O godzinie 4.25 rano w w piątek 26 maja 2006 r. najlepiej poinformowaną osobą co do wyjazdu płocczan na mszę św. z Benedyktem XVI na Placu Piłsudskiego w Warszawie był taksówkarz: – Radziwie pojechało już o drugiej w nocy, „Fatimska” chyba o trzeciej – to dlatego, żeby zająć jak najlepsze miejsca w sektorach. – Widziałem już policję, chyba ze 20 busów, ze cztery karetki też jechały. O trzeciej wyjeżdżał też „Duch Święty”. „Stanisławówka” dopiero o piątej, ale za to aż trzema autokarami. Z całej Diecezji Płockiej na msze z papieżem Benedyktem XVI do Warszawy i Krakowa pojechało około 4,5 tys. wiernych. To dane oficjalne – wiele osób zdecydowało się pojechać bez karnetu, a mszę w stolicy obserwowali na przykład na telebimach. W Kurii Diecezjalnej Płockiej na oficjalnej liście znalazły się parafie: św. Jakuba (Imielnica), św. Stanisława Kostki, św. Jadwigi (Wielka Płyta), Ducha Świętego (Skarpa), Katedra, św. Józefa (Cholerka) oraz Stowarzyszenie Rodzin Katolickich i Klub Inteligencji Katolickiej. Z Diecezji Płockiej do Warszawy pojechały też m.in. parafie z Sierpca, Gostynina, Czerwińska, Raciąża. Bez karnetów jechały do Warszawy m.in. parafie św. Jana, św. Krzyża i św. Wojciecha z Płocka. W piątek 26 maja na Placu Piłsudskiego emocje skutecznie studził deszcz, albo jak kto woli – „strumienie Bożej łaski”. Na szczęście nikogo z Płocka nie dotknęła hipodermia, choć jej przypadki wcale nie były rzadkie. Na szczęście już pierwsze słowa Papieża, wypowiedziane po polsku, przyjęte zostały z serdecznym entuzjazmem: – Zaraz się cieplej zrobiło na sercu – komentowała parafianka od św. Stanisława. Rzęsiste opady sprawiły jednak, że płocczanie zamiast Benedykta XVI, widzieli jedynie kaptury swoich peleryn przeciwdeszczowych. – Od Benedykta emanuje taki spokój – zachwycała się inna z pań ze „Stanisławówki”, która późno wyjeżdżając (ale za to aż trzema autokarami), zajęła ostatnie miejsca w sektorze D-5. – Kiedy Papież rozpoczął mszę po polsku, myślałam, że za chwilę usłyszę... język niemiecki, ale przecież on jest zwierzchnikiem Kościoła powszechnego, całego, więc to zrozumiałe, że mówił potem po włosku. On nas „kupił” Refleksje płocczan są różne. Ks. Paweł Rokicki z parafii św. Benedykta w Radziwiu, tej, która wyjechała już o drugiej w nocy, ale za to zajęła bardzo dobre miejsca w sektorze D-7 (z widokiem na ołtarz), skrytykował lektora: – Na piątkę podczas tej mszy spisali się Papież i chór, ale lektor to chyba zaspał. Zabrakło klimatu, lektor nie potrafił poruszyć mas wiernych. A przecież prymas Glemp witając Papieża tak ładnie ujął tę sytuację, że pada deszczyk majowy, więc wytrzymamy. Naszych parafian bardzo poruszyła homilia i nikt nie żałował, że przyjechał, chociaż zmókł. Żałowaliśmy tylko, że nie byliśmy w Krakowie... Ale to właśnie lektor dostrzegł wśród około 300 tys. ludzi transparent z Płocka: „Kochamy Cię Ojcze Święty. Płock”. Siłą rzeczy płocczanie szukali u Benedykta XVI analogii do Jana Pawła II. Samo miejsce – Plac Piłsudskiego, kojarzone było z rokiem 1979 i słowami „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”: – W słowach Benedykta XVI słychać było nawiązania do pontyfikatu Jana Pawła II – uważa Ryszard Goworowski, który pojechał do Warszawy z parafią św. Krzyża w Płocku. – A poza tym w sytuacji, gdy przemawiał do nas namiestnik Pana Jezusa, deszcz okazał się sprawą zupełnie drugorzędną – optymistycznie stwierdzał płocczanin. Deszcz w ogóle nie przeraził harcerzy z ZHR w Gostyninie przy parafii Miłosierdzia Bożego, którzy „silną grupą pod wezwaniem” ks. Tadeusza Jabłońskiego byli bardzo widoczni na mszy w Warszawie. Przed deszem skutecznie chroniły ich harcerskie peleryny i pełne zapału młode serca. – Deszcz był w tym wszystkim najmniej istotny – zaopiniowała już po powrocie do Płocka Renata Kowalska z parafii Ducha Świętego: – Mieliśmy jeden z gorszych sektorów, ale to zupełnie nie miało dla nas znaczenia. W grupie czuliśmy wzajemne zjednoczenie. Gdy ktoś krzyknął, że zaraz będzie przejeżdżał Papież, ludzie o mało się nie pozabijali, żeby dobiec do barierki – śmieje się Renata Kowalska. – Dla mnie osobiście spotkanie z Benedyktem XVI było zakończeniem okresu żałoby po Janie Pawle II. Z ust obecnego Papieża padły słowa pełne otuchy. On nas „kupił” swoją nieśmiałością, szczerością, stylem bycia. A gdy słyszeliśmy te potyczki językowe, to po prostu cieplej się robiło na sercu... Dzięki obecności w Warszawie lepiej przeżywało się potem transmisje z kolejnych etapów podróży Papieża po Polsce. „Benedetto” i „Zostań z nami” to tylko niektóre z okrzyków, jakie oczekując na mszę wznosili parafianie z „Ducha Świętego”, przejęci radością ze spotkania z następcą św. Piotra. Mała Wieś na Franciszkańskiej Z racji odległości mniejszym zainteresowaniem cieszył się Kraków, ale i tu pofatygowali się młodzi z parafii św. Jakuba w Płocku, ZHR z parafii Miłosierdzia Bożego w Gostyninie i młodzież ze św. Maksymiliana Kolbego w Małej Wsi i redakcja płockiej „Niedzieli”. Z całej Diecezji Płockiej w spotkaniu z młodzieżą i mszy na Błoniach Krakowskich uczestniczyło około 2,5 tys. osób. Do Krakowa na spotkanie Papieża z młodzieżą w piątek 27 maja pojechali m.in. ministranci z Małej Wsi: – To niesamowite, ale Ojca Świętego widziałem aż dwa razy – opowiada Łukasz Boch z Lasocina, uczeń klasy I w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym w Małej Wsi. – Na spotkaniu z młodzieżą naszą grupę dzieliło od niego 500 m, a dnia następnego, gdy Benedykt XVI wracał po mszy do Kurii Krakowskiej, widziałem go z odległości zaledwie 5 m – relacjonuje rozemocjonowany przedstawiciel pokolenia JP II. – Wszyscy uczestniczyliśmy w spotkaniu z Papieżem, potem mszy sprawowanej przez biskupa, wreszcie koncercie, który trwał do drugiej w nocy. Nocowaliśmy w kaplicy niedaleko Błoni. Następnego dnia poszliśmy pod okno Kurii Krakowskiej na Franciszkańską, gdzie Benedykt XVI pojawił się około 12.30. Wrażenia są niezapomniane – dodaje Łukasz Jego kolega z klasy, Piotr Adamczyk z Małej Wsi, też chciałby zanucić słynną piosenkę Lombardu „Przeżyj to sam”: – Przeżycie było ogromne – przyznaje licealista. – Na Błoniach było około 600 tys. ludzi, ale każdy z nich doświadczył czegoś niezapomnianego, aż dreszcze przechodziły... I deklaruje, że na następną pielgrzymkę też pojedzie i że wierzy, że obecny Papież będzie dążył do pojednania Kościoła. Ale okazuje się, że nie tylko młodzież doświadczyła w Krakowie czegoś bardzo ważnego duchowo. Jan Waćkowski, znany płocki fotoreporter i autor zdjęć do tego reportażu, który towarzyszył Benedyktowi XVI i w Warszawie, i w Krakowie, mówi o atmosferze wielkiego święta, jaką wyczuwało się już po wejściu na Błonia: – Tam była atmosfera wielkiej spontaniczności. Po każdym nawiązaniu przez Benedykta XVI do Jana Pawła II, wybuchały gromkie oklaski, ale gdy Papież na zakończenie powiedział „Nie mówię żegnam, ale do widzenia”, to już była po prostu burza oklasków. Zaakceptowaliśmy tego Papieża – podsumowuje Jan Waćkowski. I jak komentowali płocczanie później, gdy już zmęczeni, ale szczęśliwi wrócili do Płocka, sam Ojciec Święty mógł się w Krakowie ugruntować w przekonaniu, że na młodzież, która przyjęła go jak bardzo bliskiego człowieka, rzeczywiście może postawić. Elżbieta Grzybowska Zdjęcia – Jan Waćkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze