kozaków, na próżno szturmując ustawioną w poprzek ulicy barykadę. Szturm odparli kilkakrotnie wojskowi i harcerze. Trwała zacięta walka wręcz. Za broń chwyciła ludność cywilna, organizując też pomoc sanitarną. Z płomiennym apelem do obrony miasta wystąpił abp Julian Nowowiejski. Na balkonie jednego z domów, przy ul. Kościuszki rolę bohaterskiego kapłana zagrał proboszcz parafi farnej ks. Janusz Cegłowski.
Stojący obok mnie harcerz Tadzio Jeziorowski (prywatnie Tamek Biernat z Harcerskiego Zespołu Dzieci Płocku) czekał na swoją wielką chwilę. Włączył się w bitwę trochę wcześniej niż w scenariuszu, nieustraszenie nosił opatrunki, za co go Krzyżem Żołnierskim nagrodził marszałek Piłsudski.
Przed Przedszkolem nr 1 im. Marii Macieszyny, tuż za barykadą, odtworzono fragmenty sali szkolnej Żeńskiego Gimnazjum im. Reginy Żółkiewskiej. Sławną przełożoną szkoły Marcelinę Rościszewską odegrała udanie Romana Ludwicka. Jej „Reginki” (w tych rolach wystąpiły dziewczęta ze Służby Maltańskiej), zamiast lekcji w szkole sprawdzały praktyczne umiejętności sanitariuszek. Wyróżniała się jedna, opisana w przekazach historycznych, Janina Śmieciuszewska. Przybyła jako ochotniczka z Warszawy do Płocka. Zgłosiła się do przełożonej, jednocześnie szefowej Narodowej Służby Kobiet Polskich. Została później jej synową, żoną Lecha Rościszewskiego. W tej roli wystąpiła Ula Mordalska.
Widowisko „Płocka barykada” zgromadziło na ul. Kościuszki wielu obserwatorów. Jakiś pan, usłyszawszy błysk i huk petard, wybiegł przerażony z domu (nie do końca kompletnie ubrany), co widowisku batalistycznemu dodało kolorytu. Z pewnością ucieszyło też reżysera Tadeusza Bystrama. Nie do końca była kontenta Straż Miejska, czuwająca, by nikomu z cywilów nic się nie stało.
Historyczna ulica Kościuszki (tu miał miejsce Czerwiec 1976) ożyła za sprawą Harcerskiego Zespołu Dzieci Płocka i nieugiętego druha Wacława Milke. Nie musiał długo przekonywać wychowanka zespołu Tadeusza Bystrama do realizacji widowiska. W organizację włączyła się również Książnica Płocka, duchowieństwo i płockie stowarzyszenie im. 4 pułku strzelców konnych. Sędziwy druh Milke, wzruszony dziękował wykonawcom, przekonując, że „pamięć historii żyje w nas”.
Po zwycięskiej bitwie na dziedzińcu Książnicy można była dopełnić wrażeń, oglądając „Album Płocki”, film o obronie miasta, także w reżyserii Tadeusza Bystrama. Wieczorem, już po zmierzchu, przed pomnikiem Broniewskiego wiele osób oklaskiwało płockich aktorów w rapsodzie o roku 1920.
Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze