Nie udał się płockim szczypiornistom początek rozgrywek Ligi Mistrzów. Zespół mistrzów Hiszpanii Portland San Antonio pokazał jak grać w piłkę ręczną, choć Wisła starała się nawiązać walkę i w pewnym momencie przewaga gości wynosiła zaledwie cztery – pięć bramek. Wtedy jeszcze kibice mogli mieć nadzieję, że porażka nie będzie aż tak dotkliwa. Hiszpanie jednak szybko rozwiali marzenia. Płocczanie musieli uznać przewagę gości. Po pierwszym meczu Wisła zajmuje ostatnie miejsce w grupie D.Co prawda płocczanie rozpoczęli mecz od zdobycia bramki już w pierwszych sekundach, ale praktycznie w tym momencie skończyła się ich przewaga na boisku. Goście odpowiedzieli natychmiast i przez kolejne sześć minut z chirurgiczną precyzją trafiali w bramakę Andrzeja Marszałka. Dopiero w dziewiątej minucie Marek Witkowski zdobył drugą bramkę dla Wisły. W 14 minucie Artur Niedzielski zmniejszył przewagę Portland do czterech bramek i była to najmniejsza różnica w ciągu całego spotkania. Kilka minut później Niedzielski wykazał się znakomitym refleksem. Rzucił piłkę wprost w ręce bramkarza gości Vladimira Rivero. Ten ją odbił, na szczęście wprost w ręce Niedzielskiego, któremu pozostało już tylko umieścić piłkę w bramce.
Pierwsze minuty drugiej połowy meczu to zdecydowana przewaga gości, którym udało się w pewnym momencie uzyskać aż czternastobramkową przewagę. Płocczanie się otrząsnęli. Najpierw bramkę zdobył Alosza Szyczkow, chwilę później w jego ślady poszedł ponownie Niedzielski. Niestety, przewaga bramkowa i techniczna gości była zbyt duża i pomimo kolejnych zdobytych goli płocczanom nie udało się odrobić strat, a goście mogli grać już zupełnie na luzie.
– W naszej, składającej się z szestnastu drużyn lidze, Wisła byłaby gdzieś pośrodku, ale bliżej dziesiątego miejsca – tak grę płocczan podsumował trener gości Javier Equisoain Azanza.
– To był przeciwnik najwyższej klasy. Nasze założenie było takie, by nasi zawodnicy mieli piłkę jak najdłużej i jak najczęściej i starali się to robić. Jednak w piłce ręcznej w przeciwieństwie do nożnej nie można grać na czas. Czy płocczanie się wystraszyli? Nie, po prostu przeciwnik był o klasę lepszy. W Portland grają zawodnicy światowej klasy, którzy doświadczenie zdobywali na wielu międzynarodowych imprezach. W pewnych momentach było widać, że grają trójkami, doskonale się rozumiejąc – powiedział po meczu trener Wisły Krzysztof Kisiel.
– Bardzo dobrze zagraliśmy w obronie, dobrze wypadli także nasi obaj bramkarze. Bardzo ważne było dla nas by wygrać pierwszy mecz. Naczelnym celem jest w tej chwili byśmy zajęli jak najwyższą pozycję w grupie i w rezultacie wygrali rozgrywki Ligi Mistrzów – dodał J. Azanza.
Wisła: Marszałek, Góral – Niedzielski 4, Ilin 2, Titov 2, Szyczkow 2, Witkowski 3, Paluch, Wuszter 1, Zołoteńko, Szczucki 2, Twardo 3.
Portland: Rivero, Hvidt – Rocas 8, Ortigosa 4, Andorinho 1, Lozano 2, Gerralda 1, Martin 1, Richardson 2, Rodriquez, Lubej 2, Perez 3, Jorgenson 4, Balic 2.
Drugi mecz w grupie D: Crvena Zvezda Belgrad – Celje Pivovarna Lasko 33:32 (22:16).
Tabela grupy D:
1. Portland 1 30-19
2. Crvena 1 33-32
3. Celje 1 32-33
4. Wisła 1 19-30
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze