Dla beniaminka Wisły Płock to pierwszy mecz po dziewięciu latach w Ekstraklasie. Przed spotkaniem trener Wisły Marcin Kaczmarek zapewniał, że ma dobrze rozpracowaną drużynę gości i tylko od piłkarzy zależy, czy zdołają nawiązać równą walkę z zespołem, który ma zamiar walczyć o tytuł mistrza Polski. Jak się okazało, potrafili, a w efekcie zdobyli swoje pierwsze trzy punkty, wygrywając inauguracyjne spotkanie. Drugim przeciwnikiem płockiego klubu jest Piast Gliwice. Będzie zatem okazja na powiększenie dorobku punktowego i wywalczenie wyjazdowego zwycięstwa.
Płock pięknie przygotował się na inaugurację rozgrywek Ekstraklasy. Ponad 8 tys. kibiców przyszło na stadion, by na własne oczy obejrzeć pierwszy pojedynek. Wisła faworytem nie była. Budżet Lechii to 40 mln zł, natomiast płockiego klubu – nieco ponad 10 mln. Jednak jak powiedział przed meczem trener Kaczmarek, pieniądze nie grają.
Wisła zakończyła rozgrywki I ligi 5 czerwca, potem był krótki odpoczynek i zawodnicy wrócili do przygotowań do nowego, znacznie trudniejszego etapu. Tuż przed pierwszym meczem do zespołu doszło czterech nowych zawodników. Trenerowi Marcinowi Kaczmarkowi zabrakło przynajmniej tygodnia, by móc stwierdzić, że udało się zrealizować plan przygotowań do nowego sezonu i załatwić wszystkie sprawy kadrowe.
W ostatnich dniach do zespołu dołączyli: Hiszpan Jose Kante Martinez, Gruzin Giorgi Merebashvili, Ukrainiec Vitalij Hemeka oraz – co jest największym hitem transferowym Wisły w tym sezonie – zawodnik z ogromnym doświadczeniem w Ekstraklasie, Lidze Europejskiej i Lidze Mistrzów – Białorusin Siergiej Kriwiec. Kante i Hemeka zadebiutowali w pierwszym meczu, a dwaj pozostali muszą otrzymać pozwolenie na pracę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zagrają, przynajmniej po kilkanaście minut, w niedzielę w Gliwicach. Trener Kaczmarek będzie miał twardy orzech do zgryzienia, jak poukładać zespół w nowym składzie.
Wisła nie była faworytem
Niesprawiedliwie byłoby pisać, że wygrał zespół lepszy, bardziej poukładany, prowadzony pod kierunkiem doświadczonego trenera. Tak nie się nie stało, i choć powodów do zadowolenia było sporo, krytyki nie może zabraknąć. Momentami drużyna Wisły była zagubiona, broniła się niemal całym zespołem przed atakami gości. Dobrze, że udało się przetrwać „nawałnicę” piłkarzy Lechii po zdobyciu przez podopiecznych trenera Pawła Nowaka bramki, a gdańszczanie nie poszli za ciosem. Wtedy wynik mógłby być inny.
Dla płocczan i płockiego klubu wszystko ułożyło się po myśli stratega Kaczmarka, którego polecenia skrzętnie wykonywali zawodnicy. Bardzo dobrze spisywał się w bramce Seweryn Kiełpin, świetnie zagrała obrona. Tylko napastnicy nie wpisali się na listę strzelców, ale kolejną okazję będą mieli w niedzielę w Gliwicach.
Pierwszy kwadrans spotkania to sprawdzanie, na ile można sobie pozwolić i walka o każdy metr boiska. Z tej rozgrywki zwycięsko wyszli goście. W 15. min spotkania, po dośrodkowaniu Sławomira Peszki, głową uderzył tuż przy słupku Marco Paixao. To właśnie wtedy rywale mogli pójść za ciosem. Dobrze, że nie wykorzystali sytuacji.
Na szczęście utrata bramki nie podcięła skrzydeł zawodnikom Wisły. Gospodarze szybko pozbierali się po starcie bramki i w 23. min doprowadzili do wyrównania. Wykonawcą rzutu wolnego był Dominik Furman, który posłał piłkę wprost na głowę Przemysława Szymińskiego, a ten bez namysłu i praktycznie bez celowania wpakował ją do bramki. Do końca I połowy więcej okazji do zdobycia goli mieli gospodarze, ale najlepszą obroną popisał się w 39 min Seweryn Kiełpin, który wybił piłkę po strzale głową Marco Paixao. Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego, Cezary Stefańczyk podał do Arkadiusza Recy, ten źle przyjął piłkę, na prawą, a nie lewą nogę i w rezultacie posłał futbolówkę obok słupka.
Szansę na podwyższenie wyniku tuż po rozpoczęciu II połowy miał w 47. min Arkadiusz Reca, który przebiegł z piłką przez całe boisko i mocno zagroził bramce Lechitów. Od tego momentu Lechia zaczęła dominować, zepchnęła gospodarzy do defensywy i raz za razem atakowała bramkę Kiełpina. Po dwóch kwadransach II połowy, kiedy gospodarze musieli mocno się bronić, Wisła zaatakowała. Po akcji płocczan w 75. min sędzia uznał, że ręką zagrał Jakub Wawrzyniak, za co podyktował rzut karny. Pięknym technicznym strzałem, który był bardzo ryzykowny, ale skuteczny, zamienił jedenastkę na gola Dominik Furman. Dla 24-letniego pomocnika, który doszedł do zespołu na początku okresu przygotowawczego, był to znakomity mecz. Zawodnik zdobył sympatię kibiców, bo nie tylko walczył jak lew o każdą piłkę, ale zaliczył gola i asystę już w pierwszym meczu. Podczas konferencji prasowej, kiedy został przedstawiony dziennikarzom, podkreślał, że długo nie wychodził na murawę i czuje ogromny głód piłki.
Bramka, która ostatecznie ustaliła wynik spotkania, wyraźnie dodała pewności siebie drużynie gospodarzy. Płocczanie wyszli ze swojej połowy i zaczęli atakować na polu karnym przyjezdnych. Jednak mimo kilku akcji wynik się już nie zmienił. Wisła zanotowała zatem swoje pierwsze zwycięstwo w Ekstraklasie i dała nadzieję, że ten sezon może być dla płocczan wyjątkowy.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze