Akcja Wyborcza Solidarność wyleciała ze sceny politycznej między innymi za kasy chorych, których wprowadzenie miało stanowić jakiś sposób zaradzenia dramatycznej sytuacji w służbie zdrowia. Już dziś można przewidzieć, za co wyleci na parę lat z pierwszoplanowych ról Sojusz Lewicy Demokratycznej do spółki z Unią Pracy. Za Narodowy Fundusz Zdrowia, który zdaje się pogłębił kryzys w branży, i za próbę częściowej prywatyzacji szpitali przez przekształcenie ich w spółki prawa handlowego z większościowym pakietem akcji w rękach państwa (aż 75%) lub jednostek samorządu terytorialnego, podlegających tak jak inne firmy tego typu procedurze prawa upadłościowego. To bardzo ostrożna i tylko częściowa prywatyzacja. Może więc nie ma się czego bać.
Polacy jednak generalnie boją się prywatyzacji. Jak mają zresztą się jej nie bać, skoro kojarzy się im nieodłącznie ze zwolnieniami z pracy, zamykaniem zakładów przejętych przez zagranicznego inwestora, a w najlepszym razie z zarobkami na poziomie pozwalającym co najwyżej nie zdechnąć z głodu. Kto jest winien tej sytuacji, bo chyba nie jest to sytuacja zdrowa? Prywatni pracodawcy, bo upowszechniają niezdrowe obyczaje, pozwalające człowiekowi czuć się jedynie kimś w rodzaju konia pociągowego, taniej siły roboczej, narzędzia bezlitośnie wykorzystywanego do osiągania zysku (choćby kasjerki w hipermarketach). A może Państwo dyktujące takie warunki prawno – fiskalne, które tak wysoko podnoszą koszty pracy, że pracodawcy inaczej nie mogą. W każdym razie jest to sytuacja wysoce patologiczna. Z lekcji, jaką w roku 1991 dał nam Papież, przypominając, że odbudowa gospodarcza III Rzeczypospolitej musi zostać oparta na zasadach respektujących godność człowieka i zabezpieczających jego pierwszeństwo przed kapitałem, ani państwo, ani prywatny biznes nie wyciągnęli żadnych wniosków. Stąd narasta społeczna frustracja, a niechęć do prywatyzowania czegokolwiek bierze górę nad rozsądkiem, który żąda, by odciążyć państwo od dźwigania balastu w postaci nierentownych kopalń, kolei, zadłużonych szpitali.
Stąd w minionym tygodniu wstrząsnął krajem największy od paru lat protest górników żądających, aby w obronie ich miejsc pracy cały naród dopłacał co roku przez budżet miliony złotych do funkcjonowania parudziesięciu nikomu niepotrzebnych kopalń. Niestety nadal chyba można by znaleźć w tym kraju więcej osób solidaryzujących się z żądaniami górników niż takich, które rozumieją, że ten garb dusi kraj od lat i jeśli radykalnie, i pewnie nie bez ofiar, nie zostanie zrzucony, to w końcu przydusi nas wszystkich, bo państwo wydrze nam ostatnie grosze, tłumacząc to grzecznie koniecznością ratowania budżetu. Tym bardziej, że Bruksela zapowiedziała, że nie dołoży do tego bałaganu ani centa. A w kolejce roszczeń stają już kolejarze.
Pielęgniarki i położne z kolei zapowiedziały po spaleniu trumny z napisem “SLD-UP”, że sprawy służby zdrowia potrafią lepiej rozwiązać niż rząd. I wcale ich frustracji się nie dziwię, bo w tej materii żaden rząd nie poradził sobie od początku transformacji. Ale i nie wierzę w geniusz ekonomiczny obrończyń państwowego, zbiurokratyzowanego stanu posiadania w tym sektorze. Delikatnie tylko zauważę, że nigdy nie słyszałem o strajkach weterynarzy, a tę branżę sprywatyzowano szybko, bezboleśnie już na początku lat 90. Podobnie jest ze stomatologią. Praktycznie nikt nie korzysta z gabinetów państwowych. Nawet nie wiem, czy są jeszcze takie gabinety.
Może więc uratować nas może tylko radykalna, szybka i wbrew partykularnym interesom różnych grup społecznych przeprowadzona prywatyzacja, której i tak nie unikniemy. Opóźnianie radykalnej terapii sprawi, że zapłacimy za nią dużo więcej, jeśli wcześnie cały ten bajzel radykalnie i konkretnie nie zbankrutuje, a do tego mu coraz bliżej. Co zapobiegliwsi już wyjmują oszczędności z banków i radzą to innym. Jeśli oczywiście jeszcze ktoś ma coś do wyjęcia. W Argentynie mało kto się spodziewał i mało kto zdążył.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze