Gramy z Latynosami i Arabami… Łatwo nie będzie. Historia uczy, że nasi wolą grać z rywalami z Europy (bilans sześć zwycięstw, trzy remisy, pięć porażek). Z Latynosami wypada to gorzej (cztery – zero – sześć). Z Arabami bez rewelacji (zwycięstwo i remis). Zdrowy rozum podpowiada, że o awansie zadecyduje wynik starcia z Meksykiem. Dziewiątym zespołem w rankingu FIFA. Argentyna zajmuje miejsce czwarte, my – dwudzieste szóste, Arabia Saudyjska – czterdzieste dziewiąte. Graliśmy już z potomkami Majów na turnieju w Argentynie. Z powodzeniem. W Katarze do awansu, przy korzystnych układach, może wystarczyć remis. Nawet jeśli z Argentyną nie sprawimy niespodzianki. Tyle, że na drugi zespół z naszej grupy w jednej ósmej finału czeka najprawdopodobniej obrońca tytułu… A z Francuzami mamy bilans trzy – pięć – osiem. Gdybyśmy grupę wygrali, spotkamy prawdopodobnie Duńczyków. Bilans osiem – dwa – trzynaście. Kiepsko….
Pytanie, po co przytaczam te statystyki? Czy mają one jakikolwiek wpływ na wyniki na tegorocznym Mundialu? Oczywiście żadnego! Ale tak może odpowiedzieć trener, piłkarz, dziennikarz sportowy, statystyk futbolu… Kibic wie swoje! A ja jestem właśnie kibicem. Mam zatem obowiązek wierzyć w swoich! To oczywiste, ale jeśli nie ma być tak zwanym urzędowym optymizmem, musi wynikać z racjonalnych przesłanek. Można się na przykład odwołać do pamiętnego roku siedemdziesiątego czwartego. Czy ktoś był gotów postawić złamanego grosza na awans z grupy? Z Argentyną i Włochami, wicemistrzami z poprzedniego Mundialu? A przecież wtedy reprezentacja miała znacznie mocniejsze karty w ręku.
Jakie? Proszę bardzo! Rok sześćdziesiąty dziewiąty, finał Pucharu Zdobywców Pucharów Górnika Zabrze. Jedyny taki przypadek w historii europejskich pucharów. Rok siedemdziesiąty, półfinał Pucharu Mistrzów Legii. Wywalczone nogami rodzimych graczy, dla zagranicznych nasza ekstraklasa była niedostępna. Rok siedemdziesiąty drugi, złoty medal olimpijski reprezentacji. A dziś? Gdzie są nasze kluby, mimo otwarcia na obcokrajowców? Owszem, sukcesy są. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów kapitana reprezentacji, mistrzostwo Italii reprezentacyjnego bramkarza… Reszta kadry to gracze przeciętnych zagranicznych klubów, często raczej drugoplanowi niż nadający ton, nierzadko oglądający mecze swoich drużyn z ławki rezerwowych… I tylko w jednej konkurencji nie ustępujemy czołówce europejskiej, a nawet światowej. Stadiony! Tylu nowoczesnych obiektów nie ma nigdzie na świecie. Tu przypomnę myśl Jana Himilsbacha. Drogi budują, a nie ma k… dokąd pójść!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze