Zbylut Grzywacz wystawiał bardzo rzadko, wolał pracować. Zajmował się malarstwem i grafiką, wykładał w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Interesował się przyrodą. Gromadził minerały, skamieniałości, stare ryciny oraz mapy. Wystawa w Płockiej Galerii Sztuki, zorganizowana w 10 lat po śmierci artysty, pokazuje różne cykle tematyczne powstające przez cały okres jego twórczości oraz prace ostatnie.
– Płocka Galeria Sztuki po raz kolejny proponuje wystawę monograficzną, tym razem krakowskiego klasyka. Pokazujemy nie tylko prace, ale i osobowość artysty, miejsce, gdzie tworzył, jak jego sztuka reagowała na życie i wpływała na to, co się działo – mówi Alicja Wasilewska, dyrektor PGS-u. Ostatnia duża wystawa monograficzna Zbyluta Grzywacza odbyła się 5 lat temu w Muzeum Narodowym w Krakowie. Ta płocka wpisuje się w obchody Roku Wolności i jubileusze zmarłego artysty. Nie znajdziemy na niej wielkich płócien, jest bardziej kameralna, dostosowana do wnętrza, które urzekło kurator i autorkę scenariusza Joannę Boniecką. Jak przystało na wystawę przekrojową, pokazuje drogę, jaką przeszedł artysta: od aktów, malarstwa zaangażowanego społecznie i politycznie, do pejzażu i „urody niedotykalnej”. „Tytułowe »Sceny« to nie naturalistyczne »sceny z życia«. To sceny, owszem, płynące z życia, ale na płótnie czy papierze wykreowane i wyreżyserowane przez autora. Obserwowaną rzeczywistość to on poddaje artystycznemu przetworzeniu, aranżuje w myśl własnego wewnętrznego scenariusza czy wzorca, wedle potrzeb »narzuconych« przez tkwiący w nim przekaz; właściwa treść wymaga właściwego języka. Bo dzieło sztuki – według artysty – to środek przekazu, sposób komunikacji z widzem na temat spraw dla każdego z nas najważniejszych, a więc wspólnych. Dlatego uniwersalny charakter mają stawiane w obrazach zasadnicze pytania o jakość naszej egzystencji rozpiętej pomiędzy bytem biologicznym i duchowym, o źródło i naturę nurtujących świat konfliktów i opresji, którym podlega każdy człowiek, zwłaszcza zaś kiedy tym człowiekiem jest kobieta. […] Są to sceny bardziej teatralne niż impresje” – napisała w katalogu Joanna Boniecka.
Zbylut Grzywacz urodził się 4 czerwca 1939 roku. W latach 1957–1963 studiował na Wydziale Malarstwa krakowskiej ASP w pracowni Emila Krchy (dyplom uzyskał w 1963 r.). W 1972 r. rozpoczął pracę pedagogiczną w krakowskiej uczelni. Tytuł profesora zwyczajnego uzyskał w 1992 r. Najczęściej tworzył cykle. Inspiracje czerpał z natury, która go fascynowała, ale również z dzieł starych mistrzów. Był członkiem założonej w 1966 roku (wraz z Maciejem Bieniaszem, Jackiem Waltosiem, Leszkiem Sobockim) Grupy Wprost, występującej przeciwko sztuce abstrakcyjnej. Malarze nie unikali tematów społecznych i politycznych. Grzywacz sportretował np. życie w totalitaryzmie PRL-u (cykl Kolejka jeszcze trwa). W obrazach z serii Człowiek bez jakości (1971–1974) postaci ludzkie zostały dosłownie okaleczone. Nie mają kręgosłupa. Nie mogą zdobyć się na niepodległość wobec zbiorowości, która wtłacza je w schemat. Ucieczka od wolności i indywidualności sprawia, że ludzie stają się przeźroczyści, bez twarzy, nie mają nic do powiedzenia (Wybrakowany, Transparentowy, Bez kręgosłupa). Kilka prac jest odpowiedzią na wydarzenia Marca’68 (Auto, Demonstranci, Mówca). Reakcją na sytuację polityczno-społeczną jest również cykl Przechodzimy obok. Słynna Kolejka (1986) przedstawia siedem etapów życia kobiety (od młodości, ciąży i macierzyństwa do pomarszczonego ciała w starości). – Skąd się wziął ten obraz? Z kolejek, które widzę bez przerwy i w których sam stoję. I jeszcze z motywów, jakie pojawiały się w średniowiecznym i późniejszym malarstwie, z moralitetów takich jak Vanitas […] i z własnego odczuwania upływu czasu, mijania życia i z potrzeby namalowania jeszcze raz aktu, kilku aktów naraz – komentował wówczas artysta.
W stanie wojennym Grzywacz został internowany. W 1996 roku napisał, że sztuka jest po to, by czemuś służyć. Artysta nie ma się wozić w łódce i oglądać widoczki, tylko wiosłować z innymi. – Więc wiosłowaliśmy. A teraz już się trochę wożę. Byłem po stronie prawdy. Nasza sztuka miała być nie do upiększania rzeczywistości lecz do jej obnażania. Być może w Płocku w przyszłości zobaczymy prace całej Grupy Wprost.
Grzywacz namalował wiele aktów (cykle Opuszczone, Oddalone, Rozebrane) i portretów. Przyciągają uwagę autoportrety – świadectwa różnych stanów emocjonalnych artysty: olejny – Autoportret wielokrotny, czy te rysowane piórem na papierze i szkic do autoportretu z 1982 roku, gdzie pozostało tylko puste krzesło z zawieszoną na oparciu kurtką. Na niewielkie rysunki i grafiki warto zwrócić szczególną uwagę. Wystawę Zbyluta Grzywacza można oglądać do 26 października. Towarzyszy jej katalog wydany przez PGS – Sceny Zbyluta Grzywacza. (lesz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze