W najbliższym czasie – 26 lutego, a potem 1 marca – ORLEN Wisła zagra dwa bardzo ważne spotkania. Pierwsze – z SC Magdeburg w Lidze Mistrzów (zaplanowane na czwartek) będzie miało ogromne znaczenie dla układu tabeli, podobnie jak niedzielny pojedynek w ORLEN Superlidze z Industrią Kielce. Po tym drugim meczu będzie wiadomo, która drużyna wejdzie do fazy play-off z pierwszego, a która z drugiego miejsca.
W czwartek o godz. 20.45 na kibiców czekać będzie nie lada gratka. Do ORLEN Areny zawita najlepsza europejska drużyna poprzedniego sezonu – SC Magdeburg, samodzielny lider grupy B, a przede wszystkim aktualny zwycięzca Final Four 2025 z Kolonii.
Zacznijmy od tego rywala, bo mecz między płocką a niemiecką drużyną odbędzie się już wieczorem w czwartek. Zanim piłkarze ręczni Magdeburga wsiedli do autokaru, by przyjechać do Płocka, w rozgrywkach ligowych zmierzyli się z THW Kiel.
Gigant Bundesligi, czyli THW Kiel, który ostatnimi laty musiał zadowolić się grą w Lidze Europejskiej, wypadając z czołówki niemieckich drużyn, na swoim terenie okazał się lepszy od faworyta, który wygrywał wcześniej wszystkie mecze na wszystkich parkietach w Europie.
SC Magdeburg, bo o tej drużynie mowa, przegrał wyjazdowy pojedynek z podopiecznymi Filipa Jichy 31:29, sprawiając sporą niespodziankę. Zawodnicy z Kiel pokazali, że niemieckiego mistrza można pokonać i zapewne to samo zamierzają zrobić zawodnicy ORLEN Wisły w najbliższy czwartek.
Po raz pierwszy w tym sezonie obie drużyny zmierzyły się 25 września 2025 roku, w 3. serii spotkań grupy B. Wcześniej Magdeburg pokonał u siebie PSG 37:31 i Barcelonę na wyjeździe 22:21.
ORLEN Wisła także miała na swoim koncie dwa zwycięstwa – wygrała z Pick Szeged 34:33 (na wyjeździe) i z RK Zagrzeb 30:27 (we własnej hali). Po 2. serii podopieczni trenera Xaviego Sabate zajmowali (dość sensacyjnie, trzeba przyznać), drugie miejsce w tabeli grupy B. Tak dobrego wejścia w nowy sezon kibice Nafciarzy nie pamiętali.
W 3. serii faworytem byli gospodarze, którzy do przerwy wywalczyli sobie 4-bramkową przewagę, prowadząc 14:10. W drużynie SC Magdeburg znakomicie spisywał się Ingi Magnusson, który w pierwszych 30 minutach rzucił ORLEN Wiśle pięć bramek.
W bramce Magdeburga bardzo dobrze spisywał się Sergey Hernandez, który w 25. min wpisał się nawet na listę strzelców, rzucając 10. bramkę dla niemieckiej ekipy i doprowadzając do wyniku 10:7.
Po przerwie nadal dominowali gospodarze, którzy w 40. min prowadzili już 20:14. Wydawało się, że ORLEN Wisła dostanie lanie, ale tym razem Płocczanie się nie załamali, tylko wzięli do roboty. Mozolnie odrabiali straty, najpierw zmniejszając różnicę o jedną, potem o kolejną bramkę, by w 58. min doprowadzić do wyniku 26:25 z realnymi szansami na remis.
Końcówka meczu należała do Sergieja Kosorotowa, który w ostatnim kwadransie gry rzucił sześć bramek. Niestety, w końcówce meczu płockiej drużynie nie udało się doprowadzić do remisu. W 58. min z rzutu karnego zdobył swoją dziewiątą bramkę Magnusson, a potem Płocczanie zaprzepaścili szansę na remis, choć w 59. min było jeszcze 27:26.
Ten wynik i porażka z THW Kiel pokazały, że SC Magdeburg można pokonać i na pewno będą chcieli to zrobić zawodnicy ORLEN Wisły. Ich celem jest zakończenie fazy grupowej LM na 3. miejscu. Szans na bezpośredni awans do ćwierćfinału raczej nie mają, choć w sporcie wiele rzeczy jest możliwych, więc nie można tego przesądzić. Przesądzić wyniku czwartkowego pojedynku nie sposób, ale jedno jest pewne – emocji nie zabraknie, bo ORLEN Wisła, jak co roku, na pewno jest znakomicie przygotowana do drugiej części sezonu.
Runda wiosenna sezonu to nie tylko spotkania decydujące o miejscach w tabeli Ligi Mistrzów, lecz także te decydujące o układzie tabeli polskich rozgrywek. Wiadomo, że przed fazą play-off lepiej zajmować fotel lidera, bo to on daje handicup w dalszych rozgrywkach.
Pierwszy w tym sezonie mecz ligowy – nie licząc oczywiście spotkania o Superpuchar Polski – obie drużyny rozegrały w Kielcach 19 października. Od początku spotkanie było wyrównane, ostatni remis 7:7 drużyny zanotowały w 10. min spotkania.
Od tamtego momentu ORLEN Wisła cały czas prowadziła, ale Industria starała się, by różnica bramek nie była zbyt duża. Na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 14:18, w 33. min pojedynku było nawet 15:21, ale w 39. min gospodarze zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 19:21, a po trzecim kwadransie pojedynku Arkadiusz Moryto rzucił bramkę kontaktową na 23:24.
W 56. min gospodarze doprowadzili do wyniku 27:29, ale w ostatnich minutach mecz na korzyść Nafciarzy rozstrzygnął Gergo Fazekas. Ostatnią bramkę w spotkaniu rzucił Melvyn Richardson, ostatecznie zapisując na swoim koncie siedem goli. Skuteczniejsi byli: wspomniany wcześniej Fazekas, który dziesięć razy pokonywał bramkarzy Industrii, a także Mitja Janc z ośmioma bramkami.
Mecz w Kielcach zakończył się wynikiem 27:32, dość dużą różnicą jak na spotkania dwóch najlepszych polskich zespołów. Jak będzie w niedzielę w ORLEN Arenie, przekonamy się niedługo. Mamy oczywiście nadzieję, że to Nafciarze będą kończyć polskie rozgrywki w fotelu lidera, a potem – już po raz trzeci – udowodnią swoją wyższość w play-offach i meczach o medale mistrzostw Polski.
Kibice na pewno nie będą narzekać na brak emocji w tych dwóch najbliższych, bardzo ważnych dla układu tabel spotkaniach. Będzie to także doskonała okazja, by przekonać się, czy rzeczywiście ten sezon będzie należał do ORLEN Wisły. Sympatycy płockiej drużyny zapewne są przekonani, że tak właśnie będzie i z tym optymistycznym wnioskiem czekamy na te dwa spotkania, a potem na kolejne w fazie zasadniczej obydwu rozgrywek.
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze