Reklama

Bliżej Argentyny

25/11/2003 18:24

Akcja Wyborcza Solidarność wyleciała ze sceny politycznej między innymi za kasy chorych, których wprowadzenie miało stanowić jakiś sposób zaradzenia dramatycznej sytuacji w służbie zdrowia. Już dziś można przewidzieć, za co wyleci na parę lat z pierwszoplanowych ról Sojusz Lewicy Demokratycznej do spółki z Unią Pracy. Za Narodowy Fundusz Zdrowia, który zdaje się pogłębił kryzys w branży, i za próbę częściowej prywatyzacji szpitali przez przekształcenie ich w spółki prawa handlowego z większościowym pakietem akcji w rękach państwa (aż 75%) lub jednostek samorządu terytorialnego, podlegających tak jak inne firmy tego typu procedurze prawa upadłościowego. To bardzo ostrożna i tylko częściowa prywatyzacja. Może więc nie ma się czego bać.
Polacy jednak generalnie boją się prywatyzacji. Jak mają zresztą się jej nie bać, skoro kojarzy się im nieodłącznie ze zwolnieniami z pracy, zamykaniem zakładów przejętych przez zagranicznego inwestora, a w najlepszym razie z zarobkami na poziomie pozwalającym co najwyżej nie zdechnąć z głodu. Kto jest winien tej sytuacji, bo chyba nie jest to sytuacja zdrowa? Prywatni pracodawcy, bo upowszechniają niezdrowe obyczaje, pozwalające człowiekowi czuć się jedynie kimś w rodzaju konia pociągowego, taniej siły roboczej, narzędzia bezlitośnie wykorzystywanego do osiągania zysku (choćby kasjerki w hipermarketach). A może Państwo dyktujące takie warunki prawno – fiskalne, które tak wysoko podnoszą koszty pracy, że pracodawcy inaczej nie mogą. W każdym razie jest to sytuacja wysoce patologiczna. Z lekcji, jaką w roku 1991 dał nam Papież, przypominając, że odbudowa gospodarcza III Rzeczypospolitej musi zostać oparta na zasadach respektujących godność człowieka i zabezpieczających jego pierwszeństwo przed kapitałem, ani państwo, ani prywatny biznes nie wyciągnęli żadnych wniosków. Stąd narasta społeczna frustracja, a niechęć do prywatyzowania czegokolwiek bierze górę nad rozsądkiem, który żąda, by odciążyć państwo od dźwigania balastu w postaci nierentownych kopalń, kolei, zadłużonych szpitali.
Stąd w minionym tygodniu wstrząsnął krajem największy od paru lat protest górników żądających, aby w obronie ich miejsc pracy cały naród dopłacał co roku przez budżet miliony złotych do funkcjonowania parudziesięciu nikomu niepotrzebnych kopalń. Niestety nadal chyba można by znaleźć w tym kraju więcej osób solidaryzujących się z żądaniami górników niż takich, które rozumieją, że ten garb dusi kraj od lat i jeśli radykalnie, i pewnie nie bez ofiar, nie zostanie zrzucony, to w końcu przydusi nas wszystkich, bo państwo wydrze nam ostatnie grosze, tłumacząc to grzecznie koniecznością ratowania budżetu. Tym bardziej, że Bruksela zapowiedziała, że nie dołoży do tego bałaganu ani centa. A w kolejce roszczeń stają już kolejarze.
Pielęgniarki i położne z kolei zapowiedziały po spaleniu trumny z napisem “SLD-UP”, że sprawy służby zdrowia potrafią lepiej rozwiązać niż rząd. I wcale ich frustracji się nie dziwię, bo w tej materii żaden rząd nie poradził sobie od początku transformacji. Ale i nie wierzę w geniusz ekonomiczny obrończyń państwowego, zbiurokratyzowanego stanu posiadania w tym sektorze. Delikatnie tylko zauważę, że nigdy nie słyszałem o strajkach weterynarzy, a tę branżę sprywatyzowano szybko, bezboleśnie już na początku lat 90. Podobnie jest ze stomatologią. Praktycznie nikt nie korzysta z gabinetów państwowych. Nawet nie wiem, czy są jeszcze takie gabinety.
Może więc uratować nas może tylko radykalna, szybka i wbrew partykularnym interesom różnych grup społecznych przeprowadzona prywatyzacja, której i tak nie unikniemy. Opóźnianie radykalnej terapii sprawi, że zapłacimy za nią dużo więcej, jeśli wcześnie cały ten bajzel radykalnie i konkretnie nie zbankrutuje, a do tego mu coraz bliżej. Co zapobiegliwsi już wyjmują oszczędności z banków i radzą to innym. Jeśli oczywiście jeszcze ktoś ma coś do wyjęcia. W Argentynie mało kto się spodziewał i mało kto zdążył.

Wiesław Kopeć

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości