Reklama

Będziemy tu wszyscy za rok!

05/08/2004 16:24
Blisko trzysta osób spotkało się na tegorocznym, czwartym już, zjeździe absolwentów płockiej Jagiellonki. Do Płocka przyjechali z najodleglejszych zakątków świata i kraju. Wszyscy zgodni co do tego, że warto pokonać największe nawet odległości, by tego dnia przez kilka godzin być w Płocku. By, często po wieloletniej przerwie, spotkać przyjaciół, koleżanki, kolegów z lat szkolnych. Wrócić w rozmowie do czasów liceum. Powspominać wychowawców, nauczycieli, ale także szkolne grzeszki i psikusy. Wszyscy zgodni także co do tego, że z pewnością przyjadą tu za rok. Jak zawsze spotkaniom jagiellończyków towarzyszyła ogromna spontaniczność. Nie zabrakło okrzyków radości, ale i łez wzruszenia, zwłaszcza gdy po wielu latach, dzięki temu spotkaniu, można było uściskać, czasami nie widziane od momentu ukończenia szkoły koleżanki ze szkolnej ławki. – To cudowna sprawa, że tyle osób jest tu z nami. Co roku liczba uczestniczących w spotkaniach jest coraz większa. Obserwujemy, że mimo upływu lat więź ze szkołą jest ogromna. Naprawdę cieszy nas to, że jagiellończycy po kilku, kilkunastu i kilkudziesięciu latach od momentu zakończenia nauki nie zapominają o szkole, licealnych miłościach, przyjaźniach i wychowawcach – powiedziała Hanna Piasecka (rocznik maturalny 1965), jedna ze współorganizatorek i pomysłodawczyń organizowania spotkań jagiellończyków.

„Fema”, „Sinica”,
„Gucio”
Faktycznie kilka minut rozmowy wystarczyło, aby przekonać się o tym, że wszyscy doskonale pamiętają nawet najdrobniejsze szczegóły. Te dotyczące szkolnych psikusów, drobnych przewinień, wyglądu szkolnych sal. – Dzisiejsza wizyta w budynku szkoły wystarczyła, by przypomnieć sobie szkolne czasy. Byłam na wszystkich piętrach, zajrzałam do każdej klasy, dotknęłam każdej klamki. Byłam na korytarzu na pierwszym piętrze, który śni mi się nieraz, że stoję tam i strasznie się boję, ponieważ nie mogę rozwiązać zadania z matematyki. Ale opuszczałam szkołę ze łzami w oczach. Dlaczego? Bo te spotkania przywracają mi obrazy z przeszłości, szczęśliwej młodości – powiedziała Wanda Gołębiewska (rocznik maturalny 1963), płocka poetka.
Chociaż na tegorocznym spotkaniu nie spotkała nikogo ze swojej klasy, nie ukrywała ogromnego wzruszenia. Na spotkanie przyszła ze szkolnym pamiętnikiem, w którym skrzętnie zanotowane są nazwiska wszystkich czterdziestu uczniów z jej klasy ósmej b, przezwiska nauczycieli, ważne fakty z życia klasy i szkoły. – Spotykając się z Maćkiem Turowskim, jednym z organizatorów spotkania, powiedziałam, że musiał wyemigrować do Kanady, byśmy mogli się tu spotykać, bo nikt z Płocka nie wpadł na taki pomysł. On nas zintegrował, zwerbował i połączył – powiedziała Wanda Gołębiewska.
W czasie rozmów przy stolikach rozstawionych w ogródku przy Płockim Towarzystwie Wioślarskim, można było usłyszeć, że Jagiellonka była szkołą trudną, wymagającą wiele od uczniów, ale zarazem wszechstronnie przygotowującą. – Wielokrotnie bywało tak, że serce na lekcji było w gardle. Drżały ręce, trudno było zebrać myśli. Ale z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że zostaliśmy dobrze przygotowani. Przekazywano nam wiedzę teoretyczną, ale również wychowywano, uczono dobrego stosunku do życia – mówili zebrani przy stolikach jagiellończycy.
Nie zabrakło wspomnień o nauczycielach. Oczywiście wszyscy doskonale do dziś pamiętają nadane im przez uczniów przezwiska. Niezapomniana rusycystka Maria Rudzińska, przez uczniów nazywana była „carycą” lub „pierwiosnkiem”. Polonista Tomasz Sankowski – „sankiem”, nauczycielka geografii – „femą”, chemii – „sinicą”. Nauczyciel historii zwany był „jamochłonem”.

Skandal
w niebieskich spodniach
Elżbieta Zbrzezna (rocznik maturalny 1968), w tym roku po raz pierwszy przyszła na spotkanie jagiellończyków. – Zupełnie przypadkiem dowiedzieliśmy się z mężem, również absolwentem Jagiellonki, że takie spotkania są organizowane. Postanowiliśmy, że musimy tu być. Póki co nie spotkałam nikogo ze swojej klasy. Ale już na wejściu wypatrzyłam kilka znajomych twarzy, uczniów, którzy chodzili do równoległych klas. Naprawdę miło spędzamy czas wśród osób, które łączą wspólne wspomnienia. Wystarczyło kilka chwil, aby przenieść się w czasy szkolnych lat. Przypominamy sobie czasy nauki, opowiadamy żarciki o nauczycielach – powiedziała Elżbieta Zbrzezna, nauczycielka języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 23.
W czasie rozmów nie brakowało również historyjek, które dziś już można opowiadać ze śmiechem. Pani Elżbieta dodaje, że wtedy budziły jednak wiele strachu, ponieważ Jagiellonka była szkołą narzucającą uczniom ogromną dyscyplinę. – Pamiętam jak swego czasu wywołałam skandal. Dlaczego? Pojawiłam się w szkole w niebieskich spodniach. Odbyłam cykl rozmów z nauczycielami, wychowawczynią. Szok wzbudził sam fakt przyjścia w spodniach, podczas gdy wszyscy mieliśmy specjalne szkolne mundurki. Po drugie, takie jaskrawe kolory były nie do przyjęcia w szkole. Na szczęście, gdy okazało się, że mam zwichniętą kostkę i chciałam zakryć bandaż, „przewinienie” zostało mi wybaczone – powiedziała Elżbieta Zbrzezna.
Ale dziś po latach nawet sytuacje, kiedy człowiek został skarcony wspomina się z sentymentem. Kilka godzin rozmów pozwala przenieść się w najszczęśliwszy okres z życia człowieka. Chociaż Jarosław Iwaszkiewicz pisał, że powrót do dzieciństwa i młodości nie jest możliwy, to spotkania jagiellończyków są jednak takim wehikułem czasu.
Tak je traktują wszyscy przychodzący na te spotkania. Tomasz Zbrzezny (pracownik naukowy Politechniki Płockiej), dodaje, że jego klasę łączą bardzo silne więzy. – Z pewnością za dwa lata na stuleciu szkoły będzie nas reprezentowała silna grupa. Chociaż nie brakuje nam kontaktów na co dzień. Z koleżankami i kolegami z klasy spotykamy się z racji zawodowych, ale także na gruncie prywatnym. Mamy regularne spotkania naszej klasy. Taką osobą mobilizującą nas do nich jest Józio Krawczyk – powiedział Tomasz Zbrzezny.

Jagiellonka górą!
Co jakiś czas można było przy którymś stoliku usłyszeć te właśnie słowa. Tomasz Zbrzezny dodaje, że wszyscy tu obecni są chorzy na Jagiellonkę. – Nasze rozmowy toczą się głównie wokół szkoły. A mamy co wspominać. Oczywiście najczęściej i najchętniej wspomina się sławne numery robione belfrom. W przypadku mojej klasy najczęściej wspominamy ten, który zrobiliśmy na tak zwanych robotach z Zygmuntem Krzywińskim. Kolega poinformował go, że za pracownią jest jakiś przewód, który może się przydać na zajęciach. I warto by kawałek uciąć. Dostali zgodę nauczyciela. Po upływie kilkunastu minut woźna poinformowała, że dyrektor wzywa pana profesora do swojego gabinetu. Co się stało? Zgasło światło w zakładzie karnym, ponieważ koledzy wycięli fragment przewodu doprowadzającego prąd. I trzeba było wymieniać całą linię – powiedział Tomasz Zbrzezny.
O tym, że uczestnicy spotkania są chorzy na Jagiellonkę, można się przekonać słysząc, jakie odległości pokonali, aby spotkać się ze znajomymi z lat szkolnych. Katarzyna Szymczak (rocznik maturalny 1984) przyjechała aż z Vancouver. – O spotkaniu dowiedziałam się od mojej najlepszej koleżanki Ani Milińskiej, z którą przez cztery lata nauki siedziałam w jednej ławce i od dwudziestu lat utrzymujemy kontakt. Dzisiejsze spotkanie ma niesamowity wymiar. Po pierwsze mamy możliwość bezpośredniego kontaktu z przyjaciółką. Po drugie obchodzimy jubileusz dwudziestolecia matury. Jest cudownie, sympatycznie i cieszę się, że mogę tu być. Z pewnością za rok, jeśli tylko obowiązki mi pozwolą, będę starała się również dotrzeć – powiedziała Katarzyna Szymczak.
Z takim zapewnieniem spotkanie opuszczała cała zgromadzona na spotkaniu „jagiellońska” rodzina. Kolejne, piąte spotkanie tradycyjnie odbędzie się w ostatnią sobotę lipca 2005 r. ,a w 2006 absolwenci i nauczyciele Jagiellonki będą uczestniczyć w wielkim święcie 100-lecia szkoły.

rad


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości