Reklama

Bal za 153 złote

28/04/2015 11:03
– Rodzice stymulują, pomagają w rozwoju, ale dzieciaki potrzebują kontaktu z rówieśnikami. Zresztą takie spotkania są też właśnie dla rodziców. Nie tylko dla dzieci. Bo to jest trochę taka grupa wykluczona, a razem wszyscy świetnie się czują. Widzi pani, ciągle mówię o nich „dzieciaki”, a przecież to są już dorośli ludzie. Pierwsi absolwenci z nieistniejącej Szkoły Podstawowej nr 9 mają dzisiaj około czterdziestu lat – mówi Krystyna Kijek z nieformalnej grupy „Akceptacja”. Absolwenci Zespołu Szkół Ogólnokształcących Specjalnych nr 7 po raz pierwszy bawili się na zorganizowanym wspólnymi siłami balu. Spotkanie po latach było okazją do wspomnień i zabawy, ale też gorzkich podsumowań. Bo sytuacja rodzin dzieci z dysfunkcjami, zwłaszcza dzieci dorosłych, do łatwych nie należy. Ciągle obcinane zasiłki to już norma.

Z szampanem czy bez?

Na pierwszy bal absolwentów w gościnnej sali Domu Technika przyjechali byli uczniowie z opiekunami. Pierwsi zaczynali „naukę” jeszcze w przedszkolu TPD, szkole nr 9, klasie życia mieszczącej się w szkole przy Lasockiego. W 1992 roku kilkanaścioro dzieci przeniesiono z dwóch małych pokoików do nowej siedziby – na ulicę Kossobudzkiego. Obecnie działa tam Zespół Szkół Ogólnokształcących Specjalnych nr 7, w skład którego wchodzi szkoła podstawowa i gimnazjum. – W 1992 roku było czternaścioro uczniów. Gdy kończyłam pracę w szkole w 2006 roku – liczba dochodziła nawet do 90 – wspomina Krystyna Kijek, była dyrektor placówki. – W tej chwili w zespole szkół kierowanych przez Sylwię Kaczkowską jest ich nawet dwukrotnie więcej. Szczególnie dużo na wczesnym wspomaganiu. Kiedyś rodzice nie wychodzili na zewnątrz, nie chcieli oddawać dzieci do szkoły. W tej chwili jest inna świadomość. Gdy dziecko rodzi się z jakąś dysfunkcją rodzice wiedzą, gdzie szukać pomocy. Przecież im wcześniej, tym lepiej – mówi.
Z absolwentami szkół specjalnych jest trudno. Gdy skończą obowiązkowy etap nauki, pozostają im warsztaty terapii zajęciowej. W Płocku najczęściej z Zespołu Szkół Specjalnych nr 7 trafiają do szkoły przysposabiającej do pracy w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 2, a potem na warsztaty prowadzone np. przez
Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Niepełnosprawnością Umysłową „Jestem”, parafie czy Caritas. Tak jak Ola Wilamowska, zapalony kibic piłki ręcznej, absolwentka Zespołu nr 7, która chodzi na warsztaty organizowane przez Stowarzyszenie „Jestem”. Inną historię ma Tomek Łaguna. Z powodu skomplikowanej historii rodzinnej, trafił do klasy w Szkole Podstawowej nr 9. Teraz jest sympatycznym mężczyzną po 30, który jak każdy marzy o założeniu rodziny. Ma zawód – stolarz i jest pracowity, ale bez stałej pracy nie może wynająć mieszkania i się usamodzielnić.
Kontakty pomiędzy uczniami i ich rodzinami zrywają się. – Dobrze, że można się spotkać na ulicy. To właśnie z takich przypadkowych rozmów powstał pomysł urządzenia balu absolwentów – mówią organizatorki. Na zaproszenie odpowiedziało ponad 70 osób. Bal sponsorowali rodzice z własnych składek, a PKN Orlen, dzięki Annie Lewandowskiej-Romanowskiej – dyrektor Biura Relacji Społecznych i Świadczeń Pracowniczych, użyczył bezpłatnie sali Domu Technika. W organizacji pomogli: byli i obecni nauczyciele oraz wielu rodziców, m.in. Wiesława Zaleska i Bożena Kłobukowska.
Przy eleganckich stołach i pysznym poczęstunku usiedli razem dawni uczniowie i ich nauczyciele. Staropolskim obyczajem rozpoczęto od zatańczenia poloneza. Najodważniejsi próbowali swoich sił w karaoke. Marcin śpiewał Takie tango, dedykując je swojej mamie z okazji urodzin. Duet Arek i Jola – Miłość jak wino. Cała sala włączyła się w chórek towarzysząc Michałowi w „Zielonym gaju”. Śpiewało też dwóch Marcinów. Jeden – Szła dzieweczka, drugi bardziej współczesne – Szalona ruda. Było Jesteś szalona w wykonaniu Roberta i Gdybym miał gitarę wyśpiewane przez Artura z pomocą mamy. A Piotrek poderwał wszystkich do Sokołów. – Zastanawialiśmy się z rodzicami czy częstować naszych absolwentów szampanem. Rodzice mówili: Są dorośli, dlaczego nie? Ale potem pomyśleliśmy, że jednak lepiej nie mieszać go z lekami, które biorą. I wyszło bez szampana, ale chyba fajnie – mówi Krystyna Kijek. – Już słyszę, żeby takie spotkania kontynuować. Może jakaś wycieczka, wspólny biwak? Ale na to potrzebne są środki. Rodzicom, którzy czasami opiekują się dwójką dzieci z dysfunkcjami, zwyczajnie nie wystarcza.

80 kilometrów dla syna

Ile byliby państwo w stanie zrobić dla swoich dzieci? Zawieźć na dodatkowe zajęcia, wysłać do lepszej, płatnej szkoły? A jeśli szkoła oddalona byłaby o 40-50 km? Czy wtedy też chciałoby się codziennie odwozić i przywozić swoje pociechy? Bożena Kłobukowska, mama Maćka, takich pytań nie zadaje. Codziennie pokonuje około 80 kilometrów, przywożąc syna do Płocka i odbierając go po piętnastej. – Jak się jeździ non stop, codziennie przez 10 lat, to samochód też się zużywa. Nie stać nas na kupienie następnego. Rano przywożę Maćka do ośrodka wsparcia spod Brudzenia, gdzie się przeprowadziliśmy, wracam do domu, potem znowu przyjeżdżam i wracamy. Kiedyś było dofinansowanie do samochodów dla osób niepełnosprawnych, teraz od kilku lat już nie ma. W tym roku zabrano jeszcze dofinansowanie na wózki elektryczne, z którego miałam dla syna skorzystać. A dla dzieci po 24 roku życia mieszkających za miastem nie ma nic, żadnych świetlic ani warsztatów. Gros siedzi w domu – wyjaśnia pani Bożena. Maciek ma 29 lat. Do szkoły trafił jako sześciolatek – był najmłodszy. Bardzo szybko się zaaklimatyzował. Zna litery, umie obsługiwać komputer. Nie mówi, ale wszystko rozumie. – Dużo zawdzięczam szkole przy Kossobudzkiego. Tyle lat tam był, że nauczyciele i inne dzieci są dla niego jak rodzina. W domu nigdy by się tego wszystkiego nie nauczył – podkreśla. 5 maja w Warszawie odbędzie się protest rodziców dzieci niepełnosprawnych. Grupa z Płocka się tam wybiera. O co walczą? Przeciwko nowemu projektowi ustawy o świadczeniu pielęgnacyjnym, które jak się można domyślać – obniża je do 800 złotych. Zarobki rodziców też nie mogą przekroczyć określanego pułapu, bo wtedy nie dostają nic. – Przychodzi taki czas, wiek, gdy rodzicom też brakuje sił. Ktoś musi pomóc w opiece i trzeba mu zapłacić. Z czego? Zasiłek dla dziecka, które ukończyło szesnaście lat to 153 złote. Od 10 lat go nie podwyższano – mówi Bożena Kłobukowska.
Na salę wjeżdża wspaniały tort. Tańce przerwane, wszyscy gromadzą się przy kelnerach. Uśmiechnięci, radośni. – My się staramy nieść radość. Dzieciaki są z nami, cieszą się ze spotkania. Siedzę ze swoimi pierwszymi absolwentami. Wspominamy wspólne wycieczki, różne sytuacje sprzed lat – mówi Jadwiga Sylwestrzak, nauczyciel i wychowawca wielu pokoleń absolwentów. – Są z nami mamy, które opiekują się dziećmi od urodzenia przez całe życie. Pielęgnują, dbają, leczą, pomagają, rozmawiają, pocieszają. Ja się zastanawiam co jest dla państwa lepsze? Czy wspomóc rodziców, czy te dzieci wsadzić do domów pomocy społecznej? Koszty byłyby o wiele większe, bo trzeba by zatrudnić opiekunów. A rodzice chcą bardzo niewiele. Więzi rodzica z dzieckiem nic nie zastąpi – podkreśla.
Lena Szatkowska
fot. m. a.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości