Jest jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy, wychowanków płockiego klubu. Jego pierwszym trenerem był Grzegorz Wenerski, który uczył go piłkarskiego rzemiosła.Szybko okazało się, że praca plus talent muszą dać efekty. Artur Wyczałkowski w 1993 roku zdobył wraz z reprezentacją Polski U16 Mistrzostwo Europy, a rok później, ta sama drużyna wywalczyła brązowy medal na Mistrzostwach Świata U17. Płocki piłkarz wraz z zespołem awansował dwukrotnie do I ligi. Niestety stosunki z włodarzami klubu i z osobami, które przed laty miały sporo do powiedzenia w sekcji piłki nożnej sprawiły, że w 1999 roku musiał wyjechać i występować w II lidze w Jezioraku Iława, gdzie został wypożyczony na rok i grał w podstawowym składzie. - Po roku chciałem koniecznie wrócić do Płocka – wspomina Artur, - nawet miałem wszystko załatwione z trenerem Topolskim, który widział mnie w drużynie. Byłem wtedy taki szczęśliwy, bo już widziałem się na treningach, znowu w barwach Petrochemii, niestety ówczesny prezes klubu pan Gawłowski odebrał mi nadzieję. Kazał mi szukać sobie klubu, a na dodatek ustalił wysoką cenę zaporową. Chyba chciał, żebym skończył karierę. Odmówił mi szansy, nie pozwolił trenować, a powiedział mi jeszcze, że jak mi się nie podoba, to zawsze mogę iść do pracy. Ostatecznie Artur wylądował w Pelikanie Łowicz, dzięki temu, że tam pracował trener Leszek Harabasz. Ta propozycja była najlepszą, jaką udało mu się znaleźć. Ostatecznie jest w Łowiczu podstawowym zawodnikiem, walczy z drużyną o utrzymanie w III lidze, ale cały czas marzy o powrocie do Płocka. Zimą już miał podpisać kontrakt z II-ligowym Górnikiem Łęczna, ale jak na złość miał wypadek samochodowy i był wyłączony z treningów. Górnik przerwał rozmowy. - Do końca sezonu będę grał w Pelikanie – mówi Artur, - umówiłem się z szefami klubu, że zrobię wszystko by utrzymali się w lidze. Ale potem będę wolny. Trochę za wcześnie by kończyć karierę, mam dopiero 25 lat, to są najlepsze lata dla piłkarza, mogę jeszcze pokazać, że sporo potrafię. Może uda się przypomnieć komuś o mnie, jest przecież w ORLEN-ie kilku ludzi, którzy mnie znają. Nawet prezes Dmoszyński też kiedyś próbował załatwić mi kontrakt w Stomilu. Niestety pan Gawłowski wtedy nie dopuścił do mojego przejścia. Mam nadzieję, że ktoś z klubu będzie chciał podać mi rękę i będę mógł wrócić do ORLEN-u. To moje marzenie założyć koszulkę i wystąpić w barwach płockiego klubu. Ja tu mieszkam, tu żyję i tu chciałbym grać. Czy uda nam się przypomnieć Artura Wyczałkowskiego ludziom z ORLEN-u, od których może zależeć los tego piłkarza? Jol. Fot. archiwum
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze