Reklama

Awantura o zdrowie

07/11/2012 08:23
W Zągotach (gm. Bielsk) pacjenci są wściekli, bo nie mogą korzystać z rehabilitacji. A to dlatego, że jedna z lekarek zabrała sprzęt rehabilitacyjny z ośrodka zdrowia. Większość pacjentów nazywa to kradzieżą, lekarka – zabezpieczeniem części majątku spółki.
Awantura w Zągotach to efekt rozpadającej się spółki Promed, która dotychczas prowadziła ośrodek zdrowia. O sytuacji ośrodka dyskutowano podczas zebrania mieszkańców. Strażacka remiza w Zągotach takich tłumów nie widziała chyba na najlepszym weselu. Mieszkańcy szczelnie wypełnili salę. Naprzeciwko nich usiedli m.in. wójt Bielska Józef Rozkosz i dwie, dzisiaj skłócone lekarki, które prowadziły ośrodek: Monika Lewandowska-Frąckowiak oraz Małgorzata Sabaciak-Makuch.
Spółka obu pań w 2009 r. zaczęła zarządzać zągockim ośrodkiem. Wszystko było świetnie. Ośrodek odnowiono, doposażono w sprzęt, a ponad 2,5 tys. pacjentów cieszyło się, że może na miejscu korzystać z rehabilitacji, nie musi jeździć do Płocka i czekać w kolejkach.
Ale w ostatnich kilku tygodniach sytuacja uległa diametralnej zmianie. – Jeszcze w trakcie wakacji zaczęły docierać do mnie sygnały, że spółka z końcem tego roku przestanie funkcjonować. To było bardzo niepokojące dla mieszkańców i dla gminy, której zależy, żeby funkcjonowały na jej terenie dwa ośrodki zdrowia – mówił podczas spotkania wójt Józef Rozkosz.
Dodał, że we wrześniu od obu lekarek wpłynęły pisma o wypowiedzeniu spółki. Pod koniec września odbyło się spotkanie wójta z lekarkami. – Zależało mi na doprowadzeniu do ugody. Ale obie panie stwierdziły, że jest to niemożliwe. Stanąłem przed trudną decyzją, komu wydzierżawić budynek. Nie mogłem pozwolić, żeby ośrodek przestał funkcjonować. Było niewiele czasu, żeby złożyć oferty do NFZ na podpisanie kontraktu na podstawową opiekę medyczną. A bez wydzierżawienia budynku taki kontrakt nie zostałby podpisany – tłumaczył Józef Rozkosz.
Obie lekarki wystąpiły o wydzierżawienie budynku. 8 października wójt podpisał umowę dzierżawy na trzy lata z Monika Lewandowska-Frąckowiak. Dlaczego z nią? – Spotykałem się w tej sprawie z mieszkańcami, zasięgałem opinii byłej rady społecznej ośrodka. Poza tym za podpisaniem umowy z panią Lewandowską-Frąckowiak przemawiał też fakt, że pracowała w Zągotach od 11 lat, znała tutejsze środowisko – mówił wójt. Apelował też do mieszkańców, żeby nie wierzyli w pogłoski, że lekarz będzie przyjmował raz w tygodniu i to za pieniądze. – Pani Lewandowska–Frąckowiak przerwała urlop zdrowotny i wróciła do pracy – mówił Józef Rozkosz.
To co najbardziej bulwersuje mieszkańców Zągot i okolicznych miejscowości wydarzyło się 16 października. Wtedy Małgorzata Sabaciak-Makuch wywiozła z ośrodka m.in. sprzęt rehabilitacyjny. Skończyło się nawet na interwencji policji, która ustala czy nie doszło do złamania prawa.
Podczas spotkania Małgorzata Sabaciak-Makuch próbowała wytłumaczyć dlaczego wywiozła sprzęt z ośrodka. – To nie była żadna kradzież, tylko zabezpieczenie części majątku spółki w celu wyegzekwowania brakujących środków od pani Moniki Lewandowskiej-Frąckowiak na rzecz spółki i mojej osoby. Pani Lewandowska-Frąckowiak została o tym fakcie pisemnie poinformowana – mówiła Małgorzata Sabaciak-Makuch. Dodała, że zainwestowała w ośrodek prywatne pieniądze i starała się, aby funkcjonował jak najlepiej.
W swoim oświadczeniu stwierdziła, że to jej wspólniczka z nieujawnionych powodów postanowiła w maju rozwiązać spółkę, że nie chciała dopuścić trzeciego wspólnika, że była niechętna do kontynuowania inwestycji, że pod koniec września wypowiedziała kontrakty na podstawową opiekę zdrowotną i rehabilitację. Sabaciak-Makuch przedstawiła też szereg zarzutów pod adresem Moniki Lewandowskiej-Frąckowiak: działanie na szkodę spółki, próba wyłudzenia, przywłaszczenie dotacji z Urzędu Gminy, fałszowanie dokumentów. Małgorzata Sabaciak-Makuch stwierdziła, że poinformowała o nich płocką prokuraturę. Jej wystąpienie nie przekonało zbytnio mieszkańców.
– Pani dba o własny interes, a nie o pacjenta. Nam nie chodzi o wasz konflikt. My chcemy lekarza, chcemy rehabilitacji. Pani złamała przysięgę jako lekarz. Przez panią przemawia biznes – padało z sali.
Monika Lewandowska–Frąckowiak przyznała, że wypowiedziała spółkę, bo między paniami się nie układało. Ale stanowczo zaprzeczyła wszelkim zarzutom. – Złożyłam pozew w sądzie o postawienie spółki w stan natychmiastowej likwidacji. Po to m.in. żeby zabezpieczyć sprzęt, który został przywłaszczony – stwierdziła. Dodała, że nie wypowiedziała kontraktów. Że po 16 października poinformowała NFZ o przywłaszczeniu sprzętu rehabilitacyjnego i to NFZ zerwał kontrakt ze względu na brak możliwości świadczenia usług. – Przyjechałam, żeby ratować kontrakt na podstawową opiekę zdrowotną. Niestety jest niemal pewne, że po tym wszystkim, co się wydarzyło, raczej nie dostaniemy na przyszły rok kontraktu na rehabilitację – stwierdziła Monika Lewandowska-Frąckowiak.    (gsz)
fot. Grzegorz Szkopek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości